Norwegia
Oslo w 24 godziny: zwiedzić i nie zbankrutować
Niepowtarzalny na świecie gmach opery, rzekomo najbrzydszy ratusz, w którym Danuta Wałęsa odbierała dla męża Pokojowego Nobla, malownicze drewniane domki porozrzucane nad zatokami.
Spacer do Pałacu Królewskiego, rejs po fiordzie, ryby i kawior na śniadanie. I na każdym kroku muzeum, jak chociażby to z łodziami wikingów, do którego trzeba wejść.
Z czym mi się będzie kojarzyć Oslo? Rozmyślałem o tym podczas powrotu do Polski. Wybór trudny. Zatrzymam się więc na tym, że Oslo to piękne, błękitne niebo, idealne przy fotografowaniu, Aker Brygge – portowe nabrzeże, pogodni i nie spieszący się donikąd mieszkańcy, tętniące życiem do późnej nocy dyskoteki i bary. No i niestety drożyzna - dla nas, Polaków. Ale inaczej być nie może, skoro Norwegia to jeden z najbogatszych i najdroższych krajów na świecie.
Jak nie wydać pieniędzy
Oslo, stolica Norwegii, gdzie pod koniec maja odbędzie się festiwal Eurowizji, warte jest poznania. I chociaż ceny przyprawiają o zawrót głowy (woda mineralna 16 zł, hamburger 32 zł), na weekendowy tani wypad jest jednak sposób.
Jedzenie? Najlepiej zabrać z Polski
Po pierwsze sama podróż nie jest droga. Z Warszawy latają tam tanie linie lotnicze Norwegian, którymi za 350 zł w dwie strony można dostać się do Oslo. Samolot ląduje na głównym międzynarodowym lotnisku, z którego do centrum najlepiej dojechać autobusem. Hotel też można znaleźć tani, jeśli będziemy go szukać kilka tygodni przed wyjazdem. A jedzenie? Najlepiej zabrać z Polski.
Kolejny problem, z którym trzeba się zmierzyć po przylocie do Oslo, to poruszanie się po mieście i zwiedzanie. Bilety jednorazowe są horrendalnie drogie, dlatego trzeba kupić kartę Oslo Pass (np. 24-godzinną za 115 zł) która daje bezpłatną komunikację miejską oraz darmowe wejścia do najważniejszych muzeów. To ważne, bo jednorazowy bilet wstępu kosztuje nawet 40 zł. Ponadto posiadacze karty mają zapewnione bezpłatne parkowanie i wstęp na baseny oraz szereg zniżek w restauracjach i hotelach. Kartę sprzedają hotele, biura turystyczne i campingi. Warto ją kupić. Będąc w Muzeum Kon-tiki podsłuchałem rozmowę dwóch Polek. - Słuchaj, zaoszczędziłyśmy już 270 zł - mówiła jedna do drugiej.
Spacer królewskim traktem
Mój hotel znajdował się zaledwie 15 minut spacerkiem od Pałacu Królewskiego, czyli oficjalnej siedziby norweskich monarchów. Od tego miejsca rozpocząłem zwiedzanie. Klasycystyczny w stylu gmach jest jednym z najbardziej charakterystycznych budynków stolicy Norwegii. Dziś mieszka w nim król Harald V wraz z małżonką. Obiekt położony jest na wzgórzu.
W dół ciągnie się ulica Karla Johansa, główna arteria stolicy. Ale wcale nie zatłoczona. Nikt na nikogo nie wpada, nie trąca. Całe Oslo takie jest. Trudno zresztą, by było inaczej w mieście liczącym ok. 600 tys. mieszkańców.
Przed spacerem po tamtejszym "trakcie królewskim" warto jednak zajrzeć do przewodników. Trudno samemu rozszyfrować napisy na budynkach, a po drodze będziemy mijać wiele historycznym i ważnych dla Norwegów miejsc. Inaczej, bez przygotowania się, zostanie nam w pamięci jedynie to, że na ulicach jest wiele pięknych domów i gmachów i witryny znanych restauracji i sklepów. Ale to możemy zobaczyć przecież w każdej europejskiej stolicy.
Siedemdziesiątka Johna
Niezapomnianym przeżyciem będzie spacer po Aker Brygge, czyli nabrzeżu portowym miasta. W jednym z przewodników wyczytałem, że jeszcze 30 lat temu w tym miejscu były magazyny i doki. Po przebudowie stały się dzielnicą nowoczesnych i luksusowych sklepów, restauracji, kafejek i apartamentów.
Nikt na nikogo nie wpada, nie trąca. Całe Oslo takie jest
Jest to miejsce, które spodoba się wszystkim. Stąd odpływają statki ze zwiedzającymi, mieszkańcy Oslo cumują tu swoje luksusowe jachty, motorówki i małe łódki. Te ostatnie są niemal tak popularnym środkiem transportu, jak samochody. Mieszkańcy Oslo w wolnym czasie żeglują po wodach fiordu lub płyną na okoliczne wysepki, do osiedli z małymi drewnianymi domami.
Norwegowie lubią też przebywać na jachtach, kiedy cumują w porcie. Podczas spaceru na jednym z nich zebrał się tłum znajomych. Okazało się, że skrzyknęli się w tajemnicy przed właścicielem jachtu, Johnem. Postanowili zrobić mu niespodziankę i wyprawili party z okazji jego 70. urodzin. Zostałem chwilę, żeby zobaczyć radość siwego, zgarbionego seniora. Pomyliłem się, bo John zupełnie nie wyglądał na swoje lata - bez brzuszka, z nie do końca siwymi włosami. Później przypatrywałem się uważniej Norwegom. Na ich wysmagane wiatrem i słońcem twarze. Nie zauważyłem na ulicach otyłych...















