Maroko
Fiatem do wrót Sahary
Ceglanordzawe ściany berberyjskich namiotów falowały na wietrze, wpuszczając piasek do środka. Mężczyzna w błękitnej szacie z kapturem zaprosił nas do środka: - Wchodźcie, bo zaraz burza piaskowa rozpęta się na dobre.
W namiocie wyłożonym kolorowymi dywanami i poduszkami było przytulnie. Mężczyźni w błękitnych strojach, w turbanach, z licznymi pierścieniami i amuletami zawieszonymi na szyi siedzieli na środku namiotu, popijając herbatę. Ten, który nas zaprosił, okazał się mistrzem ceremonii. Wyjął maleńkie metalowe szklaneczki i, celując z wysoka z żeliwnego czajnika, nalał do nich herbaty. - To thé a la menthe, whisky Berberów, rozgośćcie się - powiedział po francusku. Herbata, choć bardzo słodka, orzeźwiający smak zawdzięczała zanurzonym w niej świeżym listkom mięty.
Herbata z Berberami
Mężczyźni wyglądali na zaskoczonych nagłym wtargnięciem gości. Byli ciekawi, co tu robimy i skąd jesteśmy - chyba nie spotkali jeszcze wielu turystów z Polski. Poczęstowałam ich ptasim mleczkiem, tłumacząc nazwę przysmaku polskich dzieci. Długo nie mogli zrozumieć, co to za kraj, w którym ptaki dają mleko. Gdy im wyjaśniłam, że nazwa jest tylko umowna, pokładali się ze śmiechu.
Byli Berberami, a nie, jak wskazywałyby na to stroje, Tuaregami, czyli słynnymi "błękitnymi ludźmi Sahary", nazwanymi tak od szat farbowanych indygo. Skóra noszących go mężczyzn również się barwi na niebiesko.
- Te stroje, pomijając, że są na pustyni wygodne, to trochę tak dla turystów - wyznał jeden z mężczyzn. - Wolałbym ubierać się inaczej. Ale większości turystów Sahara kojarzy się z Tuaregami, a ci z kolei z błękitem. My mieszkamy tu od lat i też jesteśmy ludźmi pustyni, ale nie Tuaregami. Zresztą Tuaregowie to przecież jedno z berberyjskich plemion.
W Maroku Sahara dopiero się zaczyna. Prawdziwe, kojarzone z nią ruchome wydmy, czyli Erg, można w Maroku oglądać w Merzudze lub w M'Hamid, niedaleko granicy z Algierią (dokąd właśnie dotarłam). Tu kamienna pustynia, hamada, przechodzi stopniowo w tę "prawdziwą", piaskową. Dalej ciągnie się tysiące kilometrów, ale już za granicami Maroka. To, co można zobaczyć w Maroku, to tylko "wrota pustyni". Zresztą też robią spore wrażenie.
Nasi Berberzy założyli osadę tuż u stóp wydm. Organizują wyjazdy na pustynię, festiwale promujące ich kulturę, sprzedają pamiątki, hodują wielbłądy. W sezonie pełno tu turystów. I każdy z nich chce poczuć smak Sahary.
Droga pięciu tysięcy zakrętów
Dostać się do osady wcale nie jest łatwo. Asfaltowa droga kończy się w M'Hamid, stamtąd trzeba jeszcze przejechać dziesięć kilometrów. Im dalej, tym więcej piasku, który nie tylko utrudnia jazdę, ale i zasypuje wszelkie udeptane trasy. Trzeba więc w M'Hamid wynająć przewodnika (o co nietrudno). I najlepiej samochód z napędem na cztery koła. My takiego nie mieliśmy. Zresztą, gdyby pracownik firmy, która go nam wynajęła w Marrakeszu, dowiedział się, że wybieramy się fiatem palio na pustynię, mógłby nie wypożyczyć nam samochodu. Gdy zapytał, dokąd jedziemy, powiedziałam, że do Zagory. Nie wspomniałam o ostatnim kilkunastokilometrowym odcinku.
- Piękne wydmy - rozmarzył się. - Ale to daleko od Marrakeszu. Trzeba przejechać przez Atlas Wysoki, a na tej drodze jest ponad pięć tysięcy zakrętów. Tylko nie jedźcie tam nocą - jest niebezpiecznie. Zdarza się, że kładą kamienie na drodze i okradają samochody. A jak zobaczą, że wóz jest z wypożyczalni i że jesteście cudzoziemcami, ryzyko będzie jeszcze większe.
Na szczęście żadna z jego ponurych wizji się nie spełniła, mimo że jechaliśmy przez górskie przełęcze w środku nocy. Jeśli już kogoś spotkaliśmy, daleki był od chęci napadania na nas. Za to grzecznie wskazywał drogę. Ale ilość zakrętów rzeczywiście była niezliczona, choć czy było ich pięć tysięcy, nie wiem.
Flamingi na pustyni
Tak się zagadaliśmy z Berberami, że nie zauważyliśmy, kiedy skończyła się piaskowa burza. Dopiero pojawienie się turystów, którzy chcieli wybrać się na kilkugodzinną wycieczkę na wydmy, zakończyło lenistwo - czas siodłać wielbłądy.
Gdy opadł piasek, wydmy ukazały się w całej swej żółtopomarańczowej doskonałości. Wysokie, strome i piękne. Ze szczytu najwyższej widać było, że ciągną się po horyzont, do Algierii.
Wśród tych, którzy pustynię w Maroku widzieli, trwa spór (zapewne nie do rozstrzygnięcia), czy lepsze są wydmy w M'Hamid czy może te w Merzudze. Drugie niewątpliwie są bardziej popularne wśród turystów, którzy ciągną tam masowo, by oglądać "wschody i zachody słońca nad pustynią". Nie wiedzieć czemu, takie wycieczki mają w M'Hamid mniej amatorów, mimo że zachody słońca są tu nie mniej malownicze.















