Izrael
Morze pogrążone w depresji
Na wodzie unosi się ubrana od stóp do głów postać kobieca. Topielica? Nie, to tradycjonalistka arabska kąpie się w Morzu Martwym.
- Kalia Beach – kierowca autobusu przez mikrofon mówi, że tu mam wysiąść. Opuszczam autobus na rozwidleniu dróg na Zachodnim Brzegu, pośrodku Pustyni Judzkiej, czyli opuszczonych, jałowych kamiennych wzgórz. W oddali majaczy Morze Martwe, ale jak trafić na właściwą, czyli strzeżoną plażę? Próbuję dopytać o drogę rodzinę arabską organizującą piknik na rachitycznej trawie przy drodze, ale nie są w stanie mi pomóc. Idę więc „na czuja” i rzeczywiście po chwili znajduję drogowskaz do plaży.
Grupa rozentuzjazmowanych Nigeryjczyków ze spontanicznym, dziecięcym śmiechem smaruje się błotem wygrzebanym z dna
Droga do popularnego kąpieliska nie przypomina typowych dróg do znanych mi popularnych kąpielisk, nawet na Bliskim Wschodzie. Prowadzi przez wysuszone pustkowie, ludzi nie ma tu w ogóle, a jedyne budynki to nie budki z lodami ani asortymentem plażowym, ale betonowe, pozbawione okien pamiątki po Jordańczykach, którzy opuścili te tereny w 1967 r. Dopiero parking z autokarami turystycznymi utwierdza mnie w przekonaniu, że dotarłam tu, gdzie chciałam dotrzeć.
Skoki na główkę są niewskazane
Lekka mgiełka unosi się nad srebrzystą taflą. Góry po jordańskiej stronie morza wydają się niewyraźne. Woda stoi w miejscu, nie porusza jej najmniejsza fala.
Na brzegu tablice ostrzegawcze nakazujące zachować ostrożność, pływać na plecach, nie wymachiwać rękami, nie przebywać zbyt długo w wodzie. Wysokozmineralizowana, słona woda nieodpowiednio wykorzystywana może zaszkodzić. Piloci wożący turystów znad Morza Czerwonego nad Morze Martwe opowiadają o młodym człowieku, który skoczył na główkę do tego zbiornika wodnego. Amator mocnych wrażeń przeżył i zapewne na długo zapamiętał przygodę… Już kropla wody w oku powoduje dotkliwe pieczenie.
Plaża Kalia na północno-zachodnim wybrzeżu Morza Martwego przypomina wieżę Babel. Dziesiątki języków, różne zachowania - przy okazji zwiedzania pobliskiego Qumran zajeżdżają tu na kilkuminutowe kąpiele wycieczki z całego świata. Grupa rozentuzjazmowanych Nigeryjczyków ze spontanicznym, dziecięcym śmiechem smaruje się błotem wygrzebanym z dna. To samo – ale zdecydowanie ciszej i powściągliwiej okazując radość z zabawy – robi wycieczka niemiecka. Polscy księża podwijają nogawki i brodzą w morzu. Nieco dalej jakaś para unosząca się na wodzie fotografuje się, czytając gazetę. Japończycy robią zdjęcia, a Izraelczyk w późnym wieku podbojowym zaczepia samotne turystki.
Gdzie można się kąpać?
Puste wybrzeże Morza Martwego wabi dzikimi plażami. Ulegnięcie pokusie może kosztować słono. I to dosłownie. Najważniejszym wyposażeniem tutejszych plaż są prysznice. Po wyjściu z wody skórę pokrywa cienka, śliska warstwa wody z solą i minerałami. Jeżeli się jej nie spłucze, skóra podrażnia się i zaczyna piec. Sól działa. A jeśli mamy na skórze zadrapania, będziemy mieć namiastkę średniowiecznych tortur, polegających na posypywaniu ran solą…
Gdy spróbujemy zanurkować, woda wypchnie nas jak korek
Głębokość Morza Martwego sięga 400 metrów, ale trudno zorientować się, ile wody jest w miejscu pod nami. Zanurkować się nie da, bo woda wypchnie nas jak korek, a gdy ustawimy się pionowo, nie sprawdzimy, czy sięgamy dna, tylko będziemy tkwić w bezruchu w miejscu. Za to wygodnie wykonuje się ćwiczenia gimnastyczne, które w warunkach basenowych pod nazwą „aerobik w wodzie” robi się w pasie wypornościowym.
Izrael słynie z lepszych plaż niż Jordania. O ile na plażę Kalię przybywają autokary z pielgrzymami, to kurort Ein Bokek przyciąga zamożnych wczasowiczów i kuracjuszy, a Ein Gedi Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu i plecakowiczów z całego świata. Plaża Kalia jest odpłatna, wstęp kosztuje 35 szekli, ale można tam za darmo smarować się błotem do woli. W Ein Gedi plaża publiczna jest darmowa, jednak jest ona nierówna i kamienista, a o błoto tam niełatwo.
W Jordanii większość plaż znajduje się przy luksusowych hotelach. Na nielicznych plażach publicznych rządzi muzułmańska obyczajowość. Z punktu widzenia panów jest to kwestia obojętna, ale kobiety przed pójściem na taką plażę powinny się dobrze zastanowić – europejski plażowy strój kobiecy wzbudziłby sensację, a w obowiązującą Arabki suknię do ziemi łatwo się zaplątać podczas kąpieli. Miejscowe kobiety wprawdzie świetnie sobie radzą z kąpielą w długich sukienkach, ale niewprawione Europejki mogą mieć z tym problemy. Rozwiązaniem jest wizyta na prywatnej plaży Amman na północno-wschodnim wybrzeżu, ale wstęp jest dość drogi – 12 JD, czyli ok. 40 zł. Zapłacić trzeba też za morskie błoto, przywożone na plażę na taczkach i rozsmarowywane na ciałach zachodnich turystów przez usłużnych młodzieńców.















