Jordania
U Rzymian w Jordanii
Wyobraźmy sobie, że pod Warszawę przybywają Japończycy i budują tam miasto na wzór Tokio. I mówią do nas: korzystajcie z tego i żyjcie jak my
Któż nie przeprowadziłby się do nowej metropolii z Warszawy, która wyglądałaby przy niej jak zapuszczona wioska? Któż nie chciałby zamieszkać nowocześnie, elegancko i wygodnie, i mieć dostęp do licznych wydarzeń kulturalnych?
Tak, jak przywołani tu w hipotetycznej sytuacji Japończycy, robili dwa tysiące lat temu starożytni Rzymianie. Podbijali nowe tereny i przynosili tam swoją kulturę, obyczaje, religię. Nowym poddanym imponowali osiągnięciami cywilizacyjnymi, których materialnymi śladami były: świetne bite drogi (wszystkie prowadziły, naturalnie, do Rzymu) i wspaniałe miasta. Te ostatnie zakładali zwykle w szczerym polu lub na miejscu istniejącej osady, ale zawsze według wzorca, który uważali za najlepszy, a który naśladował rozwiązania stosowane w Rzymie.
Jak wyglądało typowe rzymskie miasto, można zobaczyć w Dżarasz w północnej Jordanii. w połowie drogi między stolicą, Ammanem, a granicą z Syrią. Ta starożytna Geraza jest jednym z najlepiej zachowanych rzymskich miast na świecie.
Rzymianie wkroczyli do historii tych ziem w latach 64 – 63 przed Chrystusem, kiedy to Pompejusz, polityk i dowódca rzymski, odebrał Syrię panującym od czasów Aleksandra Macedońskiego Seleucydom i włączył ją do imperium jako prowincję.
Chleba i igrzysk
Każdy przybysz nim wkroczy do Gerazy, musi przejść pod łukiem triumfalnym Hadriana. Łuk o trzech przęsłach z żółtego piaskowca wystawiono cesarzowi poza murami, na drodze do miasta. Być może część widowiska triufu odbywała się na położonym przy drodze długim na 280 i szerokim na 52 metry hipodromie. Hadrian w 117 r. był zarządcą Syrii, ale budową łuku uczczono jego wizytę w 129 r.
Choć Geraza leżała na rubieżach imperium – a sięgało ono od Syrii (dzisiejsza Syria, Izrael, Liban, Jordania) po Luzytanię (Portugalia) i od Egiptu po Brytanię, nie była ośrodkiem poślednim, wręcz przeciwnie – przebiegały przez nią główne szlaki handlowe prowadzące z Indii i Chin oraz królestwa Nabatejczyków na południu do portów na Morzem Śródziemnym i dalej do Rzymu. Karawany przywoziły z dalekich krajów bawełnę, przyprawy, kamienie szlachetne.
W Gerazie zaopatrywały się natomiast w żywność. Dzięki obfitości wody, ta część dzisiejszej Jordanii była w starożytności spichlerzem regionu. Słynęła z upraw zbóż, owoców cytrusowych, oliwek i winorośli. Dzisiaj również łagodny klimat, w przeciwieństwie do półpustynnego i pustynnego, jaki panuje na obszarze trzech czwartych państwa, pozwala zbierać obfite plony. Między innymi produkuje się tu spore ilości bardzo dobrego wina. Głównie dla turystów i na eksport, bo 93 procent Jordańczyków to muzułmanie.
Zaraz za łukiem Hadriana zachowały się kamienne stajnie i część widowni hipodromu. Podłużny stadion mógł pomieścić nawet 15 – 20 tysięcy widzów, niewiele mniej niż mieszkańców liczyło samo miasto w czasach świetności (20 tysięcy).
Zza murów dobiegają komendy wydawane po łacinie. Grupa wojskowych i policjantów na wcześniejszej emeryturze wcieliła się w rzymskich legionistów. Rzymskie stroje, lekkie zbroje, krótkie szerokie miecze. Pokazują jak dawniej wyglądały wojskowe manewry. Po musztrze wyścigi rydwanów. Siedem okrążeń w tumanach kurzu, wzbijanego kopytami koni z wysypanej piaskiem areny.
Chleba i igrzysk trzeba było dostarczać ludowi w Rzymie, by zaskarbić sobie jego przychylność. Nic dziwnego, że kolejni cesarze i urzędnicy łożyli z własnej kieszeni na organizowanie imprez zapewniających rozrywkę. W stolicy imperium doszło do tego, że dni, w których odbywały się zawody, przedstawienia lub walki gladiatorów było w roku więcej niż dni wolnych od takich imprez. Czy podobnie było w Dżarasz? Wszystko na to wskazuje. Jedna z odnalezionych w mieście kamiennych inskrypcji wspomina święto Majuma. Przypadało ono w listopadzie i nie miało związku z obchodami religijnymi, miało za to niewątpliwie związek z zabawą i z... miłością.
Oprócz hipodromu do zawodów sportowych, pokazów, walk, Geraza miała też dwa teatry, czyli ówczesne sale koncertowo-teatralno-konferencyjne. Na kamiennych półokrągłych ławach teatru północnego zasiadało na raz 1600 widzów, południowego – 3000. Akustyka nienaganna, mówcę stojącego w orchestrze słychać z każdego miejsca. Można też posłuchać kobziarzy w ludowo-wojskowych strojach, którzy dają koncert, licząc na datki turystów.















