Jordania
Ryby w czołgu
Król kazał zatopić wraki wojskowych pojazdów, by było co oglądać pod wodą.
- Popłyniemy na " Cedar Pride" - mówi mi jordański instruktor nurkowania Nabeel. Chodzi mu o libański frachtowiec leżący na dnie. To niedaleko od brzegu, wchodzimy więc do wody z plaży. Zanurzamy się i zaczynamy podwodny spacer. Początkowo mamy pod sobą łąkę zielonych wodorostów przypominających trawę, w której leżą strzykwy, popularnie nazywane morskimi ogórkami. Tu i ówdzie leniwie pływają długie, cienkie, przypominające węże pipefish.
Uwaga, nie dotykać
Wkrótce robi się bardziej kolorowo, pojawiają się korale, a wokół nich mnóstwo ryb. Są m.in. pomarańczowe anemony, różnokolorowe angelfish (ryby anioły) i butterflyfish (ryby motyle), skromne koniki morskie. Na spotkanie wypływa nawet samotna, drapieżna barakuda i liczne skrzydlice dostojnie falujące płetwami wyglądającymi niczym skrzydła z piórami. Ze skrzydlicami trzeba uważać, mają bowiem gruczoły jadowe, chociaż niesprowokowane krzywdy nam nie zrobią. Zresztą w nurkowaniu podstawową zasadą jest patrzeć, ale niczego nie dotykać. Nawet niewinnie wyglądające, małe, jaskrawo zabarwione ślimaki potrafią być niebezpieczne.
Ale oto i wrak. Opływamy jego kadłub, wpływamy do ładowni, w której nie ma wody, bo wytworzyła się poduszka powietrzna. Przepływamy pod podniesionym patetycznie dziobem, oglądamy też wielkie knagi do cum i relingi na rufie. Patrzę na głębokościomierz - 27 metrów. Widzialność doskonała, na naszym Bałtyku można o takiej tylko pomarzyć.
Statek, podobnie jak inne maszyny, o czym przekonam się później, w Morzu Czerwonym kazał zatopić król Abdullah II. Władca sam jest zapalonym nurkiem, wie więc, jak uatrakcyjnić morskie głębiny.Wyprawa na rafę
Na następne nurkowanie Nabeel zabiera mnie na Kiwi Reef. Nazwa rafy pochodzi od nazwiska Nowozelandczyka (stąd "Kiwi"), który bardzo lubił to miejsce. Rafa leży niezbyt głęboko - 10 - 20 m. Tu z kolei atrakcją są koralowce. Jedne przypominają liście sałaty, inne - zwoje mózgu. Co rusz trafiamy na mureny, które tu akurat mają stosunkowo niewielkie rozmiary, dzięki czemu nie wyglądają groźnie, a to na fioletowe papugoryby z pyszczkami przypominającymi ostry, zakrzywiony dziób. Co jakiś czas przepływają najeżki - ryby, które, gdy czują się zagrożone, połykają wodę i przybierają kształt balona. Śmieszne są też box fish o przekroju głowy przypominającym kwadratowe pudełko oraz trunkfish, których pyszczek przypomina ryjek albo krótką trąbę.
Wargi Napoleona
Zupełnie inny charakter ma nurkowanie następnego dnia, w miejscu zwanym Saudi Border, przy granicy z Arabią Saudyjską. Wybrzeże nie robi tu dobrego wrażenia - na plaży stoją wielkie transportery, biegną jakieś rurociągi. Wystarczy jednak zejść pod wodę, by znaleźć się w świecie jak z bajki. Brzeg gwałtownie opada w dół, jest tak głęboko, że nie widać dna.
Zawieszeni w błękitnej toni płyniemy wzdłuż klifu, zaglądając w jego zakamarki. Żałujemy, bo nie udaje nam się zobaczyć pojawiających się tu większych od człowieka Napoleon fish - łagodnych ryb słynących z mięsistych warg. Nie brak za to mnóstwa innych, w większości zupełnie mi nieznanych okazów podwodnej fauny i flory - bądź co bądź wody w okolicach Akaby to siedlisko około 230 gatunków korali i ponad tysiąca gatunków ryb!
Oko w oko ze szkaradnicą
Siedem Sióstr to miejsce usiane koralowcami sterczącymi jak pinakle. Aby do nich dotrzeć, musimy przepłynąć pod wodą wąskim kanałem w łańcuchu rafowym. A potem... zaczyna się orgia barw i kształtów. Mamy tu wszystkie kolory tęczy: niebieski, czerwony, żółty, zielony, amarantowy, fioletowy!
Łatwo przeoczyć to, co najciekawsze. W jednym miejscu skupiam się na ławicy czerwonych rybek, po czym nagle widzę, że to, co wydaje mi się skałą, przygląda mi się niezbyt przyjaźnie. To przecież stone fish, ryba kamień, której polska nazwa brzmi szkaradnica! W konkursie piękności murowane ostatnie miejsce.
Oglądanie tego, co żyje, absorbuje mnie tak, że dopiero w ostatniej chwili się orientuję, że płynę prosto na... czołg. - Mam omamy! To pewnie objawy narkozy azotowej wywołanej głębokością - kołacze mi w głowie. Ale jednak czołg okazuje się jak najbardziej prawdziwy. Z lufą, gąsienicami, otwartym włazem. To kolejny pomysł króla. Zatopiony pancerny M-40 leży zaledwie sześć metrów pod wodą, mogą obejrzeć go początkujący nurkowie, a nawet pływający jedynie z maską. W tym otoczeniu wygląda niesamowicie.















