Rosja
Na Lenie i jeszcze dalej
Wszyscy pasjonujemy się podróżami. Spotykałem ich, każdego z osobna na Pacyfiku, w Jemenie, u wybrzeży niedostępnej wyspy Bouveta. Od lat korespondowaliśmy. Wreszcie spotkaliśmy się na Syberii
Trudno było znaleźć na mapie miejsce, które byłoby atrakcyjne dla wszystkich podróżników z tej grupy. Każdy z nas odwiedził już przecież wszystkie państwa świata. Ale się udało.
Od dawna gromadziłem informacje niezbędne do zrealizowania podróży na Syberię i rosyjski Daleki Wschód. Kusiła mnie Lena – królowa syberyjskich rzek. Próbowałem wyobrazić sobie, jak może wyglądać wybrzeże Oceanu Arktycznego, do którego uchodzi ta wielka rzeka. Zaproponowałem więc kolegom spotkanie nad Leną i wspólny rejs do jej ujścia. Propozycja, którą wspierał także Hiszpan, została przyjęta przez pozostałych globtroterów. Był jednak pewien problem... Przez całe dziesięciolecia ta część Rosji była niedostępna dla cudzoziemców. Po pieriestrojce przepisy zmieniono, ale turyści wciąż muszą ubiegać się z dwumiesięcznym wyprzedzeniem o specjalne zezwolenie. O tym, że wystawiono nam ten cenny dokument, dowiedzieliśmy się dopiero po przylocie do Jakucka. Droga na północ była otwarta!
Pięciu wspaniałych
Uczestnicy wyprawy to Jeff Shea (USA), kalifornijczyk, biznesmen. Najmłodszy w grupie, 55 lat. W podróżach najwyżej ceni przygodę. Wozi ze sobą całą walizkę sprzętu fotograficznego. Odwiedził nie tylko wszystkie państwa świata, ale zdobył także Koronę Ziemi (najwyższe szczyty wszystkich kontynentów). Andre Brugiroux (Francja), najstarszy w grupie (70 lat). Kocha autostop i twierdzi, że można podróżować mając zaledwie dolara na dzień. Jego najdłuższa podróż trwała 17 lat (w jej trakcie zarabiał na dalszą drogę). Autor trzech książek podróżniczych. Wyznawca religii bahai.
Kevin Hughes (USA), z zawodu meteorolog lotniczy. Wieloletni prezes amerykańskiego Travelers Century Club – klubu zrzeszającego podróżników, którzy odwiedzili co najmniej 100 krajów. Lodołamaczem opłynął Antarktydę. Podróżuje z profesjonalną kamerą, często do krajów, w których toczą się wojny. Jorge Sanchez (Hiszpania), pilot grup turystycznych w okresach, gdy sam nie jest na szlaku. Trzykrotnie okrążył glob. Podróżuje z plecakiem ważącym tylko trzy kilogramy. Swoje niskobudżetowe wędrówki opisał w kilkunastu książkach. Ma dwie córki w odległych krańcach Rosji i jedną w Hiszpanii – widuje je co kilka lat. Wojciech Dąbrowski (Polska) z zawodu inżynier telekomunikacji. Popularyzator taniego podróżowania. Wydał książkę „Na siedem kontynentów”. Osiem razy okrążył glob różnymi trasami. Dumny z tego, że podróżując nigdy nie korzystał ze sponsoringu.
Pierwszą klasą w „Mechaniku”
Jakucja nazywana teraz Republiką Sacha jest wielka jak cała zachodnia Europa. Ma diamenty, złoto, węgiel i wiele innych bogactw naturalnych. Brak tylko infrastruktury, która pozwoliłaby je szybciej wydobyć, wywieźć i sprzedać. Na ulicach Jakucka rzucają się w oczy liczne salony jubilerskie, rosną jeden po drugim przeszklone wieżowce, na wyboistych ulicach japońskie samochody zastąpiły wysłużone łady. Ale na głównym placu odlany ze spiżu Włodzimierz Lenin wciąż z wysokiego cokołu wskazuje drogę do dobrobytu.
Mieszkamy w prywatnej kwaterze w zaniedbanym, postkomunistycznym bloku, jakich wiele przetrwało w Jakucku za odnowionymi fasadami głównych ulic. Koledzy Amerykanie zatykają nosy, przechodząc przez ciemną klatkę schodową. Ale w mieszkaniu Eleny jest czysto i schludnie, a właścicielka wita nas zawsze uśmiechem, dobrym słowem i szklanką czaju.
Załatwiamy bilety na statek, który tylko cztery razy w sezonie letnim wyrusza z Jakucka Leną na północ aż do portu Tiksi leżącego u jej ujścia do oceanu. Te cztery daty ogłaszane są dopiero w czerwcu – po ustąpieniu lodów.
Statek okazuje się sfatygowaną krypą, zbudowaną w 1955 roku w NRD o nazwie „Mechanik Kulibin”. Korzystają z niego miejscowi Rosjanie i Jakuci udający się w odwiedziny do rodzin lub wiozący całe kartony i skrzynie zakupów z Jakucka do nielicznych, małych osad rozsianych w dolnym biegu Leny. Do wyboru są trzy klasy. Wybieram pierwszą, bo różnica w cenie między pierwszą a drugą i trzecią jest niewielka. Zakładałem, że w dwuosobowej „jedynce” mój ekwipunek będzie bezpieczniejszy niż w ciemnych i nigdy niezamykanych kabinach trzeciej klasy z trzypiętrowymi kojami. To przecież mają być cztery długie dni żeglugi! Jorge i Andre po pierwszej nocy w trzeciej klasie, nękani przez podchmielonych współpasażerów uciekają na górny pokład, do pierwszej klasy.















