Szwajcaria
Gorączka alpejskiej zimy
Verbier to miejsce, gdzie mogą spełnić się marzenia czytelnika tabloidów. Zwykły narciarz ma tu szansę otrzeć się na stoku o celebrytę pierwszej wielkości
W Verbier bywają Hugh Grant, Diana Ross, założyciel linii lotniczych Virgin sir Richard Branson i członkowie duńskiej albo szwedzkiej rodziny królewskiej. Jest więc szansa, że wsiądziemy razem z gwiazdą do kabiny kolejki gondolowej wywożącej turystów na siodło Les Ruinettes lub wierzchołek Fontanet...
W słoneczne dni dolną stację gondoli w Medran na skraju miasteczka oblega od rana
wielojęzyczny tłum narciarzy i snowboardzistów. Wielu z nich, zwłaszcza – jak wynika z badań zamówionych przez miejscową organizację turystyczną – 30-, 40-latki pracujące w londyńskim City i innych wielkich miastach brytyjskich ma tu własne studia i apartamenty.
Mało kto z nich wie pewnie, że idą śladami swych średniowiecznych przodków – brytyjskich pielgrzymów, którzy podążali tędy, przez doliny i przełęcze Kraju św. Bernarda, do Rzymu i Ziemi Świętej.
Lodowce nad „Saint-Tropez"
Narciarzy, których ambicją jest jazda poza trasami, stale tu przybywa, bo Verbier znane jest ze stromych, otwartych stoków – Stairway to Heaven, Rock Garden, Col de Mines, Couloir des Dix, Col de la Banane.
Narciarze mniej wprawni mogą spróbować swych sił w nieco tylko łatwiejszej konkurencji „semi off-piste", na trasach wytyczonych, ale nie ratrakowanych. Trasa taka – na początek kilkaset metrów wysokich muld – prowadzi m.in. z najwyższego na terenach narciarskich Verbier wierzchołka Mont-Fort do stacji kolei linowej na grzbiecie Tortin. Mont-Fort, choć stosunkowo niewysoki (3330 m n.p.m.) jak na tę część Alp – 49 szczytów w kantonie Valais (niemieckim Wallis) ma ponad 4 tys. m n.p.m. – słynie z niezwykle rozległych widoków. Daleko na wschodzie wznosi się Matterhorn i wierzchołki grupy Monte Rosa.
Na południu i zachodzie widać stąd podniebny łańcuch Alp Sabaudzkich – biały czepiec Mont Blanc, granitową piłę północnej ściany Grandes Jorasses i turnie Dent du Midi. Bliżej – lodowce masywu Grand Combin (4314 m n.p.m.), dwa kilometry poniżej jego szczytu dolinę Val de Bagnes, a nad nią, na wielkim słonecznym tarasie nachylonym ku południowi, dachy hoteli i domów Verbier.
W porównaniu z St. Moritz albo Davos, gdzie przed ponad 100 laty narodziło się narciarstwo alpejskie, Verbier ma znacznie krótsze i skromniejsze tradycje.
Tak naprawdę jego wielka kariera jako stacji sportów zimowych zaczęła się dopiero przed niespełna 40 laty, gdy w zachodniej części Alp Pennińskich powstały 4 Doliny – największy dziś w Szwajcarii region narciarski z 410 km tras połączonych 89 wyciągami i kolejami linowymi. Verbier, ośrodek tu największy i najlepiej z punktu widzenia narciarzy i turystów położony, szybko zdystansował popularnością sąsiadujące z nim od wschodu Nendaz, Veysonnaz i Thyon.
Na trasach w trójkącie między Les Ruinettes, grzbietem Attelas i kotłem La Chaux można dziś spotkać wszystkich, których spotkać warto i należy – podobnie jak niegdyś na Kasprowym Wierchu.
Ruchliwe, pełne życia „Verbs" – słynące z nocnych rozrywek, klubów, restauracji haute-cousine oraz prestiżowych wydarzeń kulturalnych i sportowych – ma już 3 tys. stałych mieszkańców; zimą ich liczba wzrasta do 30 tys. osób. Z każdym sezonem wciąż bardziej ekskluzywne i snobistyczne nazywane jest coraz częściej alpejskim St. Tropez. Od czasu, gdy przed dziesięcioma laty domy i mieszkania zaczęli kupować tu zamożni Anglicy, ceny, nie tylko nieruchomości, wzrosły w miasteczku tak bardzo, że wielu dawnych mieszkańców postanowiło się stąd wyprowadzić.
Barry i Napoleon
Najazd cudzoziemskich narciarzy nie jest z pewnością największym nieszczęściem w długiej historii Kraju św. Bernarda. Jego górskie ziemie wznoszą się od południa nad szeroką i żyzną, zajętą od starożytności pod winnice i sady doliną Rodanu, która oddziela Alpy Pennińskie od Alp Berneńskich na północy.
Ciasnymi, głębokimi dolinami przecinającymi tu góry aż po główną grań Alp, którą biegnie dziś granica włosko-szwajcarska, od niepamiętnych czasów wiodły szlaki łączące północną Europę z równinami Italii. Ciągnęły nimi na południe, najczęściej starożytną Via Francigena przez Wielką Przełęcz św. Bernarda, plemiona celtyckie i galijskie, rycerze Karola Wielkiego i orszak Fryderyka Barbarossy w drodze do Canossy.















