Podróże
Lekarz radzi w sieci
Kilka tygodni temu, szykując się do wejścia na Kilimandżaro (od razu powiem, że choroba wysokościowa uniemożliwiła mi wdrapanie się na szczyt), miałam dylemat: pakować aspirynę czy nie? pomaga na chorobę wysokościową czy nie? Jeden lekarz odradzał, mówiąc, że aspiryna może wywołać wewnętrzne krwotoki. Drugi aspirynę polecał, twierdząc, że opóźnia pojawienie się choroby wysokościowej.
Skonfundowana przeglądałam Internet w poszukiwaniu innych opinii. Nic ciekawego nie znalazłam, ale kwestia tematyki medycznej dla podróżników w sieci tak mnie zafrapowała, że postanowiłam się jej bliżej przyjrzeć. Znalazłam sporo cennych adresów – od wyroczni w tej dziedzinie, czyli strony WHO ([link=http://www.who.int]www.who.int[/mail]) po komercyjny (bo wyszykowany przez producenta najnowocześniejszego w tej chwili leku przeciw malarii), ale świetny portal poświęcony tej chorobie: [link=http://www.malariahotspots.co.uk]www.malariahotspots.co.uk[/mail]. W polskiej sieci nie mają one na razie konkurencji. Szkoda, bo przydałby się serwis medyczny na kształt www.traveldoctor.co.uk, na który wpadłam jeszcze przed wyjazdem.
Po omacku
Traveldoctor.co.uk stworzyło dwóch brytyjskich wspólników, lekarz i farmaceuta, nie mając przy tym żadnego doświadczenia w projektowaniu takich stron. To widać: wirtualny gabinet Travel Doctora jest zbudowany za pomocą mało wyrafinowanych technik i urządzony w sposób, który wśród bardziej wymagających internautów może wywołać zgrzytanie zębów – przypomina nieoficjalną przychodnię importowanego chiro- praktyka, wciśniętą w ślepą uliczkę na bazarze, gdzie handluje się podróbkami z Chin. Przy pierwszej wizycie trudno się połapać w topografii strony i zorientować, co jest reklamą, a co informacją. Po zaułkach serwisu chodzi się niemal po omacku, po długim błądzeniu dochodząc do tego, co najważniejsze – informacji, dzięki którym można przetrwać nawet pieszą wyprawę przez Saharę.
Sercem portalu jest interaktywny program – taki gabinet lekarski, w którym można uzyskać osobistą poradę dotyczącą najbardziej egzotycznego wyjazdu. Żeby skorzystać z tego cuda, trzeba odszukać pierwszy drogowskaz. Znajduje się on pod odnośnikiem „Introduction” w górnym pasku. Potem pobłądzić w korytarzach i dotrzeć pod drzwi z napisem „Medical Kit”. W środku czeka Travel Doctor, który najpierw serwuje internetowemu pacjentowi wykład a następnie zadaje zestaw pytań, układających się w klasyczny wywiad lekarski: dokąd jedziesz? kiedy? na jak długo? z kim? co zamierzasz robić? i tak dalej. Odpowiedzi pozwalają Doctorowi na przygotowanie listy lekarstw, które należy ze sobą zabrać. Pacjent dostaje do skrzynki elektroniczną receptę, którą może sobie wydrukować!
Poprosimy do kasy
Po dostarczeniu Doctorowi danych osobistych (imię, nazwisko, adres, telefon, adres e-mailowy, Doctor obiecuje, że nie wykorzysta tego do bezbożnych celów) zaczęłam wypełniać ankietę. Jako „destination country” wpisałam Polskę. Podałam liczbę dni, które zamierzam w najbliższym czasie spędzić w Karkonoszach. Wybrałam też profil wyjazdu (Trekking/Mountaineering, bez wspinania się powyżej 3 tysięcy metrów). Doctor poprosił mnie jeszcze o podanie przybliżonej odległości do najbliższego szpitala oraz deklarację na temat uczulenia na penicylinę. Po co mu te wszystkie informacje? Ano do określenia ilości medykamentów, które powinnam zabrać. Zadowolona kliknęłam na pole „submit”, przekonana, że 5 minut później w mojej skrzynce pocztowej wyląduje elektroniczna recepta.
Zamiast tego, zostałam przekierowana do... kasy. Okazało się, że usługa wystawienia osobistej recepty kosztuje 5 funtów! Rzeczywiście, cofając się drogą, którą trafiłam do gabinetu Doctora, zauważyłam wzmiankę o płatności, która pojawia się w długim opisie poprzedzającym kwestionariusz. Zaszłam jednak tak daleko, że postanowiłam się nie wycofywać. Po zapłaceniu (karta kredytowa, szyfrowanie SSL) wyświetliła się wiadomość z podziękowaniami od Travel Doctora i adresem internetowej przegródki, w której umieścił moją receptę. Lekarz nie omieszkał przypomnieć mi też o szczepieniach, zamieszczając link do strony (tym razem darmowej!) z wszystkimi informacjami na ten temat.
Na wypadek spotkania z meduzą
Co się znalazło na mojej karkonoskiej recepcie? Lista lekarstw – zdaniem Travel Doctora – niezbędnych podczas trzydniowej wycieczki trzyosobowej damskiej grupy w polskie góry zawierała między innymi: paracetamol (16 tabletek), ibuprofen (24 tabletki), loperamid (12 tabletek) i szereg medykamentów o dość egzotycznych (zapewne międzynarodowych) nazwach. Travel Doctor zachęcił mnie też do wynegocjowania z lekarzem pierwszego kontaktu recepty na tramadol (4 tabletki) – zapewne na wypadek, gdyby którejś z nas wyjątkowo boleśnie powinęła się noga na szlaku.













