Atrakcje
Tajemnice Czerwonego Bagna
Zima śnieżna i mroźna to najlepsza pora na odwiedzenie Czerwonego Bagna. Na śniegu zapisane są tropy wszystkich mieszkańców, a zamarznięte bagniska pozwalają poznać swoje największe tajemnice.
Przed Rajgrodem we wsi Tama jest skręt z szosy Łomża-Augustów w prawo na Woźnąwieś. Szeroka droga wije się w tunelu wysokich na kilkanaście metrów świerków. Wszystko w białych czapach śniegu skrzących się w słońcu. Woźnawieś rozciągnięta na 10 km w dolinie Biebrzy i trzeba całą przejechać, by dotrzeć do Zagrody Kuwasy. To najlepsze w okolicy miejsce do wypadku na Czerwone Bagno. Zbudowana w stylu podlaskiego dworku, kryta gontem zagroda leży tuż przy granicy Biebrzańskiego Parku Narodowego.
Stąd po dobrym śniadaniu można wyruszyć na wędrówkę po bagnie. Zimą trzeba ubrać się ciepło, do plecaka zapakować termos herbaty z sokiem malinowym i kanapki. Gdy jest wystarczająco śniegu najlepiej wędrówkę odbyć na nartach. Do przejścia jest bowiem kilkanaście kilometrów w śniegu, lodzie i mrozie.
Rezerwat założony w 1926 roku zaczyna się tuż za zagrodą, po skręcie w prawo na leśną drogę. Wita nas tablica informacyjna w języku polskim i angielskim z wielką mapą. Na niej najciekawsze miejsca — leśniczówka, ruiny wioski Grzędy, wieże widokowe na bagno, ścieżka edukacyjna.
Biała droga prowadzi najpierw lasem, potem po obu stronach pojawiają się bagna. Na śniegu czytam dziennik tutejszych mieszkańców. Świeży sznurkowy trop (łapa za łapą) zostawił lis zmierzający w kierunku ludzkich siedzib. Dwa zające przekicały do oddalonej brzeziny, a głębokie i szerokie tropy kopyt znaczą poranny spacer jelenia. Brakuje tylko króla Czerwonego Bagna — łosia. To dla jego ochrony powstał ten rezerwat i to on przyciąga tu co roku tysiące turystów.
- Zaraz będą — uspokaja Katarzyna Ramotowska drobna, szczupła blondynka z warkoczykami, która jak mało kto zna Czerwone Bagno, bo wodzi po nim turystów i specjalistów przez ostatnie 20 lat. Energiczna pani biolog, ekolog i właściciela firmy organizującej łosiowe safari dla miłośników podglądania unikalnej przyrody, niepokoi się o los łosi.
Pseudonaukowe odstrzały, myśliwi dewizowi to najgorsze plagi uszczuplające populację tych jednych z największych polskich dzikich roślinożerców.
Drewnianą, ciemną leśniczówkę Grzędy widzę już po trzech kilometrach. Tutaj kupuje się bilety do parku, są mapki i inne materiały informacyjne; pokoje noclegowe, a latem — pole namiotowe. Za leśniczówką droga robi się wąska i zagłębia w gesty las świerkowy. I są pierwsze łosie — można je podejść i podrapać po wielkim łbie, bo są za siatką ośrodka rehabilitacji dla rannych, chromych zwierząt.
Przez wieki osiedlali się na Czerwonym Bagnie tylko ci, którzy musieli — uciekinierzy, element niewygodny dla carskiej władzy. Tak w środku bagiennych mokradeł powstała wieś Grzędy podzielona na osady ulokowane na iasczystycz wzgórkach otoczonych mokradłami i lasami.
Latem mieszkańców cięły miliony komarów i meszek. Zimą pod domy podchodziły watahy wilków. W nocy z 15 na 16 sierpnia 1943 r jedyną dostępną drogą przyjechali Niemcy; mieszkańców wygnali za pomoc partyzantom, a wieś spalili. Rok później w ruinach wsi rozegrała się największa bitwa partyzantów okręgu wileńskiego z Niemcami. Zginęło ponad stu żołnierzy.
Dziś o bitwie przypomina pamiątkowy głaz, a w miejscu wsi są tylko pagórki porośnięte bzami i drzewami owocowymi. Kasia pokazuje świeże ślady wilka na śniegu. Wielkie, przypominające psie, łapy podążają za grupą drobnych sarnich kopytek.
Czytam umieszczone na drewnianej tablicy wspomnienia mieszkańców Grzędy o przedwojennym życiu na bagnach: „Ziemi ornej mieliśmy mało, siana dużo. Z ludźmi zza Biebrzy wymienialim siano na zboże. Żydzi z Rajgrodu i Goniądza śledzie wozili. Dużo mleka było, sery, masło jedliśmy, ile dusza zapragnie" — wspominała jedna z mieszkanek.
Inna dodaje: „Warzywa wszystkie mieliśmy w ogródku oprócz pomidorów. Na chleb męłło się trzy-cztery kwarty męki. A jaki wspaniały chleb piekliśmy! "
I jeszcze jedna myśl oddająca tęsknotę za wyjątkowym miejscem: „ I jak tu się żyło cicho, spokojnie. Nikt nie mącił. Rankiem zewsząd słychać śpiewy ptasząt. Wieczorami wilki wyły daleko na Czerwonym Bagnie"















