Jeziora i rzeki
Kajakarz Ziomek odkrywa Dajnę
Kajak sunie cicho w zielonym tunelu lasu. Upał pozostał za kopułą z drzew. Słychać tylko ptaki i szum skrzydeł wielkich ważek. Gałęzie sięgają wody, wielkie pnie czasami grodzą nurt. Czy to Orinoko? Nie. To Dajna na Mazurach.
Dwudniowy spływ Dajną z Piecek do Św. Lipki (36 km) to najnowszy szlak kajakowy na Mazurach. Został udostępniony turystom w czerwcu. Warmińsko-mazurski oddział PTTK, który administruje szlakiem, nie zadbał jednak o właściwe oznaczenie, więc wyprawa przypomina trochę znajdywanie właściwej drogi w plątaninie dorzeczy Amazonki.
Ale to także ma swój urok, bo szlak jest bardzo urozmaicony. Można tu znaleźć, nie tylko rynnowe jeziora wspaniałe do kąpieli w upalne dni (jedno z bardzo chłodną wodą); przenoski przy młynach czy fragment tak wąski, że nie da się wiosłować.
Adrenalinę zapewni przepłynięcie odcinka górskiego, gdzie łatwo o wywrotkę, czy metrowej szerokości i wysokości ciemnego 100-metrowego tunelu, w który zagłębić się można tylko leżąc na burcie kajaka.
A Ziomek płynie
Spływ zaczynamy w sobotni upalny poranek z południowego końca jeziora Wągiel za Ostrowem Pieckowskim kilometr za Pieckami w kierunku Mikołajek. Warto pamiętać o zapakowaniu rzeczy w nieprzemakalne i szczelnie zamknięte worki. Bardzo się to opłaciło drugiego dnia podczas pokonywania bystrza.
Wągiel to wąskie polodowcowe obrośnięte lasami jezioro jakich wiele pojawiło się na terenach obecnych Mazur, gdy woda z topniejącego lodowca wypełniła wyryte przez niego gigantyczne rowy i szczeliny, między morenami.
Słońce mocno przygrzewa, więc kapelusze lub chustki na głowach są obowiązkowe. Pierwszy postój na kąpiel robimy przy zadbanym kempingu w Wierzbowie na prawym brzegu, po przepłynięcie 150-metrowego przewężenia.
Jest tutaj ocieniony pomost, na którym z przyjemnością po kąpieli wyciąga się doświadczony kajakarz z Olsztyna - 5-letni Ziomek rasy golden retriewer. Ze swoim państwem Dorotą i Darkiem spłynął już wieloma rzekami, dlatego, jak stary wyjadacz, każdy wodny odcinek przysypia w kajaku z mordą wystawioną na burcie.
Wioska Wierzbowo nie zapisuje się dobrze w naszej pamięci. Rzeczka zamienia się tutaj w wąską strugę, którą mieszkańcy poprzegradzali drutem kolczastym, elektrycznymi pastuchami (uwaga!) i zarzucili wszelkim śmieciem, oponami i plastikiem. Wąski i ciemny tunel pozwala na przepłynięcie po jednym kajaku z jedną osobą leżącą na burcie i tak manewrującą, by nie zaklinować się w śmierdzącej pułapce. Tutaj widać dokładnie, że Mazury to cud natury, tylko tam, gdzie Polacy trzymają się z daleka.
Amazonia bez piranii
To najgorszy i najwolniejszy odcinek spływu, nie do pokonania przy niskiej wodzie. Na szczęście jedyny taki i szybko trzeba o nim zapomnieć. Dalej jest już tylko lepiej i piękniej. Po wydostaniu się na stromy brzeg i przenosce przez chaszcze, wpływamy na jezioro Wierzbowskie. To jedyne niezalesione jezioro na trasie, nie zachęca do kąpieli, bo niczym nie osłonięte, kwitnie w upale intensywnie.
W północnym czubie jeziora wpływamy na zachwycające pole kwitnących nenufarów i grążeli. Wejścia na Dajnę trzeba szukać po lewej stronie w szuwarach. Za to potem płyniemy szeroko meandrującą gęstym lasem spokojną rzeką, czując się niczym w Amazonii. A może i lepiej, bo nie ma tu ani piranii, ani uciążliwych owadów. Tylko wielkie ważki o błyszczących przeźroczystych skrzydłach i niebieskie smukłe świtezianki (rodzaj ważki).
Wpłynięcie na Czos poprzedza zagłębienie się pod dwa mosty - drogowy (droga Mrągowo-Mikołajki) i kolejowy. Ten drugi - przedwojenny, pięknie oblicowany cegłą od wewnątrz przypomina, że jesteśmy na terenach dawnych Prus Wschodnich.
Czos jest jeziorem, które zna większość gości odwiedzających Mrągowo, bo nad nim leży amfiteatr Pikniku Country, plaża miejska, pensjonaty i kemping. Jednak najwięcej uroku jezioro na w swojej części południowej, do której nie dociera jeszcze zgiełk miasta (choć docierają, niestety, wyjące motorówki i skutery wodne).
Tutaj najprzyjemniej się wykąpać, zanim pokonawszy 14 km trasy, dobijemy do przystani przy mrągowskim kempingu Cezar.
Wywrotki w nurcie
Drugiego dnia z przystani startujemy wzdłuż prawego brzegu, by zaraz zagłębić się w szeroki tunel pod drogą do Rynu. Za tunelem Dajna meandruje wśród wysokich traw i bagnisk. Tak dopływamy do najdłuższej przenoski przez teren gospodarstwa rybackiego. Pchając kajak załadowany na wózek możemy, z grobli, obserwować ławice pstrągów w basenach, próbujących pokonać przegrody pod prąd. Skaczą tak wysoko, że niektóry się ta niełatwa sztuka udaje. Nie jest to jednak droga ku wolności...















