Dyplomacja
Prezydent: było oczywiste, że Rosja się nie przyzna
Lech Kaczyński podkreślił, że dla niego było oczywiste, że strona rosyjska nie przyzna się do ostrzelania z terytorium Osetii Południowej kolumny samochodowej z prezydentami Polski i Gruzji. Jarosław Kaczyński jest "zasmucony" reakcją Polski na zagrożenie życia prezydenta.
Zdarzenie to jako prowokację określił minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow. Według niego, nie po raz pierwszy zdarza się, że władze gruzińskie coś organizują, a potem oskarżają stronę rosyjską i południowoosetyjską.
Prezydent Polski powiedział, że takiej wypowiedzi Ławrowa się spodziewał i nie budzi ona jego niepokoju.
Według Lecha Kaczyńskiego, niemożliwe było, by szef rosyjskiego MSZ stwierdził: "Tak, nasi żołnierze otworzyli ogień". Jak mówił prezydent, ogień otworzono może nie tyle do dwóch prezydentów, bo nie czuł "świstu kul koło siebie", ale w każdym razie go otworzono. - To było jasne, że będzie się mówiło, iż to gruzińska prowokacja - podkreślił prezydent.
Prezydenta niepokoją "wypowiedzi w Polsce" świadczące o sile funkcjonującego w naszym kraju "prorosyjskiego lobby". To jest rzeczywiście niepokojące - mówił prezydent na konferencji prasowej.
Incydent potępili przebywający w Warszawie ministrowie spraw zagranicznych państw Grupy Wyszehradzkiej oraz Bułgarii, Estonii, Litwy, Łotwy, Rumunii, Szwecji i Słowenii.
Prezes PiS: jestem zasmucony i zawstydzony reakcjami
Prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział, że jest "zasmucony i zawstydzony", gdy obserwuje krajowe reakcje na niedzielny incydent w Gruzji z udziałem prezydentów Lecha Kaczyńskiego i Micheila Saakaszwilego.
- Prezydent znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie ognia. Na terytorium innego państwa, gdzie ma prawo być, gdzie jest w towarzystwie głowy tego państwa, a bardzo wielu dziennikarzy, tzw. ekspertów, polityków, zachowuje się tak jakby byli z zupełnie innego kraju niż Polska - powiedział Jarosław Kaczyński.
Zaznaczył, że ma wrażenie, iż jest "w PRL-u, a rzecz dotyczy Związku Radzieckiego i w związku z tym wszystko jest do usprawiedliwienia z tamtej strony". - Naprawdę bardzo zawstydzające wrażenie - podkreślił.
Premier, MSZ, prokuratura i BOR czekają na wyjaśnienia
MSZ zwróciło się o "pełne wyjaśnienie" do strony gruzińskiej oraz "z zapytaniem" do strony rosyjskiej w związku z niedzielnym incydentem - poinformował szef resortu Radosław Sikorski. Szef MSZ zapewnił, że informacje sprawie "otrzymywał na bieżąco" i informował o przebiegu wydarzeń premiera Donalda Tuska.
Donald Tusk zlecił przygotowanie szczegółowego raportu na ten temat.
- Co naprawdę się stało, kto odpowiada za narażenie życia i zdrowia prezydenta - zastanawiał się Tusk, który składa wizytę w Londynie.
Premier zapowiedział, że "we współpracy z innymi instytucjami: Agencją Wywiadu, Biurem Ochrony Rządu, Biurem Bezpieczeństwa Narodowego, będziemy chcieli możliwie szybko taki raport przygotować, co naprawdę się stało". Za raport będzie odpowiadał sekretarz kolegium ds. służb specjalnych Jacek Cichocki.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie bada okoliczności incydentu w Gruzji - powiedział rzecznik prokuratury Mateusz Martyniuk.
Według niego prokuratura zbada, czy są podstawy do przyjęcia, że popełniono przestępstwo czynnej napaści na prezydenta (za co grozi do 5 lat więzienia) lub wymuszenia przemocą określonego zachowania się - za co grozi do 3 lat pozbawienia wolności.
Specjalne śledztwo polecił też przeprowadzić szef Biura Ochrony Rządu, gen. bryg. Marian Janicki. - Postępowanie na pewno odpowie na wiele pytań: dlaczego tam pojechali, dlaczego wcześniej to nie było ustalone, kto decydował - tego będę chciał się dowiedzieć - powiedział Janicki w TVN24.
Szef BOR, odpowiadając na pytanie, czy w meldunku złożonym przez funkcjonariuszy BOR, którzy byli w Gruzji, skarżą się oni na to jak wyglądała wizyta, odpowiedział: "tak, skarżą się". "Ochrona polska w pewnym momencie miała ograniczony dostęp do pana prezydenta" - zaznaczył.
Według informacji podanych przez Janickiego, "samochód polskiej ochrony w pewnym momencie został praktycznie 300 metrów" za samochodem prezydenta. Zdaniem generała niedopuszczalne było również wyprzedzenie kolumny wozów przez auto wiozące dziennikarzy.
- Będziemy analizować każdy fragment wizyty - zapewnił szef BOR. Dodał, że żałuje, iż "pewne sprawy podczas tej wizyty nie były z nami konsultowane".















