Są poważne kłopoty, bo rząd zwleka z reformami
dr Adam Kozierkiewicz, ekonomista, ekspert ochrony zdrowia
Rz: Co mogą zrobić pacjenci, których operacje są przekładane?
Adam Kozierkiewicz: Teoretycznie, odkąd wstąpiliśmy do Unii Europejskiej, jeśli czas oczekiwania na zabieg jest zbyt długi, to można zrobić go gdziekolwiek za granicą, a potem domagać się z Narodowego Funduszu Zdrowia zwrotu pieniędzy. Problem w tym, że to rozwiązanie w praktyce jest kłopotliwe dla pacjentów i zabójcze dla systemu ochrony zdrowia.
Dlaczego?
Bo gdyby niektórzy bardziej zdeterminowani i aktywni zaczęli wyjeżdżać na leczenie, to dla pozostałych nie starczyłoby pieniędzy. Rozwiązania problemu kolejek lepiej poszukać w Polsce.
Czy w takim razie powinniśmy podwyższyć składkę zdrowotną?
To reformy trudne dla rządu, podobnie jak współpłacenie za leczenie, np. za badania ambulatoryjne. Wcześniej czy później będziemy musieli je wprowadzić. Rządy zwlekają z nimi ze względów politycznych. Mniej bolesna byłaby zmiana reguł podpisywania przez NFZ kontraktów ze szpitalami.
W jaki sposób?
Problem nadwykonań bierze się także stąd, że na początku roku dyrektorzy, by wyrobić kontrakt z NFZ, przyjmują do szpitali lekko chorych pacjentów, których mogliby leczyć w przychodniach. Pod koniec kontrakt jest już wypełniony i dlatego na oddziały trafiają tylko pacjenci w tzw. stanach bezpośredniego zagrożenia życia. To metoda, by uzyskać więcej pieniędzy za leczenie.
Taki system nie może się długo utrzymać.
Przez ostatnie kilka lat problemu nadwykonań prawie nie było.
Bo Fundusz miał naprawdę duże rezerwy finansowe.
Gdy się skończyły, problem powrócił. Szpitale prowadzą z Funduszem swoistą grę, żeby w ramach obowiązującego prawa dostać jak najwięcej pieniędzy.
Co w takim razie musimy zmienić w kontraktach szpitalnych?
Skonstruować je tak, by ci, którzy leczą najlepiej i najtaniej, dostawali z tego powodu premię w postaci lepszego kontraktu. W tej chwili zwiększanie efektywności się nie opłaca.
A co mają robić zadłużone szpitale? Trudno mówić o grze z Narodowym Funduszem Zdrowia, gdy są tak zadłużone, że nie mają żadnego ruchu.
Na obecnej sytuacji najbardziej cierpią te szpitale, które przez lata były menedżersko zaniedbane. Tam, gdzie są np. długi rzędu 100 milionów złotych. W normalnych warunkach należałoby ogłosić upadłość takiego przedsiębiorstwa. Nawet jeśli to byłby szpital. Nie oznaczałoby to przecież jego zamknięcia, ale głęboką restrukturyzację. Tylko to też są trudne politycznie rozwiązania.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook
co to jest?
