Muzeum II wojny światowej
Przydałaby się nam empatia
Przyznanie, że Białorusini czy Ukraińcy cierpieli w czasie wojny, nie umniejsza naszych cierpień – mówi prof. Tomasz Szarota
RZ: Jak ocenia pan koncepcję Muzeum II Wojny Światowej?
Prof. Tomasz Szarota, historyk PAN: To pomysł ambitny. Inny, niż można się spodziewać, bo zakłada poświęcenie dużej ilości miejsca życiu codziennemu w latach 1939 – 1945. Problematyka wojskowa czy dyplomatyczna ma być uwzględniona, ale nie ma być dominująca. To oryginalne. Ciekawe jest też, że ma to być muzeum, które nie będzie mówiło tylko o losach Polski i Polaków w czasie wojny, ale także ma pokazać, jak walczyli i cierpieli inni.
Czy to dobry pomysł?
Szansę, żeby w Gdańsku powstało muzeum według tej koncepcji, uważam za bardzo małą. Nie dlatego, że to zły pomysł, lecz dlatego, że w Polsce nie ma specjalistów, którzy mogliby kompetentnie opowiadać o cierpieniach innych narodów. Inna sprawa, czy chcemy się o tych cierpieniach dowiedzieć.
Zazwyczaj uważamy, że nasze cierpienia są najważniejsze.
Tak istotnie jest. Podam przykład: w 1944 r. we Włoszech w jednej miejscowości rozstrzelano 108 osób – mężczyzn, kobiet i dzieci. To o jedną osobę więcej niż w Wawrze w grudniu 1939 r., gdzie rozstrzelano tylko dorosłych mężczyzn. Kto jednak w Polsce słyszał o włoskich egzekucjach? Nie wiemy, że pod koniec wojny Niemcy zastosowali, jak ja to nazywam, polonizację, czyli że metody terroru wypróbowane u nas przeniesiono do okupowanej przez nich Europy Zachodniej.
Czy muzeum o charakterze narodowym nie jest czytelniejsze?
Popatrzmy na Muzeum Powstania Warszawskiego. Nie opowiada o powstaniach praskim czy paryskim. To zjawiska nieporównywalne z tym, co się działo w Warszawie, ale to też były przejawy oporu.
Taka wiedza jest nam potrzebna?
Zdolność empatii wobec innych narodów trochę by się nam, Polakom, przydała.
Nie będzie się wówczas mniej mówiło o naszej martyrologii?
Przyznanie przez Polaków, że np. Białorusini czy Ukraińcy w czasie wojny bardzo cierpieli, wcale nie umniejsza naszych cierpień. A może dzięki muzeum w Gdańsku inni dowiedzą się o skali naszej martyrologii i heroizmu?
Czy nie zamaże to podziału na sprawców i ofiary?
Gdybyśmy mówili tylko o cierpieniach Niemców, którzy musieli opuścić rodzinne strony jako ofiary tzw. Wypędzeń, a nie np. bombardowań, to problem mógłby ulec zamazaniu. Ale wskazanie, co do tego prowadziło, osadzenie tego w kontekście historycznym i pokazanie, że takie cierpienia na większą nawet skalę były najpierw udziałem innych narodów, które padły ofiarą Niemiec, nie powinno zamazywać problemu.















