Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.

REKLAMA
|
  • Warszawa
  • Białystok
  • Bydgoszcz
  • Gdańsk
  • Kalisz
  • Katowice
  • Kielce
  • Kraków
  • Lublin
  • Łódź
  • Olsztyn
  • Opole
  • Poznań
  • Rzeszów
  • Szczecin
  • Toruń
  • Wrocław
  • Zielona Góra
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości

Rozmowy sportowe

Nie kuszę losu

Paweł Wilkowicz 04-03-2011, ostatnia aktualizacja 04-03-2011 11:29
źródło: Fotorzepa
autor: Piotr Nowak

Adam Małysz o zakończeniu kariery i wczorajszym konkursie w Oslo

Rz: Kiedy pomyślał pan pierwszy raz: wiosna 2011 to będzie moje pożegnanie?

Adam Małysz: Decyzję podjąłem przed igrzyskami w Vancouver. Musiałem tylko dojrzeć, żeby ją przekazać. Teraz mogę wreszcie powiedzieć: to moje ostatnie mistrzostwa świata, a konkurs skoków do celu, w Zakopanem 26 marca, będzie zakończeniem kariery. Nie chciałem robić hucznego pożegnania. Ale mój sponsor przekonał mnie. Miał rację. To się należy kibicom.

Co jest silniejsze: niecierpliwość, by się przekonać, jak będzie w nowym życiu, czy obawa, że czegoś zabraknie?

Od kiedy podjąłem decyzję, zacząłem rozmawiać z bliskimi. Czasami zapadało długie milczenie, nie mieliśmy pewności, czy robię dobrze. Ale kierowało mną przekonanie, że coś dostałem od Boga: strzegł mnie od poważnych kontuzji. I zacząłem to odczytywać jako znak, ostrzeżenie: Ja ci coś daję, Adam, ale ty nie przesadzaj. Upadek w Zakopanem mógł się przecież dla mnie skończyć jak dla Ville Larinto, zakończeniem sezonu. Nie ma co kusić losu. W tym roku czułem już ogromne zmęczenie. Po Vancouver narzuciłem takie tempo: przygotowywałem się do Oslo, zdałem maturę, o której mi się wcześniej nawet nie śniło. Nie wyobrażałem sobie, że pogodzę szkołę ze skokami. To wszystko mnie przytłoczyło, nie było kiedy odpocząć. Więc czuję i ulgę, i smutek.

Rodzina wie od dawna?


Z żoną rozmawiałem o tym pierwszy raz rok temu. Dla nich to będzie wielka zmiana, szok. Wiem, jak przeżywali moje starty. Chcę im teraz podziękować. Żonie, córce. Cały czas były ze mną, wytrwały. Ciężki jest los kobiet, które żyją ze sportowcem.

Kto jeszcze wiedział?

Niewiele osób. Nie było łatwo to utrzymać w tajemnicy. Im bardziej próbowałem, tym więcej się pojawiało przecieków. A nie chciałem  pompowania balonu, chciałem się spokojnie  przygotować do mistrzostw. Nawet Hannu Lepistoe nie powiedziałem wcześniej. On jest wrażliwym człowiekiem i nie chciałem, by konkursy w Oslo przeżywał jeszcze bardziej.

Teraz, po ogłoszeniu decyzji, już pan nie wątpi?

Szkoda mi kibiców, wiem, jak wielu ich mam. Ale coraz trudniej przychodziło mi poświęcanie się skokom, coraz bardziej zmęczony wracałem do domu, zaczęły się pojawiać jakieś drobne kontuzje. Organizm już nie był tak odporny, stąd problem z kolanem przed początkiem sezonu. Ja ciągle chciałem, a ciało już nie zawsze słuchało. Moja wątroba miała już dość tych wszystkich odżywek, podtrzymywania wydolności.

Jak będzie wyglądało życie po skokach?

Mam mnóstwo propozycji, ciągle je analizuję. Zawsze mnie pociągała praca menedżera. Więcej dowiecie się w połowie kwietnia, zwołam jakąś konferencję. Chcę też pomagać skokom, bo to było całe moje życie. Przyszłość też z nimi wiążę. Ale najpierw potrzebuję trochę spokoju. Po 26 marca usiądę, odpocznę. Pewnie pójdę do ogrodu, bo trochę pracy tam mnie czeka. I sobie przemyślę, co dalej. Sportu na pewno nie porzucę. Nie potrafię bez niego żyć. Będę też wspierał tych, którzy chcą go uprawiać.

Pożegnanie w Oslo wymarzył pan sobie trochę inaczej?

Wymarzyłem sobie medal, i mam brąz z mniejszej skoczni. Wierzcie albo nie wierzcie, ale w moim wieku zdobyć jakikolwiek medal to jest coś wspaniałego.

Czego zabrakło do medalu na dużej skoczni?

Pierwszy skok przesądził, że nie będę na podium. Spóźniłem go, warunki nie były dobre. Nie wyszło, jak chciałem, a szanse były, na treningach skakałem super. Ale wygrali najlepsi. Gregor Schlierenzauer tyle razy próbował, a dopiero teraz mu się udało. Ten, co tam na nas z góry patrzy, jest sprawiedliwy.

Pan miał pecha w pierwszej serii, Kamil Stoch w drugiej.

Poprzednia
1 2

Przeczytaj więcej o:  igrzyska , małysz , ME , oslo 2011 , skoki , vancouver

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 

Sonda: Konflikt ukraiński a Polska?

Czy konsekwencje sytuacji na Ukrainie mogą spowolnić tempo wzrostu gospodarczego Polski?

    E-booki "Rzeczpospolitej"

    Co się od 2013 roku zmieni w przepisach emerytalnych

    Co się od 2013 roku zmieni w przepisach emerytalnych

    Poradnik prawny dla przyszłych emerytów
    Rozwody, separacje, alimenty

    Rozwody, separacje, alimenty

    Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
    Testamenty, spadki, darowizny

    Testamenty, spadki, darowizny

    Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
    Brak kategorii do wyświetlenia.
    Tu nas znajdziesz: DO GÓRY
    Zamknij

    Przeczytaj też: >>

    Abp Hoser wyjaśnia dlaczego zamknął kościół

    We wspólnocie parafialnej w Jasienicy jest rozłam "powodujący zgorszenie a także poważne naruszenie porządku publicznego" - tłumaczy decyzję o zamknięciu kościoła w tej miejscowości abp Henryk Hoser i wzywa do jedności. >>
    common