Krzyż przed pałacem
Harcerzy podzielił krzyż
Część druhów ma żal do kolegów, że ustawili krzyż. Inni do swoich władz, że zgodziły się na jego przeniesienie.
ZHR uważa, że temat krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego szkodzi harcerzom, dlatego zakazuje swoim członkom wypowiadać się na ten temat.
Z kolei ZHP podkreśla, że intencje harcerzy zostały zrozumiane opacznie i wokół krzyża rozpętała się awantura, której nie chcieli.
Obie organizacje zgodnie przyznają, że harcerze mają z krzyżem problem.
– Chcemy uspokoić atmosferę wokół tego tematu – mówi „Rz” Tomasz Sulewski z władz naczelnych ZHR. – Ciągłe roztrząsanie sprawy krzyża prowadzi do podgrzewania emocji i niepotrzebnych podziałów.
Ale te podziały już są i wśród harcerzy. Część ma żal do tych, którzy ustawili krzyż, oraz do grupy instruktorów, która pod koniec mają przybiła na nim tablicę nawołującą do postawienia pomnika przed pałacem.
– To przecież nie jest postulat wszystkich harcerek i harcerzy, tylko kilkuosobowej grupy – mówi jeden z instruktorów ZHR. – Nie trzeba było wychodzić przed szereg. Dziś jesteśmy kojarzeni z awanturą o krzyż, a nie ze służbą, jaką pełniliśmy przez kilkanaście dni po katastrofie smoleńskiej – żali się. Ale zaznacza, że intencje tych, którzy 15 kwietnia postawili krzyż, były szlachetne, a awantury nikt nie mógł przewidzieć.
Są i tacy, którzy uważają, że to władze organizacji harcerskich popełniły błąd. – Nie trzeba się było mieszać w rozwiązywanie sporu, podpisywanie porozumień, tylko zostawić to Kancelarii Prezydenta – mówią niektórzy druhowie. I przypominają, że 3 sierpnia, kiedy krzyż miał zostać przeniesiony, spotkali się z agresją tłumu i wyzwiskami: „zdrajcy, judasze”.
– Niepotrzebnie zgodziliśmy się na przeniesienie krzyża. Trzeba było poczekać na pomnik – dodaje inny.
Magdalena Suchan z ZHP zaznacza, że jej organizacja podtrzymuje zawarte w porozumieniu stanowisko, że krzyż należy przenieść sprzed pałacu.
– To nie jest miejsce, w którym powinien stać wiecznie. Ustawiliśmy go, bo trwała żałoba narodowa i przed pałacem gromadzili się ludzie, ale żałoba już się zakończyła – mówi.
Co z budową pomnika, o której jest mowa na tabliczce przytwierdzonej do krzyża?
– To inicjatywa grupy instruktorów, niezależna od władz poszczególnych organizacji harcerskich – zaznacza Suchan. Dodaje, że choć inicjatorami byli harcerze ZHR, to zaproszenie do grupy dostali także ci z innych organizacji. – Był to skromny postulat, a zrobiła się z tego ogromna afera. Nie o to chodziło – mówi.
Pojawiły się zarzuty, że za sprawą krzyża stoją harcerze związani z PiS. Mówił o tym m.in. biskup Tadeusz Pieronek w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. „Dwaj byli bardzo bliscy władz PiS‚ a trzeci też z Opus Dei” – stwierdził.
W mediach padały nazwiska Michała Kuczmierowskiego i Piotra Trąbińskiego z ZHR, założycieli inicjatywy „Polsce i bliźnim”, która walczy o postawienie pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej.
– Nie będę się na ten temat wypowiadał – ucina rozmowę z „Rz” Trąbiński.
Harcerze podkreślają, że wbrew własnej woli znaleźli się w centrum politycznego sporu. – Dla jednych będziemy narzędziem PiS, dla innych judaszami i sługusami PO – mówi Sulewski. – Prawda zaś jest taka, że jesteśmy organizacją apolityczną, a to, co robią niektórzy nasi członkowie, jest ich prywatną sprawą.
Tak – podkreślają druhowie – było też z ustawieniem krzyża przed pałacem.
– To się działo spontanicznie. Krzyż nie był przez nas specjalnie zamawiany. Stworzyli go rodzice harcerzy – twierdzi Suchan.
Ale są i inne wersje przebiegu wydarzeń. – Pojawiają się trzy – wylicza Sulewski. – Jedna to ta o rodzicach harcerzy. Według drugiej przynieśli go sami druhowie. Trzecia: krzyż przynieśli ludzie, którzy przychodzili przed pałac. Wszystkie są prawdopodobne – uważa.
Czy dzisiaj harcerze żałują, że krzyż się na Krakowskim Przedmieściu pojawił? – Nie, gdyż krzyż w miejscu publicznym jest czymś naturalnym, szczególnie w trakcie żałoby. Najważniejsze, że wówczas spełnił swoją rolę – przekonuje Sulewski.















