REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości

Publicystyka

W pułapce antypolskiego zacietrzewienia

Rafał A. Ziemkiewicz 19-06-2009, ostatnia aktualizacja 19-06-2009 00:31
Rafał A. Ziemkiewicz
autor: Ryszard Waniek
źródło: Fotorzepa
Rafał A. Ziemkiewicz
Spotkanie promocyjne książki Jana Tomasza Grossa „Strach”  z udziałem autora (drugi z prawej) oraz od lewej: Adama Michnika,  prof. Andrzeja Chwalby, Jakuba Petelewicza, prof. Joanny Tokarskiej-Bakir,  oraz Marka Edelmana
autor: Bartosz Siedlik
źródło: Fotorzepa
Spotkanie promocyjne książki Jana Tomasza Grossa „Strach” z udziałem autora (drugi z prawej) oraz od lewej: Adama Michnika, prof. Andrzeja Chwalby, Jakuba Petelewicza, prof. Joanny Tokarskiej-Bakir, oraz Marka Edelmana

Alina Cała jest dobitnym przykładem rozzuchwalenia. Nie liczy się z niczym, a najmniej z przyzwoitością. Każdą antysemicką brednię przedwojennego plebana zacytuje z powagą, ale o potępiających antysemityzm wypowiedziach hierarchów nie wspomni

Stwierdzenia, że prawda jest wartością samą w sobie, że wszelki dialog, pojednanie, w ogóle wszelka uczciwa dyskusja muszą dążyć do prawdy, to truizmy. Niestety, w dzisiejszych czasach, gdy coraz częściej mówi się o „postnowoczesności” czy „postpolityce”, gdy w dyskursie miejsce argumentów zajmują medialny krzyk i manipulowanie emocjami, te stare, poczciwe oczywistości bywają odrzucane.

Centralne miejsce w panteonie cnót, zamiast prawdzie, oddawane jest słuszności, o tym zaś, co jest słuszne, decydują jakieś samozwańcze gremia, których legitymację do ferowania bezapelacyjnych wyroków stanowi bezgraniczne przekonanie o posiadaniu najwyższej, moralnej racji. Bolesnym przykładem tej tendencji jest pewien nurt, dość niestety prężny, publicystyki poświęconej wskazywaniu przyczyn antysemityzmu i zbrodni Holokaustu. Publicystyki uprawianej pod pretekstem historiografii, w istocie jednak niemającej z nią nic wspólnego. Jest to raczej szkoła historycznego pamfletu, by nie rzec wprost – historycznego paszkwilu, w którym chodzi o surowe napiętnowanie i sponiewieranie winnych antysemityzmu i wynikłych z niego zbrodni.

Klasyk historycznych wycinanek

I nie tych, o których wiadomo od dawna i których wina jest oczywista, ale ich coraz to nowych odkrywanych „wspólników”. Mogą nimi być szwajcarscy bankierzy, przedwojenni pracownicy IBM, być może – zważywszy na prężność i popularność nurtu – staną się nimi niebawem przedwojenni wytwórcy papieru i ołówków (nikt wszak nie zaprzeczy, że bez nich niemiecka biurokracja nie byłaby w stanie poradzić sobie z przerobem fabryk śmierci); z największą jednak ochotą i swadą autorzy historycznych pamfletów atakują katolików, a w szczególności Polaków.

Tropiciele i demaskatorzy antysemityzmu nie dbają o konteksty, o przyczyny ani skutki – historię traktują jak wycinankę, w której bierze się tylko to, co pasuje, a resztę wyrzuca. Z upodobaniem skupiają uwagę czytelników na wstrząsającym szczególe, by uczynić go dowodem ogólnej prawidłowości. Konstruują tezy o zbiorowej odpowiedzialności i uogólnienia uwłaczające elementarnej uczciwości, odpowiedzialności za słowo i myśl. Co szczególnie groteskowe, ich dzieła niezwykle przypominają w tym antysemicki dyskurs rozmaitych teoretyków i doktrynerów „naukowej” nienawiści do Żydów sprzed stu lat.

Przechowuję w pamięci tytuł niezwykle swego czasu popularnej niemieckiej książki z tego gatunku: „Historia bolszewizmu od Mojżesza po Lenina”. W tym tytule jest wszystko, co charakteryzuje ten sposób myślenia: jest oczywiste, że Mojżesz musiał być bolszewikiem, skoro był Żydem, a Lenin Żydem, skoro był bolszewikiem. Na podobnej zasadzie konstruowana jest teza, że Polacy jako katolicy muszą być antysemitami, bo tak ich kształtuje Biblia – równie wszak logiczna i nieodparta jak teza, że Żydzi muszą być oszustami i pasożytami, bo tak ich kształtuje ich Talmud.

Klasyk i sława historycznych wycinanek, Jan Tomasz Gross, zupełnie otwarcie wygłosił tezę, iż do Holokaustu nie ma zastosowania cały wypracowany przez wieki naukowy aparat krytyki źródeł, albowiem ogrom tej zbrodni był taki, iż każdą relację ocalałego należy przyjmować dosłownie, w każdym szczególe. Wierny swej tezie napisał więc „Sąsiadów” – mocno oskarżycielską książkę o Jedwabnem opartą niemal wyłącznie na opowieści jednego świadka, nie biorąc pod uwagę okoliczności wskazujących, iż może on wybielać swój udział w stalinowskim aparacie zbrodni. Powstała w ten sposób praca głosząca tezę absurdalną – że mord w Jedwabnem był spontanicznym dziełem miejscowych Polaków, sąsiadów ofiar.

Absurdalną, gdyż w Jedwabnem wymordowano niemal wszystkich zaatakowanych, co nie mogło się stać w wyniku pogromu – ktoś musiał całą zbrodnię drobiazgowo zaplanować i zorganizować. To jednoznacznie wskazuje na Niemców, tym bardziej zresztą, że wiadomo skądinąd, iż specjalny oddział wyznaczony do organizowania takich „spontanicznych” pogromów miał Jedwabne na swej trasie. Gross jednak upiera się, że Niemcy tylko fotografowali, bo fakty ani logika nie są ważne, gdy chodzi o wytknięcie i potępienie polskiego antysemityzmu.

Poprzednia
1 2 3 4
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

34 mln znalazły właściciela

We wczorajszym losowaniu Lotto tylko jeden gracz trafił "szóstkę" wygrywając aż 33 787 496, 10 zł. Szczęśliwiec zagrał w Gdyni w systemie chybił trafił >>