Media
Farfał prezesem na kolejny rok
Szef TVP Piotr Farfał ma rządzić telewizją do końca kadencji obecnego zarządu, czyli do czerwca 2010 roku
Już po raz kolejny przepadł wniosek o jego zawieszenie, popierany przez kojarzonych z PiS członków rady nadzorczej. Jest ich jednak tylko trzech w jej ośmioosobowym składzie. Pozostali członkowie opowiedzieli się za zawieszeniem byłego prezesa TVP Andrzeja Urbańskiego oraz wiceprezesów Sławomira Siwka i Marcina Bochenka do czerwca przyszłego roku. W tym celu przyjęto dwie uchwały: pierwszą wydłużono termin kończącego się w połowie czerwca ich zawieszenia do września, kolejną: na dalsze dziewięć miesięcy.
Krzysztof Czabański już zapowiedział, że w tej sprawie odwoła się do sądu. Statut TVP przewiduje bowiem zawieszenie zarządu na trzy miesiące. Jednak zdaniem przewodniczącego rady Łukasza Moczydłowskiego te decyzje są zgodne z prawem. Ma to umożliwić toczące się w prokuraturze postępowanie na wniosek Farfała w sprawie przekroczenia uprawnień przez prezesów (zawierali umowy, gdy byli już zawieszeni). Co ciekawe, po raz kolejny zdanie o obecnym szefie TVP zmienił Tomasz Rudomino. Głosował przeciw zawieszeniu Farfała, choć wcześniej popierał ten wniosek. Rada będzie kontynuować obrady w przyszłym tygodniu.
Wciąż nie wiadomo, jakim budżetem będzie w przyszłym roku dysponował prezes Farfał. Ministerstwo Finansów chce, by z nowej ustawy medialnej usunąć zapis dotyczący minimalnego limitu środków budżetowych (ok. 880 mln zł), które zastąpią likwidowany abonament. Taka propozycja trafiła do Senatu, który po Sejmie zajmuje się ustawą.
– Resort finansów nie może stanowić o wszystkim, są jeszcze jakieś cele kulturalne w państwie – mówi „Rz” prof. Tadeusz Kowalski, szef zespołu, który przygotowywał zarysy ustawy. Senacka Komisja Kultury w przyszłym tygodniu zajmie w tej sprawie stanowisko. Wiceprzewodniczący komisji senator Andrzej Grzyb już dziś zastrzega jednak, że poziom zapisany w ustawie wydaje się satysfakcjonujący. – Tym bardziej że po dokładnej analizie okazuje się, iż ta kwota zwiększy się z 880 mln zł do 960 mln zł – mówi „Rz” Grzyb. Dlaczego? Pierwsze analizy nie uwzględniały m.in. zaległych opłat abonamentowych, które trafiły do mediów za 2007 r.
Media publiczne są śmiertelnie zagrożoneWitold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
Rz: Posłowie PO, PSL i SLD jako jedną z głównych przyczyn uchwalenia nowej ustawy medialnej podawali obecność Piotra Farfała w fotelu szefa TVP.
Witold Kołodziejski: P.o. prezes TVP stał się powodem dla polityków do swobodniejszego forsowania projektu ustawy medialnej. Ale zmian we władzach mediów publicznych można dokonać łatwiej. Wystarczyło, by Sejm, Senat i prezydent odrzucili roczne sprawozdanie KRRiT. Ale marszałek Sejmu Bronisław Komorowski postanowił schować je do szuflady.
Nowa ustawa miała zagwarantować mediom publicznym środki z budżetu na poziomie co najmniej 880 mln zł. Ale może się okazać, że ta kwota będzie mniejsza, bo Ministerstwo Finansów chce zmian dotyczących zapisu o gwarantowanych środkach.
Zaproponowano, by w ogóle nie było zapisu w sprawie dolnego limitu kwoty. A przecież 880 mln zł to i tak nie było dostatecznie dużo, by pozwolić mediom na prawidłową działalność.
Resort chce, by co roku KRRiT w porozumieniu z ministrem finansów określała sumę minimalną. Konsultowano to z panem?
Od początku prac nad ustawą domagałem się stanowiska Ministerstwa Finansów, a także wskazania źródeł finansowania mediów. Nigdy nie otrzymałem odpowiedzi. Ta propozycja trafiła do Senackiej Komisji Kultury.
Co ona oznacza dla mediów publicznych?
Praktycznie już zlikwidowano abonament. Ale ta propozycja pokazuje, że także kolejny worek z pieniędzmi może się okazać pusty. Bo chociaż KRRiT proponowałaby konkretną kwotę, to jednak decydowałby głos polityków. Bez minimalnej kwoty te pieniądze z roku na rok mogłyby być coraz mniejsze. A to zagrożenie dla dalszej egzystencji mediów publicznych.
Mogłoby to spowodować ich całkowitą marginalizację?
Tak. Łatwo to sobie wyobrazić. Media publiczne byłyby przecież finansowane z budżetu państwa, a gdyby politycy mieli na to ochotę, mogliby te środki maksymalnie ograniczyć.















