Publicystyka
Zbrodniczy koniec pewnego romansu
Spór, czy Polacy zrobili dostatecznie dużo, by pomóc Żydom, jest nierozstrzygalny. Z moralnego punktu widzenia za mało, ale zważywszy na ówczesną sytuację, przedwojenne konflikty, doświadczenie z sowiecką okupacją – zaskakująco wiele – pisze filozof społeczny
Najbardziej irytujący w ludzkich dziejach jest brak logiki i sensu. Gdyby dzieje były logiczne, zagłady Żydów powinni dokonać Polacy, a nie Niemcy. Jeśli już musiała się ona zdarzyć, to w kraju biednym, zacofanym, uchodzącym za supernacjonalistyczny, antysemicki i ultrakatolicki, w kraju źle traktującym mniejszości, niepotrafiącym obejść się z wolnością lepiej niż małpa z zegarkiem – by przytoczyć słowa Lloyda George’a, prekursora Jacques’a Chiraca.
Nie zaś w kraju Kanta i Beethovena, kraju Mosesa Mendelssohna, Rahel Varnhagen i Hermanna Cohena, kraju, w którym Żydzi stanowili niecały procent ludności, którego kulturę kochali, z którym się utożsamiali. Cohen, założyciel neokantowskiej szkoły marburskiej, był też autorem słynnej patriotycznej rozprawy z 1915 roku „Niemczyzna i żydostwo”, w której głosił głębokie duchowe pokrewieństwo Niemców i Żydów oraz wyrażał nadzieje, że inne narody pójdą w ich ślady w uznaniu prymatu Niemców w życiu duchowym i intelektualnym, co miało być dobrowolnym warunkiem pojednania i pokoju.
O tym pokrewieństwie wiele mówi w „Doktorze Faustusie” Saul Fitelberg, pochodzący z „nędznego” prowincjonalnego Lublina:
„Jesteśmy internacjonalistami – lecz jesteśmy proniemieccy, jak nikt na świecie, choćby dlatego, że musimy nieustannie stwierdzać podobieństwo roli, jaką odgrywa niemieckość i żydowskość na tej ziemi...Jednako są one znienawidzone, wzgardzone, przyjmowane z lękiem i zazdrością, jednako wprawiają w zamieszanie innych i siebie. Mówi się o erze nacjonalizmu. Ale w rzeczywistości istnieją tylko dwa nacjonalizmy: niemiecki i żydowski, a wszystkie inne są wobec nich dziecinną igraszką...
Niemcy powinni pozostawić Żydom proniemieckość. Bo ze swoim nacjonalizmem, ze swoją pychą, pretensjami do nieporównywalności, nienawiścią do zrównania się i podporządkowania, z ustawiczną odmową wobec prób wprowadzenia ich w świat i społecznego włączenia się weń – wpakują się w nieszczęście, w iście żydowską katastrofę, je vous le jure, Niemcy powinni pozwolić Żydom na odegranie roli de médiateur pomiędzy nimi a społecznością, roli menedżera, impresaria, propagatora niemieckości – Żyd jest na pewno odpowiednim do tych celów człowiekiem, nie powinno się go wyrzucać, jest internacjonalistą, a przy tym proniemiecki”.
Thomas Mann nie był – co widać w tym monologu – człowiekiem pozbawionym uprzedzeń, mimo że jego żona Katia pochodziła z rodziny konwertytów. Także opis fizjonomii Fitelberga noszącego – jak stwierdza – „liche polsko-niemiecko-żydowskie nazwisko” jest mało pochlebny. Ale fascynacja Żydów kulturą niemiecką jest historycznym faktem. Tym większy był szok, gdy do władzy doszli narodowi socjaliści.
Mesjanizm rasowy
uczeń Heideggera, opisuje jako rozdzielenie ostateczny rozwód żydowskości i niemieckości. On sam, żołnierz ochotnik w I wojnie światowej, ciężko ranny i odznaczony za dzielność, czuł się przed 1933 r. całkowicie Niemcem:
„Ja sam przed Hitlerem nigdy nie podkreślałem swego żydostwa i uznawałem się za Niemca. Mój ojciec całą swoją istotą i wyglądem był arcyniemieckim mężczyzną (urdeutsche Mann), tylko nieliczni moi przyjaciele byli Żydami, moja żona była Niemką, prawie nie miałem już związków z krewnymi mojej matki. Żyłem całkowicie „emancypacją” i instynktywnie byłem bardziej uczulony na Żydów niż u wielu naiwnych Germanów” (Mein Leben in Deustchland vor und nach 1933, Stuttgart 1986, s. 54),
Ktokolwiek zetknął się ze zjawiskiem mesjanizmu rasowego, który wówczas owładnął Niemcami, wie, że jest ono jakościowo inne niż „zwykłe” konflikty etniczne, pogromy, „tradycyjne” masakry. Jeden z najlepszych opisów ideowej drogi od idealizmu do rasistowskiego biologizmu wyszedł spod pióra Helmutha Plessnera. On także jako pół-Żyd został wykluczony z niemieckości, choć jego filozoficzna antropologia była gorąco chwalona przez Carla Schmitta.













