REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości

Czarnogóra

Przygoda na bałkańskich drogach

Dariusz Kita 21-05-2009, ostatnia aktualizacja 21-05-2009 12:13
Drogi nad Adriatykiem mają coraz lepszą nawierzchni
źródło: Corbis
Drogi nad Adriatykiem mają coraz lepszą nawierzchni
Bazylika Narodzenia Bogurodzicy w Prcanj to największy kościół nad zatoką Boka
źródło: Rzeczpospolita
Bazylika Narodzenia Bogurodzicy w Prcanj to największy kościół nad zatoką Boka

Trudy jazdy magistralą adriatycką wynagradzają widoki skał, morza i średniowiecznych miast.

Po ponad 20 godzinach męczącej podróży zatrzymujemy samochód przed ostatnią granicą. W południowym upale smętnie poruszają się pogranicznicy. Obok czerwonej flagi z dwugłowym złotym orłem w koronie powiewa błękitna flaga Unii Europejskiej. Celem Czarnogóry, która proklamowała niepodległość trzy lata temu, jest bowiem szybka integracja z Unią. Za nami 1400 km trasy przez Czechy, Austrię, Słowenię, Chorwację, Bośnię. To jeden z wariantów podróży do Czarnogóry (dwa inne prowadzą przez Słowację i Węgry, a dalej przez Serbię lub Chorwację, Bośnię i Hercegowinę). Najdłuższy i najdroższy, ale za to gwarantujący najszybszy przejazd, bo wiodący w przeważającej części przez autostrady.

Od ubiegłego roku w Słowenii obowiązują wysokie opłaty za przejazd autostradami (35 euro za pół roku). Warto zatem odcinek od granicy z Austrią do Maribora przejechać bez opłat trasą M10. Dalej mozolnie przebijamy się 200 km magistralą adriatycką pośród wlokących się camperów. Trud wynagradzają widoki z trasy wijącej się wzdłuż wybrzeża.

Słodka woda i słona śmietana

Tuż za chorwacko-czarnogórskim przejściem granicznym Debeli Brijeg obserwujemy wody Boki Kotorskiej. To największa adriatycka zatoka. Wcina się w ląd w północno-zachodniej części czarnogórskiego wybrzeża. Ma powierzchnię 87 km kw. i bardzo urozmaiconą linię brzegową o długości 100 km.

W Risan, gdzie mamy się zatrzymać w apartamencie, jesteśmy przed czasem. Kołaczę w solidną bramę otoczonego wysokim murem domostwa. Dopiero po telefonie otwiera gospodarz – pan Grzegorz… z Krakowa. Oprowadza po swojej posiadłości. Dom, zbudowany z wapiennych bloków, ma ponad 200 lat. Po remoncie ma sześć apartamentów, kamienne podwórze oraz ogród w cieniu rozłożystej morwy.

Z tarasu restauracji obserwujemy port. Przy zewnętrznym pirsie straszy zardzewiały kadłub niewielkiego frachtowca. Kiedyś miejscowość tętniła życiem. Iliryjska królowa Teuta przeniosła tu w III w. p.n.e. swoją siedzibę ze Szkodry. Jak głosi legenda, po klęsce w II wojnie iliryjskiej popełniła samobójstwo, skacząc w głębiny zatoki. Miasto rozwinęło się za Rzymian, po których do dzisiaj zachowały się mozaiki przedstawiające między innymi greckiego boga snu Hypnosa.

Na sąsiedniej posesji trwa svadba, czyli wesele. Ojciec panny młodej oddaje z tej okazji trzy serie z automatu. W wioskach niemal każdy mężczyzna ma broń. To niespokojne tereny władane przez Rzymian, Gotów, Słowian, Wenecjan, najeżdżane przez Saracenów i wielokrotnie Turków. Do dziś w murze otaczającym posesję pana Grzegorza znajduje się wykusz, przez który kiedyś można było wystawić muszkiet.

W niedzielę na placu w centrum miejscowości rozłożyli stragany wytwórcy miejscowych specjałów. Wszystkiego można spróbować, powąchać. W wielkich kamiennych garncach oliwki, sery, szynki, kajmak (solona tłusta śmietana przypominająca nieco bryndzę), ryby, owoce i warzywa. Po zakupach czas na plażę wysypaną białym grysem, oznaczoną niebieską flagą. Choć to Adriatyk, woda nie jest tak słona, ale też nie tak przejrzysta jak w Chorwacji. Co najważniejsze – brak jeżowców. To cecha całej Boki Kotorskiej wynikająca z zasilania jej słodką wodą z piętrzących się na wysokość ponad tysiąca metrów gór.

Wieczorem jedziemy do odległego o 2 kilometry Perastu. Związane z Wenecją miasto to oprócz Kotoru jedyne miejsce w zatoce, które nie zostało zdobyte przez Turków.

Przy nabrzeżu wiele budynków z białego kamienia. Misternie rzeźbione balkony, herby właścicieli nad wejściami, drewniane okiennice, dachy pokryte czerwoną dachówką. Restauracje serwują hodowane w zatoce małże. Rozsiadamy się, smakując espresso w wiklinowych fotelach na placu tuż przy kościele św. Mikołaja z 1616 r. z dzwonnicą o imponującej wysokości 55 metrów. Obok niego rozpoczęto w 1740 r. budowę nowej świątyni według projektu Giuseppe Beatiego, ale do wojen napoleońskich ukończono jedynie absydę i zakrystię. Nad wejściem olbrzymia rozeta z ramionami zakończonymi reliefami anielskich twarzy. W środku 16 medalionów Tripo Kokolja (1661 – 1713) słynnego malarza z Perastu.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Madonna i powstanie? A czemu nie?

Powstańcy warszawscy proponują: – Niech Madonna 1 sierpnia zaśpiewa „powstańczy czterowiersz” >>