REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości

Opinie

Nasza walka o sześciolatki

Karolina Elbanowska , Tomasz Elbanowski 22-12-2008, ostatnia aktualizacja 22-12-2008 00:50

Nie chcieliśmy atakować ani rządu, ani Platformy, ani ministra edukacji. Kochamy nasze dzieci i ta miłość jest jedynym powodem naszego zaangażowania – piszą twórcy ruchu społecznego Ratuj Maluchy.

Na początku, po Romanie Giertychu, w mediach panowała cisza. Dziennikarze zmęczeni wielką debatą o mundurkach odpoczywali od ministra edukacji. Pojawiały się tylko pojedyncze wzmianki o Katarzynie Hall i jej nowej, odważnej reformie.

Po jakimś czasie rodzice zorientowali się, że dzieci z dwóch nieszczęsnych roczników 2002 i 2003 mają rozpocząć edukację jako pierwsza klasa w roku 2009. Razem. Połowa dzieci jako siedmiolatki po zerówce, połowa jako sześciolatki – bez wcześniejszego przygotowania. Podwójny rocznik w podstawówce, w gimnazjum, przy rekrutacji do liceów i na studia. Podwójny rocznik w często przepełnionych szkołach, w których już ośmiolatki chodzą na lekcje po południu, na drugą zmianę.

Znieważenie na chodniku

Wrzeć zaczynało powoli. Najpierw fora internetowe zapełniły wpisy pełne bezsilności, rozpaczy i braku wiary, że można cokolwiek zmienić, na cokolwiek wpłynąć. Wkrótce pojawiły się oddolne ruchy rodziców, które dały upust tej fali rozżalenia. Wiosną powstała strona PrawaRodziców.pl, radykalnie sprzeciwiająca się rozszerzaniu szkolnego obowiązku na sześciolatki. W krótkim czasie zebrała 10 tysięcy imiennych podpisów. 10 tysięcy e-maili zostało wysłanych do Ministerstwa Edukacji Narodowej.

Pytania o reformę zaczęli zadawać rodzice z Gdańska, którzy zatrzymali likwidację zerówek przez samorząd, a teraz jako Forum Rodziców (www.forumrodzicow.pl) postanowili sprawdzać i opisywać stan przygotowań do reformy. W maju i my założyliśmy stronę ratujmaluchy.pl. O obawach rodziców zrobiło się głośno. Rozpoczęła się wreszcie debata na temat reformy. Konkretnych argumentów dostarczała rodzicom rzeczywistość.

Ministerstwo nie spieszyło się z reakcją. Wątpliwości było coraz więcej. Dialogu ze strony ministerstwa jakby coraz mniej. W lipcu, kiedy pani minister ogłosiła, że podwójny rocznik to jednak zły pomysł i rozłoży reformę na trzy lata, fali protestu nie można już było powstrzymać.

Od początku nie chcieliśmy atakować rządu. Nie chcieliśmy atakować Platformy. Nie chcieliśmy atakować ministra i ani razu nie padło z naszej strony hasło „Hall musi odejść”. Nie paliliśmy plecaków pod Sejmem, nie rzucaliśmy jajkami w ministerstwo. Naszym największym wykroczeniem były dziecięce rysunki kredą na chodniku przed Kancelarią Premiera – policja chciała nam za to nałożyć karę za znieważenie urzędu państwowego.

Staraliśmy się być do bólu merytoryczni i jak najmniej konfrontacyjni. Głosy rodziców z całej Polski zbieraliśmy na swojej stronie, żeby nie spamować pani minister. Może byliśmy czasem zbyt emocjonalni. Ale przecież chodziło o nasze dzieci.

Dać im po łapkach i wyprosić z sali

Ministerstwo zareagowało na protest w sposób, którego nikt z nas chyba się nie spodziewał. Zaczęło się od ostentacyjnego lekceważenia. W maju pani minister nie wzięła do ręki wręczonego przez nas listu podpisanego przez tysiąc osób i wyszła z sali konferencyjnej; w lipcu szefowa gabinetu politycznego MEN kpiła z nas i z liczby naszych dzieci, kiedy pojawiliśmy się na konferencji prasowej pani minister. Potem dziennikarze zaczęli podawać informacje, że MEN naciska, żeby nie zapraszać protestujących rodziców na debaty. Przekazywali też sugestie urzędników MEN, iż małżeństwo z Legionowa (czyli my) samo siedzi z atlasem Polski w ręku i dopisuje nazwiska pod swoją akcją – jak para świstaków z reklamy.

W październiku informacja o proteście pojawiła się na stronie internetowej Platformy Obywatelskiej. Dowiedzieliśmy się, że „forma protestu Ratuj Maluchy jest trudna do zaakceptowania”, oraz że „poszukiwanie ratunku wpisało się rewelacyjnie w medialne zapotrzebowanie i polityczne zamówienie”. Zdaliśmy sobie sprawę, że w Polsce nadal nie wolno krytykować władzy. Ten, kto odważy się mówić głośno o złych pomysłach rządu, powinien dostać karę.

Skoro rząd coś postanowił, jedyną możliwą do zaakceptowania postawą jest pomoc w sprawnym wprowadzaniu tego zamierzenia. A jeśli ktoś punktuje szkodliwe pomysły, może to oznaczać tylko jedno: nasłała go opozycja. Platforma Obywatelska dała aż nazbyt jasno do zrozumienia, że nie wierzy w żaden ruch obywatelski. Ligia Krajewska, szefowa gabinetu politycznego MEN, napisała: „Państwo Elbanowscy mogą przecież kształcić swoje dzieci w domu”. Zostaliśmy potraktowani jak niesforne dzieci, które zamiast grzecznie słuchać pani, same wyciągają wnioski i wyrażają odmienne opinie. Trzeba dać im po łapkach i wyprosić z sali.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Pożegnanie Wisławy Szymborskiej

Przy dźwiękach piosenek Elli Fitzgerald na Cmentarzu Rakowickim żegnaliśmy poetkę Wisławę Szymborską, laureatkę literackiej Nagrody Nobla >>