Prawo STARE
Zabiorą zwierzęta bez odszkodowania
Tysiącom hodowców węży, pająków i innych niebezpiecznych zwierząt grozi konfiskata hodowli. Jeśli się przyznają, że je mają
Tak wynika z nowelizacji ustawy o ochronie przyrody, którą w piątek przyjął Sejm. Nowe przepisy mają obowiązywać od 1 stycznia 2009 r.
Chodzi o zabranie właścicielom m.in. pytonów, anakond, czarnych wdów, tarantuli, hien, gibonów, pum, gepardów, mrówkojadów wielkich. Hodowcy tych zwierząt protestują. Zbierają nawet w Internecie podpisy pod specjalną petycją. Podpisało ją już ok. 1200 osób. Zainteresowani mogą już tylko liczyć, że ustawę skieruje do Trybunału Konstytucyjnego lub zawetuje prezydent Lech Kaczyński.
Co budzi sprzeciw hodowców? Nowela przewiduje podzielenie zwierząt niebezpiecznych na dwie kategorie. Zabrania też posiadania, przetrzymywania, importu gatunków niebezpiecznych, a także handlu nimi.
Dla pierwszej kategorii (czyli najniebezpieczniejszych gatunków) zakaz będzie całkowity – będzie trzeba je przekazać do ogrodów zoologicznych, cyrków lub placówek naukowych do połowy 2009 r.
Inne groźne zwierzęta można będzie trzymać i importować, mając na to urzędowe zezwolenie. Kto go nie dostanie, także będzie musiał oddać swojego pupila do zoo, cyrku lub na potrzeby nauki. Na uzyskanie zezwolenia zainteresowani będą mieli czas do końca przyszłego roku.
Nowa ustawa nie przewiduje żadnych rekompensat za zwierzęta, które trzeba będzie oddać. Terraryści podkreślają, że to naruszenie konstytucyjnej ochrony prawa własności. Nie dostaną odszkodowania nie tylko za cenne (warte nawet kilkanaście tysięcy złotych) okazy, ale też za terraria, sprzęt do hodowli, szczepionki i specjalistyczną żywność, które staną się zbędne.
A takich hodowli jest coraz więcej. – Liczba zwierząt objętych nowymi przepisami może sięgać dziesiątków tysięcy – uważa Robert Smolka, inicjator zbierania podpisów pod petycją.
Plan konfiskaty zwierząt nie podoba się też ogrodom zoologicznym, które musiałyby zatroszczyć się o nie. – Ustawa jest niewykonalna. Mamy własne kolekcje i nie będziemy przyjmować okazów, które np. mogą być chore – mówi Jan Maciej Rembiszewski, dyrektor warszawskiego zoo. Podkreśla, że ogrody zoologiczne mogą przyjmować tylko pojedyncze sztuki.
Nie wiadomo, ilu w Polsce jest hodowców niebezpiecznych gatunków, jak ich odnaleźć i zmusić do oddania zwierząt. Zwracają na to uwagę terraryści. „Istnieje realna obawa, że jedynym widocznym efektem wprowadzenia nowej regulacji będzie przesunięcie się sporej części hodowli do podziemia. To z kolei odbije się niekorzystnie na warunkach, w jakich przetrzymywane będą zwierzęta, i na możliwości kontroli tego typu hodowli” – czytamy w petycji.
Pomysł z zakazem prywatnej hodowli i trzymania zwierząt niebezpiecznych dla życia i zdrowia ludzi (w tym drapieżnych i jadowitych) nie jest nowy. Przewiduje go obowiązująca ustawa o ochronie przyrody (DzU z 2004 r. nr 92, poz. 880 ze zm.). Listę zakazanych gatunków miał określić minister środowiska i zrobił to już trzy lata temu. Zakaz jednak nadal nie obowiązuje, a nawet był już trzy razy przesuwany.
Robert Smolka podkreśla, że prawnym wyjściem z sytuacji dla zdesperowanych hodowców mogłoby być... założenie cyrku! – Wystarczy wpis do ewidencji działalności gospodarczej. Chyba jednak nie o to chodzi w tej noweli, aby Polskę uczynić światową potęgą cyrkową – ironizuje.
Nowela przewiduje też, że przez rok od wejścia jej w życie właściciele będą musieli zarejestrować spreparowane okazy tych gatunków zwierząt, które są objęte częściową lub ścisłą ochroną.













