MŚ 2010 - RPA
Dewastacja
Niemcy pukają do bram nieba, Argentyna tonie we łzach. Drużyna Diego Maradony upokorzona, przegrała aż 0:4
Diego Maradona całował wszystkich swoich piłkarzy stojących przed wyjściem na boisko w tunelu. Javiera Mascherano przytulił szczególnie mocno, jakby przeczuwał, że wysyła swojego ulubionego piłkarza na misję niemożliwą do wykonania. Dzień wcześniej trener reprezentacji Argentyny stwierdził, że w tym roku jego drużynie do mistrzostwa świata nie będzie potrzebna ręka boga. - Teraz taka jest boska wola. Zostaniemy mistrzami - stwierdził. Jeśli rzeczywiście to była prawda, Diego nie zrobił nic, by temu pomóc.
Mascherano miał ochronić wszystkich swoich beztroskich kolegów przed niemiecką nawałnicą. Między nim, a obroną była przepaść, tak samo między nim, a linią ataku. Piłkarz Liverpoolu nie mógł się zdecydować czy pomagać jednym czy drugim, rozglądał się, patrzył na ławkę rezerwowych, jakby chciał dostrzec tam Estebana Cambiasso - piłkarza, który w Interze odpowiada właśnie za ciężką pracę w środku boiska i który z Interem zdobył w Europie wszystko, co było do zdobycia. Tyle, że Maradona Cambiasso nie powołał.
Niemcy rozpoczęli szturm w trzeciej minucie, błąd popełnił Nicolas Otamendi faulując Miroslava Klosego. Sebastian Schweinsteiger dośrodkował, a Thomas Mueller dołożył głowę i było już 1:0. Argentyńczycy pierwszy raz na tym mundialu stracili gola jako pierwsi i nie wiedzieli, jak mają się zachować. Otamendi popełniał kolejne błędy, w obronie pomagał mu nawet Leo Messi. Obaj zerkali na ławkę rezerwowych czy siedzi tam Javier Zanetti. Z Interem osiągnął to samo, co Cambiasso, gra na prawej obronie. Maradona na mundial go nie powołał.
Zagrać z Argentyną w ćwierćfinale mistrzostw świata tak, jak w sobotę zrobili to Niemcy, to nie tylko umiejętności, ale też odwaga. Przed drużyną Maradony wcześniejsi rywale klękali zanim rozpoczął się mecz, Niemcy postanowili zmusić Argentyńczyków, by to oni uznali ich wyższość. Joachim Loew swoją przewagę udowodnił poza spotkaniami z dziennikarzami, gdzie Diego nie miał sobie równych - pokazał mu klasę na boisku. Jakby chciał powiedzieć, że może ma słabszych piłkarzy, ale jeśli potrafi się ich poukładać tak, by wykorzystać wszystkie walory, to można doprowadzić drużynę do mistrzostwa.
Argentyńczycy biegali po boisku, jak poparzeni. Z szoku otrząsnęli się po pół godzinie, ale wtedy Niemcy bronili się prawie tak pięknie, jak wcześniej atakowali. Po nauczce, by nikogo po pierwszej części nie skreślać, jaką dała światu dzień wcześniej Holandia w meczu z Brazylią, Argentyny nikt nie śmiał skreślać, a na pewno nie zrobili tego Niemcy.
Na chłopców Loewa patrzyła z trybun Angela Merkel, patrzył kontuzjowany kapitan Michael Ballack, była też Charlize Theron i Mick Jagger. Pani kanclerz w drugiej połowie zaczęła po trybunie biegać w tą i z powrotem, nie nadążała z odbieraniem gratulacji. Jej ulubiony piłkarz - Schwiensteiger - pokazywał, że wielcy piłkarze nie muszą pochodzić z biednych ulic Buenos albo Rio. Mogą rodzić się w bogatej Bawarii. Niemcy przetrzymali ataki, w których jedną z nielicznych okazji do wyrównania zmarnował Carlos Tevez, a później zaczęli odliczanie, mające doprowadzić do wielkiego wybuchu, którego echo rozniosło się po całym świecie. Maradona na wszelki wypadek wyjął różaniec.
Na 2:0 - Mueller podaje do Lukasa Podolskiego, ten do Miroslawa Klose. Akcja Gliwice - Opole na trzecim turnieju z rzędu jest nie do zatrzymania dla przeciwników. Na 3:0 - Schweinsteiger mija Gonzalo Higuaina, Javiera Pastore - wprowadzonego by zbawić Argentynę w drugiej połowie - oraz Angela Di Marię i podaje do Arne Fridricha, który z bliska wbija kolejny gwóźdź do trumny przeciwników. To była akcja w stylu Messiego, ale jeszcze w tym meczu nie ostatnia – Na 4:0 minutę przed końcem meczu Klose strzela kolejnego gola, już 14. w historii swoich występów na mundialu. Dogonił tym samym Gerda Muellera, do rekordzisty Ronaldo została mu już tylko jedna bramka.
Niemcy rozłożyli przeciwnika na łopatki, nie zostawili mu cienia wątpliwości, ani prawa do żalu na zły los. Pokazali tylko, że są lepsi, w trzecim meczu tego mundialu strzelili cztery gole, ostatnio - Anglikom. Idą do finału dewastując mocnych rywali, którzy przecież jadąc do RPA mówili o zdobyciu mistrzostwa. Jeśli Niemcy okazaliby się najlepsi, nikt nie powie, drogę po tytuł wybrali sobie najbardziej wyboistą - po tej stronie drabinki nie można po prostu przejść do kolejnej rundy, trzeba obalić kilka mitów i parę legend. Niemcy na tym mundialu są w tym najlepsi.















