MŚ 2010 - RPA
Młodzi Niemcy wygrywają pięknie
Niemcy – Anglia 4:1. Drużyna Joachima Loewa nie pozostawia cienia wątpliwości. Błąd sędziego też – pora na fotokomórkę
Anglicy bali się karnych. Przez trzy dni nie pisali o niczym innym, tylko o tym, czy ostatniego, decydującego, powinien strzelać John Terry czy jednak ktoś z mocniejszą psychiką. Mocnej głowy potrzebować będą ci Anglicy, którzy spróbują zrozumieć, co się wczoraj stało w Bloemfontein, i ci Niemcy, którzy będą świętować sukces. Karne nie były potrzebne.
Niemcy przywieźli na mundial najmłodszą drużynę; ci piłkarze nie wiedzą, co to strach. Pokolenie Bravo Sport, jak pisze o nich niemiecka prasa, nie przejmowało się psychologiczną wojną ogłaszaną przez bulwarówki w obu krajach. Niemcy wyglądali zresztą, jakby nie przejmowali się niczym, jakby nie wiedzieli, co to presja. Rzucili się do ataku, chcąc jak najszybciej załatwić sprawę i w spokoju obejrzeć wieczorny mecz Argentyny z Meksykiem.
Jak Brazylia
Porażali dojrzałością, podawali do siebie tak, jak mali chłopcy na Copacabanie, a nie zawodnicy z drużyny, którą przez lata potrafili kochać tylko koneserzy piłkarskiej taktyki. Współcześni Niemcy nie mają nic wspólnego ze stereotypem reprezentacji, która zawsze gra najbrzydziej, ale odnosi sukcesy, bo walczy do końca. Piłkarze Joachima Loewa grają na tym mundialu efektowniej niż Brazylia, czarują, podają piętą, zewnętrzną częścią stopy, pobudzają wyobraźnię. Widać, że gra sprawia im radość, a taktyka nie wiąże nóg. I biegają tak szybko, że mało kto potrafi ich dogonić.
W 20. minucie zabawę zaczął Miroslav Klose, który dostał podanie od Manuela Neuera, przepchnął w polu karnym Matthewa Upsona i pokonał Davida Jamesa. Błyskawiczne podania od bramkarza i obrońców miały być dla Anglików zabójcze. 12 minut później wydawało się, że są już na kolanach, bo Lukas Podolski wykorzystał doskonałe podanie Thomasa Muellera. Cieszyły się Opole, Gliwice i całe Niemcy, ale Anglicy opanowali sztukę szybkiego podnoszenia głowy.
Błyskawicznie odpowiedział Upson, a później działy się rzeczy, które przejdą do historii futbolu. 44 lata temu, gdy Anglicy zdobywali swoje jedyne mistrzostwo świata, sędzia Tofik Bachramow uznał gola Geoffa Hursta, choć nikt nie mógł być pewny, czy piłka po odbiciu się od poprzeczki przekroczyła linię bramkową. Bachramow nie miał wątpliwości. Wczoraj było na odwrót – kiedy Frank Lampard strzelił zza pola karnego, a piłka trafiła w poprzeczkę i odbiła się pół metra za linią, cieszyli się Anglicy, Niemcy spuścili głowy, a bramki nie widział tylko urugwajski sędzia Jorge Larrionda.
Już w przerwie do arbitra z pretensjami ruszył David Beckham, który w reprezentacji Anglii odpowiada za motywowanie kolegów. Po meczu żale wylewał Fabio Capello: – To był bardzo ważny gol, który pozwoliłby nam grać w innym stylu. Popełniliśmy kilka błędów przy kontratakach Niemców, ale największy błąd popełnił sędzia – mówił na gorąco.
Najwyższa porażka
Te kilka błędów przy kontratakach przyniosło Anglikom najwyższą porażkę na mundialu od 2:4 z Urugwajem w 1954 roku. Niemcy przetrzymali pierwszy kwadrans drugiej połowy, gdy Anglicy próbowali wyrównać nie tyle umiejętnościami, ile wiarą i ambicją. Potem pokazali, jak przekuć groźne sytuacje w gole. W 67. minucie Lampard próbował z rzutu wolnego strzelić trochę niżej niż poprzednio, gdy piłka trafiła w poprzeczkę. Trafił w mur, piłka natychmiast znalazła się pod nogami Bastiana Schweinsteigera. Kiedy wydawało się, że niepotrzebnie zwolnił, podał do Muellera i było już 3:1.
Będzie premia
21-letni napastnik Bayernu Monachium pierwszego gola dla reprezentacji strzelił w meczu z Australią. Wczoraj dołożył dwa, a od debiutu w reprezentacji nie minął jeszcze rok.
4:1 to był nokaut, Anglicy nie potrafili się podnieść, chociaż nie można powiedzieć, że nie próbowali. Niemcy za efektowny występ dostali od swojej federacji dodatkową premię – ponad 1,2 miliona euro. “Bild” dzień przed meczem pisał, że “nasi grzeczni niemieccy chłopcy rozprawią się z angielskimi awanturnikami”. Nie pomylił się, chociaż Anglicy dostali od sędziego świetną wymówkę.
Błąd Larriondy powinien zmusić Seppa Blattera do zgody na zmianę w przepisach. Ten mecz piłkarze Capello zapewne by przegrali, nawet gdyby uznano im prawidłowo strzelonego gola, ale mają prawo uważać inaczej.















