MŚ 2010 - RPA
Smutne szczęście Ghany
Australia – Ghana 1:1. Australia prowadziła, rywale znów, jak w pierwszym meczu grupowym, zdobyli gola z karnego po zagraniu ręką
Korespondencja z Rustenburga
Nikt się po meczu w Rustenburgu nie cieszył, choć nikt też w grupie D nie stracił przed ostatnią kolejką szans awansu. Nawet Australia może mieć nadzieję: zagra w drugiej rundzie jeśli pokona Serbów, i jeśli Ghana wygra z Niemcami. Niczego wykluczyć nie można, to jedna z bardziej szalonych grup, już z trzema czerwonymi kartkami, trzema golami z karnych po zagraniu ręką i bez drużyny z kompletem punktów. Ale Australijczycy wiedzą, że tych „jeśli” od których zależy ich awans może się jednak okazać za dużo. Od nadziei woleliby trzy punkty z meczu w Rustenburgu, a zrobili wiele, by je zdobyć. Jak to ujął wychodząc z szatni Craig Moore, „Nogi sobie z d... wybiegaliśmy, a zwycięstwa nie ma”.
Udało im się tylko sprawić, że rywale z Ghany po ostatnim gwizdku spuścili głowy zawstydzeni. Są w tej grupie najbliżej awansu, wystarczy im nie przegrać z Niemcami – trener Joachim Loew był na trybunach w Rustenburgu - ale chwały im dotychczasowe mecze nie przynoszą. Gole strzela tylko Asamoah Gyan z rzutów karnych, w pierwszym meczu po ręce Zdravko Kuzmanovicia, w sobotę Harry’ego Kewella. W obu spotkaniach Ghana grała w przewadze, z Australią już od 25 minuty, i nie tylko nie potrafiła strzelić zwycięskiego gola, ale mogła przegrać, gdyby rywale byli skuteczniejsi.
Po tym meczu dużo trudniej będzie powiedzieć, że z drużyn Afryki Ghana ma szansę zajść w RPA najdalej. Bramkarz Richard Kingson też popsuł sobie opinię najsolidniejszego afrykańskiego bramkarza, gdy po strzale Marka Bresciano wypuścił piłkę i Brett Holman kopnął ją do bramki.Po wyrównaniu Ghańczycy oblegali osłabionego przeciwnika w sennym tempie, ze smutnymi minami, piłkę podawali sobie stojąc, byli nieskuteczni. Tylko nieskuteczność łączyła ich z Australijczykami, atakującymi może chwilami topornie, ale z brawurą. Najlepszą sytuację miał Luke Wilkshire, sam na sam z bramkarzem. Kingson obronił, dobitkę Joshuy Kennedy’ego również.
Australijczykom w pierwszym meczu wyrzucono z boiska Tima Cahilla, w drugim Kewella, ale nie szukali łatwych wymówek. Dziwili się tylko, że Kewell zostaje za dotknięcie ręką wyrzucony, a Vidiciowi sędzia pokazał tylko żółtą kartkę. Tu akurat nie mieli racji, Vidic zatrzymał tak podanie, a Kewell strzał Johna Mensaha do bramki, stąd różnica w karze. Ale też nie robili z tego wielkiego problemu. – Nie myślimy o rzeczach, na które nie mamy wpływu. O meczu Ghany z Niemcami też nie – mówił Moore. – Chcemy pokonać Serbów. A czemu nie? .
Ghana - Australia (1:1)
Bramki: 0:1 Brett Holman (11), 1:1 Asamoah Gyan (25-karny).
Żółta kartka - Ghana: Lee Addy, Jonathan Mensah, Anthony Annan. Australia: Craig Moore. Czerwona kartka - Australia: Harry Kewell (25).
Sędzia: Roberto Rosetti (Włochy). Widzów 34 812.
Ghana: Richard Kingson - John Pantsil, Jonathan Mensah, Lee Addy, Hans Sarpei - Anthony Annan, Kwadwo Asamoah (77. Sulley Muntari), Kevin-Prince Boateng (88. Matthew Amoah), Andre Ayew - Asamoah Gyan, Prince Tagoe (56. Quincy Owusu-Abeyie).
Australia: Mark Schwarzer - Lucas Neill, Craig Moore, Brett Holman (68. Joshua Kennedy), Luke Wilkshire (84. Nikita Rukavytsya) - Marco Bresciano (66. Scott Chipperfield), Jason Culina, Carl Valeri, Brett Emerton - Harry Kewell, David Carney.















