Media i Internet
Media tradycyjne czeka tabletoizacja
Media społecznościowe to już nie moda, to konieczność. Zarówno dla tych, którzy chcą coś usłyszeć, jak i tych, którzy chcą coś powiedzieć
Kolejne słowo określi zmianę w komunikacji masowej: po tabloidyzacji mediów czas na ich tabletoizację. Oto nowe wyzwanie z jednej strony dla wydawców i dziennikarzy, z drugiej dla całego przemysłu obiegu informacji: marketingowców, PR-owców, agencji reklamowych i specjalistów komunikacji społecznej. Wyzwanie odnalezienia się w świecie generującym tak wielkie zmiany. W którym tablet i smartfon wyeliminuje tradycyjną gazetę, a klasyczna reklama na dobre już zginie w świecie informacyjnego szumu. W którym inaczej uprawiać się będzie politykę, inaczej zdobywać zwolenników drużyny piłkarskiej, inaczej sprzedawać swoje produkty i usługi. Inaczej wreszcie mówić o tym, co ma się do zaoferowania innym.
Świat komunikacji masowej jest dziś najszybciej rozwijającym się ze światów. Radio za czasów naszych dziadków potrzebowało 38 lat, aby uzyskać 50 milionów użytkowników, telewizja za czasów naszych ojców potrzebowała w tym celu 13 lat, Internet zaś ledwie cztery lata. W ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy aż 100 milionów użytkowników założyło konto na Facebooku. Także w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy pobrano miliard aplikacji na iPoda. W tym aplikacje umożliwiające tworzenie własnych gazet w oparciu o technologię RSS i agregatory informacji oraz aplikacje umożliwiające pobranie tekstów lub podcastów audio lub wideo, a więc materiałów do słuchania i oglądania autorstwa ulubionych autorów. A także aplikacje pozwalające śledzić na bieżąco puls świata – wyrażany w krótkich wpisach osób publicznych, ale też naszych przyjaciół – na Twitterze.
Koniec monopolu w informacji
Nasze pokolenie dostało do dyspozycji twórczość kilkudziesięciu milionów autorów tekstów, czasami bardzo aktywnych, coraz częściej uzupełniających swą twórczość materiałami wideo i audio oraz zdjęciami. 350 milionów ludzi zostawia swoje informacje na Facebooku, na serwisie Flickr znajduje się już 4 miliardy zdjęć, a na Twitterze ponad 6 miliardów wpisów. Każdej minuty na YouTube zamieszczane jest 10 godzin zapisów wideo. Przed rokiem przecięła się krzywa czerpania wiedzy o otaczającym nas świecie z mediów klasycznych – szczególnie telewizji – i Internetu. Dla pokolenia od 17 do 34 lat to ekran komputera, a nie telewizora, jest pierwszym ekranem. Za chwilę będzie to ekran tabletu, smartfona, komórki. Wordpress, jeden z wielu systemów edycyjnych, daje do dyspozycji – na chwilę obecną – 467 107 blogów zawierających 6 690 017 tekstów. Każdej minuty dochodzą kolejne. Po czterech latach istnienia blog informacyjny Arianny Huffington, The Huffington Post, przekroczył liczbą wejść sędziwy i zasłużony "Washington Post".
Nie będziemy szukać informacji, to one nas znajdą. A o produktach i usługach dowiemy się z rekomendacji innych
Z epoki komunikacji 1.0 przeszliśmy do epoki 2.0. Zauważmy, że jeszcze nie tak dawno, bo do końca XX wieku, prawo głosu miało kilka tysięcy osób. Najbardziej słyszane polityczne, medialne, literackie, gospodarcze, kulturalne elity nadawały ton. Dziś przeszliśmy z broadcastu – pasywnego odbioru przez masy treści generowanych przez nielicznych majętnych profesjonalistów mających fundusze na stacje nadawcze, studia i maszyny drukarskie, do epoki multicastu – światowej platformy wymiany informacji, obrazów i emocji, w której każdy jest odbiorcą, ale i nadawcą komunikatów. Tradycyjne media straciły monopol na jedyną, przyjmowaną na wiarę, prawdę. Tworzy się nowy świat. Prawo głosu nagle uzyskały miliony osób. Każdego tygodnia przybywają kolejne narzędzia do samodzielnej edycji danych i wprowadzania ich do sieci: po Facebooku, Twitterze, FriendFeed, Posterous, Tumblr, identi.ca, Plurl… Nagle świat zaczął nie tylko słuchać, ale też mówić, w kakofonii dźwięków, w szumie informacyjnym próbuje się komunikować.
Społeczności niszczą i budują
Media społecznościowe to już nie moda, to konieczność. Zarówno dla tych, którzy chcą coś usłyszeć, jak i tych, którzy chcą coś powiedzieć. Kolejne przykłady firm pokazują, jak łatwo w świecie współczesnym zniszczyć można reputację budowaną przez lata. Jak jeden wpis zamieszczony w Internecie i szybko spopularyzowany przez miliony osób naraża firmę na śmieszność, a czasami wręcz upadek, jeśli zbagatelizuje nadciągający kryzys.












