Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Œwiat

By dzieci mówiły po polsku

Marcin Libicki z PiS, przewodniczšcy Komisji ds. Petycji Parlamentu Europejskiego, zapowiada wywieranie nacisku na Niemcy
Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Polacy mieszkajšcy w Niemczech apelujš do władz w Warszawie o pomoc. Za Odrš odebrano im dzieci. Oskarżajš Jugendamt. Urzšd pamiętajšcy czasy Bismarcka
Kancelarie Prezydenta i Premiera otrzymały ostatnio wiele listów. Piszš Polacy, obywatele Belgii, Grecji, również sami Niemcy. Wszyscy skarżš się na niemiecki urzšd ds. młodzieży, który po rozwodzie mieszanego małżeństwa nakazuje, by dziecko zostało przy rodzicu Niemcu, a podczas spotkań rozmawiało z nim wyłšcznie po niemiecku. – Jugendamt podejmuje polityczne decyzje. Polskie władze powinny działać, bo naciski dyplomatyczne mogš wiele pomóc. Tak było w przypadku USA. Tam podobny problem był dyskutowany na szczeblu prezydenta i MSZ – mówi „Rz” Rudolf von Bracken, niemiecki prawnik, który reprezentuje około dziesięciu Polaków. Listy przywiózł do Warszawy Wojciech Leszek Pomorski, 38-letni Polak z Hamburga, założyciel Polskiego Stowarzyszenia Rodzice przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech t.z., który wypowiedział Jugendamtowi wojnę. – Dawid wygrał z Goliatem, my też wygramy – mówi.
Jeszcze szeœć lat temu był szczęœliwym ojcem trzyletniej Iwony Polonii i szeœcioletniej Justyny. Dziewczynki miały niemieckš mamę, ale w domu rozmawiały po polsku. – Œpiewały polskie piosenki, modliły się po polsku, uwielbiały oglšdać polskie bajki. Żona też nauczyła się polskiego – mówi. Jego dramat zaczšł się 9 lipca 2003 roku, gdy żona wyprowadziła się z dziećmi. Ukrywała się w Niemczech, teraz jest w Austrii. W tym czasie Jugendamt nie zgodził się, by podczas spotkania z córkami ojciec rozmawiał z nimi po polsku. „Jeżeli Pomorskiemu pozwolimy rozmawiać po polsku z córkami, to wszystkie narodowoœci w Niemczech będš chciały mówić w swoich językach” – przeczytał po latach w wewnętrznej korespondencji urzędu. Dziewczynki zobaczył dopiero po dwóch latach. Nie mówiły już po polsku. – Justynka zapamiętała tylko słowo „tatuœ”. Zostały całkowicie zgermanizowane – mówi. Od porwania dzieci widział się z nimi tylko pięć razy. Ostatni raz dwa lata temu. Spotkanie trwało godzinę i piętnaœcie minut. Teraz czeka na kolejny proces przed sšdem w Austrii. Tam również ma zakaz rozmawiania z dziećmi po polsku. Pomorski walczy o siebie i o innych. W jego stowarzyszeniu działa już ponad 50 osób, które majš takie same problemy. Jest Amerykanin, Tajlandka, Francuz, Grek i wielu Niemców. Do Warszawy przyjechał z Niemcem, któremu Jugendamt na trzy lata zabrał córkę, oraz innym Polakiem, któremu rok temu żona Niemka uprowadziła bliŸniaki. Zatrzymali się w Legionowie u Polki, która w ten sam sposób utraciła kontakt z synem. – Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca w UE. W Polsce nikt nikomu nie zabrania rozmawiać w ojczystym języku. To łamanie praw człowieka – mówi Krzysztof Miszczak, dyrektor Biura Pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów ds. Dialogu Międzynarodowego. Kancelaria Premiera chce pomóc Polakom, ale czeka aż przeœlš jej pełnš dokumentację. – Jeœli okaże się, że zarzuty sš zasadne, na pewno zajmiemy się tš kwestiš i będziemy o niej rozmawiać ze stronš niemieckš. Takich problemów nie powinno być między państwami partnerskimi – twierdzi Miszczak. Jugendamt twierdzi, że dla dziecka lepiej, by było wychowywane w języku niemieckim Kancelaria Prezydenta też jest chętna do pomocy. – Zawiadomiliœmy już ministra sprawiedliwoœci. Będziemy nagłaœniać problem podczas grudniowego Kongresu Sędziów Rodzinnych. Potrzebna jest debata, która doprowadzi do tego, że to prawo będzie zmienione – deklaruje Bożena Opioła, dyrektor Biura Inicjatyw Społecznych z Kancelarii Prezydenta. Sprawa Pomorskiego i innych pokrzywdzonych rodziców trafiła na forum Parlamentu Europejskiego. Dwa lata temu dziesięcioro pokrzywdzonych poprosiło o uznanie Jugendamt za organizację nielegalnš. Pomorskiego przeprosił nawet przedstawiciel Niemiec. – Jugendamt twierdzi w uzasadnieniach, że dla dziecka jest lepiej, by było wychowywane w języku i kulturze niemieckiej. Ale w czasach, gdy UE uznaje, że jako całoœć jest wielokulturowa i wielojęzyczna, takie twierdzenia sš nie do przyjęcia – mówi „Rz” Marcin Libicki z PiS, przewodniczšcy Komisji ds. Petycji Parlamentu Europejskiego. Jego komisja zabiegała, by PE rozpoczšł debatę o dzieciach z mieszanych małżeństw, ale pod koniec sierpnia zapadła decyzja, że takiej debaty nie będzie. – Dlatego w ostatni czwartek zdecydowaliœmy, że Komisja Petycji sama przygotuje raport. To będzie narzędzie nacisku, które rozeœlemy do władz Niemiec i i innych państw – deklaruje. Mamy tekst, rozporzšdzenie Bruksela 2 bis, który okreœla, że opieka nad dziećmi powinna być przyznawana rodzicom z uwzględnieniem interesu dziecka. Wiem, że czasami sšdy niemieckie nie przestrzegajš tej zasady i nie stosujš się do uregulowań zawartych w unijnym rozporzšdzeniu. Podczas mojej wizyty w Polsce w tym tygodniu na spotkaniu z przedstawicielami parlamentu poprosiłem ich, aby mi zgłaszali bezpoœrednio przypadki nieprzestrzegania tych przepisów. Poproszono mnie także w imieniu polskiego Sejmu, abym porozmawiał o tej sprawie z paniš minister sprawiedliwoœci Niemiec i zamierzam to zrobić. —not. lor
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL