REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kraj » Edukacja

Szkolnictwo wyższe

Niezwykły spór studenta z uczelnią

Renata Czeladko, Łukasz Zalesiński 23-12-2009, ostatnia aktualizacja 23-12-2009 11:58
Student Jarosław Umiński
autor: Piotr Guzik
źródło: Fotorzepa
Student Jarosław Umiński

Jarosław Umiński interweniował w sprawie zajęć, które się nie odbyły. Teraz akademia chce go ukarać

W Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu toczy się bezprecedensowe postępowanie dyscyplinarne przeciwko studentowi Jarosławowi Umińskiemu, który jeszcze niedawno zasiadał w senacie tej uczelni. Teraz grozi mu nagana za publiczne oczernianie ASP i jej wykładowców.

– Wnioskuję o naganę za zachowanie niegodne studenta – mówi „Rz” dr Piotr Szwiec, rzecznik dyscyplinarny uczelni.

Tłumaczy, że Umiński formułował i rozpowszechniał oczerniające informacje. – Twierdził, że wykładowcy kierowali pod jego adresem groźby karalne, że jest prześladowany z uwagi na to, iż jest działaczem studenckim, który występuje w obronie studentów – mówi dr Szwiec.

Jakie to groźby? Szwiec nie jest w stanie powiedzieć. Powołuje się na list Niezależnego Zrzeszenia Studentów do rektora, w którym zrzeszenie prosi o wyjaśnienie w sprawie kierowania gróźb karalnych przez wykładowców w stosunku do studenta.

Dlaczego nie zaliczył

Kłopoty Umińskiego z ASP zaczęły się, gdy jako starosta roku upomniał się u rektora o nieodbywające się zajęcia z przedmiotu widownia, duża usługa.

– Nie chodziło mi o ukaranie kogokolwiek. Chciałem tylko, by zajęcia się odbywały, choćby z innym wykładowcą – podkreśla.

Umiński twierdzi, że wykładowcy, którzy prowadzili ten przedmiot, mieli mu powiedzieć, iż jeśli nie zostawi sprawy, to nie zaliczy u nich zajęć.

Jaki skutek odniosły jego interwencje? – Uczelnia przedłużyła sesję do początku lipca, a zajęcia zostały odrobione – przyznaje Umiński. Ale sam zaczął mieć kłopoty. – Jeszcze w czerwcu miałem gotowy projekt, ale wykładowcy nie chcieli go nawet obejrzeć – twierdzi. Ostatecznie zaliczenia nie dostał.

– I właśnie to spowodowało tę lawinę zdarzeń – twierdzi prof. Marcin Berdyszak, rektor poznańskiej ASP. – Student powiedział mi, że wykładowcy czynili wobec niego groźby. Poprosiłem, by przedstawił na piśmie dowody. Pan Umiński nic takiego nie przedstawił. Dlatego wnioskowałem o powołanie komisji, by wyjaśniła sprawę.

Rektor podkreśla, że wcześniej inna komisja badała zaliczenie przedmiotu przez Umińskiego i nie dopatrzyła się nieprawidłowości. – W ocenie pedagogów praca nie nadawała się do zaliczenia – mówi.

Uczelnia nie dociekała, czemu wykładowcy opuścili zajęcia.

– Ludzie mają różne sytuacje życiowe, zawodowe i czasami zajęcia się przekłada. Taka praktyka dotyczy wszystkich uczelni – mówi rektor. Podkreśla, że zajęcia nie przepadły, więc ASP nic nie można zarzucić.

– Uczelnia musi się rozliczyć z liczby godzin przeprowadzonych. Ich termin ustala sama – przyznaje Bartosz Loba, rzecznik Ministerstwa Nauki.

Trafili na niepokornego

Dla Umińskiego niezaliczenie przedmiotu oznaczało powtarzanie roku. By tego uniknąć, przeniósł się do łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych. Mimo to w poniedziałek stanął na pierwszej rozprawie przed komisją dyscyplinarną poznańskiej akademii.

– Umorzenie oznaczałoby, że student nie zrobił tego, co jako rzecznik dyscyplinarny ds. studentów mu zarzucam. Mam dowody, że Jarosław Umiński formułował bezpodstawne zarzuty wobec wykładowców ASP – tłumaczy dr Szwiec.

Umiński odpowiada: – Nie czuję się winny. Moje działania nie miały na celu szkalowania uczelni. Chciałem tylko wyegzekwować przynależne studentom prawa: do zajęć i do tego, by odbywały się w terminie.

Robert Pawłowski, rzecznik praw studenta, ocenia, że sprawę trudno będzie rozstrzygnąć:

– Mamy tu słowo przeciw słowu. Wygląda na to, że uczelnia postępowała jak zwykle, a trafiła na niepokornego studenta, któremu teraz chce przetrącić kręgosłup.

Dodaje, że Umiński był dobrym studentem (miał stypendium naukowe) i nie jest typem pieniacza.

Masz pytanie, wyślij e-mail do autorów r.czeladko@rp.pl, l.zalesinski@rp.pl

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Samorządy chcą zamknąć 400 szkół

Do kuratoriów trafiły uchwały o likwidacji placówek. Najwięcej zniknie ich w Wielkopolsce, na Lubelszczyźnie, Śląsku i w Zachodniopomorskiem >>