Kredyty
Rata nie wyższa niż połowa miesięcznych dochodów
Komisja Nadzoru Finansowego zaleciła, by udzielenie kredytu konsumentowi było poprzedzone rzetelnym badaniem jego zdolności kredytowej. Najważniejsze punkty tej rekomendacji banki mogą wprowadzić w życie dopiero w grudniu. Jednak już dziś większość instytucji stosuje je w praktyce
Wydana pod koniec lutego przez Komisję Nadzoru Finansowego rekomendacja T porządkuje zasady udzielania kredytów przez banki działające w Polsce. Jej celem było doprowadzenie do sytuacji, w której kredyty będą udzielane w sposób bardziej konserwatywny niż dotąd: a więc po starannym sprawdzeniu sytuacji finansowej klienta i tylko w wysokości, która umożliwi ich późniejszą spłatę.
Kryzys finansowy mocno ostudził zapały banków do rozdawania pieniędzy na prawo i lewo. Jednak wcześniej ich podejście bywało przesadnie liberalne. Oceniając zdolność klienta do spłaty kredytu hipotecznego, część instytucji przyjmowała abstrakcyjne założenie, że przez 30 lat klient będzie się utrzymywał za 300 zł czy 400 zł miesięcznie. To pozwalało pożyczyć mu więcej, ale też sprawiało, że kredyt stawał się niemal niespłacalny, o ile kredytobiorca nie wykazywał się żelazną konsekwencją w planowaniu codziennych wydatków lub nie uzyskiwał dodatkowych, nieudokumentowanych dochodów.
Nadmierne zadłużenie nie musi jednak być skutkiem zaciągnięcia kredytu hipotecznego na zbyt wysoką sumę. Jeszcze bardziej niebezpieczne może się okazać zaciąganie wielu zobowiązań na niewielkie kwoty. Choć każdy z tych kredytów z osobna był bezpieczny, a jego spłata nie przekraczała możliwości finansowych klienta, to już regularna spłata wszystkich zobowiązań często okazywała się niemożliwa. Przykłady klientów, którzy w takich okolicznościach popadli w problemy z obsługą zadłużenia, zostały zebrane w ramce.
Połowa pensji na spłatę zadłużenia
Rekomendacja T to obszerny, kilkudziesięciostronicowy dokument. Jego duża część to zapisy dotyczące wewnętrznych procedur i organizacji pracy banku, np. zalecenie, by w strukturze organizacyjnej banku rozdzielone były funkcje związane ze sprzedażą produktów i podejmowaniem decyzji kredytowej. Dzięki temu presja na jak największą sprzedaż nie powinna utrudniać rozsądnej oceny ryzyka kredytowego.
Mniej jest zapisów, które dotyczą bezpośrednio klientów. Jednym z najważniejszych jest zalecenie, by oceniając zdolność kredytową, bank przyjął, że po zaciągnięciu kredytu poziom zadłużenia klienta musi być bezpieczny. To oznacza, że miesięczna płatność na rzecz banku nie może być wyższa niż 50 proc. jego dochodów netto, gdy kredytobiorca zarabia nie więcej niż średnia krajowa, i 65 proc. dochodów, gdy jego zarobki są ponadprzeciętnie wysokie.
Wskazując ten pierwszy poziom, KNF powołuje się na dane GUS, według których koszty stałe, czyli związane z utrzymaniem, stanowią około połowy typowych dochodów. To oznacza, że kredyt, którego rata przekracza połowę dochodów, byłby w praktyce bardzo trudny do spłacenia. Gdy dochody są wyższe od przeciętnych, procentowy udział stałych wydatków nieco się zmniejsza, dlatego przy ocenie zdolności kredytowej tej grupy klientów bank może sobie pozwolić na nieco większą elastyczność.
Wiele kredytów, wspólny limit
Co ważne, procentowe progi nie dotyczą jednego, udzielanego właśnie kredytu, tylko wszystkich zobowiązań klienta wobec banków: tego, o który dopiero się stara, i wcześniej zaciągniętych. Bank musi więc zweryfikować wysokość miesięcznych rat wynikających z poprzednio zawartych umów. Jeżeli kredyt nie jest spłacany w ratach równych, rekomendacja precyzuje sposób, w jaki należy wyliczyć wysokość teoretycznego miesięcznego obciążenia.
I tak dla kredytów spłacanych w ratach innych niż miesięczne należy wyliczyć, ile wyniosłaby rata kredytu spłacanego w równych ratach kapitałowo-odsetkowych przy założeniu, że nie zmieni się okres spłaty ani oprocentowanie.
Inna metoda obowiązuje, gdy kredyt nie ma z góry określonego okresu ani harmonogramu spłaty (tak działa np. limit kredytowy w ROR lub karta kredytowa z przyznanym limitem zadłużenia). Wówczas, przy zastosowaniu najkorzystniejszej dla klienta interpretacji, taki limit traktuje się jak pięcioletni kredyt, spłacany w równych ratach, z oprocentowaniem równym oprocentowaniu kredytu konsolidacyjnego. Przy założeniu, że oprocentowanie tego produktu wynosi obecnie 10 proc. w skali roku, każde 10 tys. zł limitu na karcie lub limitu w rachunku będzie obniżało zdolność klienta do spłaty kolejnych zobowiązań o nieco ponad 200 zł miesięcznie. Nie ma przy tym znaczenia, czy i w jakiej części ów limit jest wykorzystany, bo bank weźmie pod uwagę tylko jego przyznaną kwotę. Jeśli planujemy składanie wniosku o kolejny produkt kredytowy, warto polikwidować przyznane i niewykorzystywane limity kredytowe, otwarte tylko dlatego, że bank wyszedł z taką inicjatywą.














