Ściąganie filmów to piractwo, a piractwo to kradzież

aktualizacja: 07.08.2008, 07:33
Foto: Rzeczpospolita, Paweł Gałka

Ten, kto korzysta z utworu, wkracza w sferę cudzych praw podmiotowych, chyba że legitymuje się ważną podstawą prawną – pisze Oskar Tułodziecki, radca prawny, członek Komisji Prawa Autorskiego, partner kancelarii Hogan & Hartson

W artykule Sławomira Wikariaka oraz opinii pani dr Katarzyny Lasoty "Ściąganie MP3 bez kary" została wyrażona teza o zgodności z prawem ściągania z Internetu plików zawierających treści chronione prawem autorskim, niezależnie od tego, czy zostały umieszczone w sieci za zgodą twórcy czy bez zgody. Zdaniem autorów zachowania użytkowników Internetu, tj. ściąganie takich plików do pamięci ich komputerów, mieszczą się w zakresie dozwolonego użytku osobistego. Z tezą tą zamierzam polemizować.
Instytucja prawna dozwolonego użytku osobistego wywodzi się z konwencji berneńskiej. Również dyrektywa unijna w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym ujmuje użytek osobisty jako jedno z ograniczeń podmiotowego prawa autorskiego. Rzecz ciekawa, podczas gdy w polskim prawie dozwolony użytek prywatny odnosi się do wszelkich sposobów korzystania z utworów, to zgodnie ze wspomnianymi aktami prawa międzynarodowego instytucja ta odnosi się wyłącznie do prawa zwielokrotniania.
Majątkowe prawa autorskie mają charakter praw bezwzględnych, a dozwolony użytek osobisty wyznacza jedną z granic prawa wyłącznego przysługującego twórcy lub jego następcy prawnemu. W związku z tym zakres dozwolonego użytku osobistego powinien być wyznaczony w sposób jak najbardziej ścisły i nie może być przedmiotem wykładni rozszerzającej. Zgodnie z art. 23 ust. 1 ustawy o prawie autorskim (ustawa) „wolno bez zezwolenia twórcy nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego”. Przed wejściem w życie tej ustawy zakres dozwolonego użytku osobistego wyznaczony był wyłącznie dwoma przymiotnikami: musiał być on „własny” (a więc nieobejmujący osób postronnych) oraz „osobisty” (a więc nie np. zawodowy albo dokonywany w ramach organizacyjnych).
Niezamierzonym celem uzupełniania w obecnej ustawie tej definicji o nowe elementy stało się pewne rozszerzenie samego zakresu definiowanego pojęcia. Zgodnie z ust. 2 wskazanego przepisu w jego obecnym brzmieniu „zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego”.
Czy istotnie ściąganie plików zawierających prawnie chronione treści mieści się w tak zdefiniowanym zakresie dozwolonego użytku osobistego? W przeważającej większości przypadków na to pytanie trzeba udzielić odpowiedzi negatywnej.
Po pierwsze należy jednak uzupełnić zawartą w omawianym artykule argumentację przemawiającą za nielegalnością działań polegających na ściąganiu plików w środowisku P2P. Uzyskanie takich plików zawierających utrwaloną treść prawnie chronioną od innego członka anonimowej społeczności, której jedynym węzłem jest wspólna chęć pozyskiwania bezpłatnych egzemplarzy utworów muzycznych lub filmowych, nie daje się zakwalifikować jako działanie osób pozostających w kręgu stosunków towarzyskich.
Działanie w sieciach P2P będzie więc nielegalne nie tylko dlatego, że jednocześnie ze ściągnięciem pliku nastąpi jego udostępnienie. Jest niezgodne z prawem przede wszystkim dlatego, że stanowi skopiowanie cudzego utworu poza zakresem art. 23 ust. 2 ustawy, a więc bez podstawy prawnej.
Jak wynika z treści art. 23 ust. 1, przesłanką legalności dozwolonego użytku prywatnego jest korzystanie z utworów już rozpowszechnionych, przez co rozumie się utwory wcześniej udostępnione za zgodą twórcy (patrz: definicja zawarta art. 6 pkt 3). Cechy tej nie ma – ze względu na brak wymaganej zgody twórcy – wiele ściąganych przez internautów filmów „przedpremierowych” oraz rozpowszechnianych w sieci tłumaczeń dialogów w formie napisów filmowych. W tym aspekcie należy poddać zdecydowanej krytyce pogląd, jakoby osoba korzystająca z utworu nie była obowiązana do weryfikacji tego, czy utwór został już rozpowszechniony, gdyż nie obliguje jej do tego żaden przepis prawa.
Korzystanie z utworu stanowi wkroczenie w sferę cudzych praw podmiotowych, chyba że korzystający legitymuje się ważną podstawą prawną. W razie sporu osoba uprawniona kierująca roszczenie wynikające z naruszenia prawa autorskiego obowiązana jest wykazać, że prawo to jej istotnie przysługuje i że doszło do eksploatacji jej utworu. Z kolei osoba korzystająca z tego utworu, jeżeli zamierza bronić się, podnosząc, że działała w ramach dozwolonego użytku osobistego, musi to udowodnić, co implikuje obowiązek wykazania przez nią wszystkich przesłanek zastosowania przepisów regulujących tę instytucję. Zastosowanie mają tu zasady ogólne dotyczące rozkładu ciężaru dowodu. W sferze prawa materialnego problematykę tę reguluje art. 6 kodeksu cywilnego, zgodnie z którym ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z faktu tego wywodzi skutki prawne; procesowym odpowiednikiem tej normy jest przepis art. 232 kodeksu postępowania cywilnego.
Omawiany artykuł pomija tę istotną okoliczność, że dodatkowe kryteria oceny zgodności z prawem ściągania z Internetu plików zawierających kopie utworów zawarte są w przepisie art. 35 ustawy. Korzystanie z utworu, jeżeli nawet byłoby formalnie zgodne z definicją dozwolonego użytku osobistego, będzie więc sprzeczne z prawem, jeżeli nie spełnia również kryteriów zawartych w tym przepisie. Stanowi on, że „dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy”. W dobie ciążenia wszelkich metod rozpowszechniania utworów ku dystrybucji internetowej wydaje się niemożliwe przyjęcie, że masowe ściąganie plików zawierających kopie utworów sporządzonych lub udostępnianych bez zgody twórcy nie stoi w jawnej sprzeczności z normalnym korzystaniem z utworu i że nie godzi w jego słuszne interesy.
Tego rodzaju działalność nie tylko istotnie zmniejsza spodziewane przychody z eksploatacji utworów w ramach legalnych form dystrybucji, lecz również odstręcza potencjalnych kontrahentów twórców, zniechęcając do inwestowania w nowe przedsięwzięcia. Retoryczne pytanie brzmi: Kto zainwestowałby własne środki w najatrakcyjniejsze nawet i najbardziej obiecujące przedsięwzięcie, skoro przedmiot takiej inwestycji – pozornie chroniony prawem autorskim – mógłby być przedmiotem korzystania przez internautów bez żadnych ograniczeń? W słusznym interesie twórców jest uznanie takiego stanu za niedopuszczalny. Nie sposób więc uznać, że świadome kopiowanie z Internetu utworów pochodzących z nielegalnego źródła w sieciach P2P czy poza nimi odbywa się zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa.
Wszystkie przytoczone tu powody przemawiają więc za tezą odwrotną do przedstawionej w omawianym artykule. Ściąganie bez zgody twórcy plików zawierających utwory chronione prawem autorskim nie mieści się w zakresie dozwolonego użytku osobistego.
Technologie cyfrowe oraz Internet stworzyły twórcom i ich odbiorcom wiele nowych możliwości. Stworzyły również wiele wyzwań i zagrożeń. W aspekcie dozwolonego użytku utworów mówi o tym również wspomniana dyrektywa. W jej preambule mowa jest o konieczności nowego spojrzenia na tę instytucję “z uwzględnieniem środowiska elektronicznego”.
Entuzjaści nieodpłatnego ściągania prawnie chronionych treści oraz krytycy ścisłego i precyzyjnego wyznaczania ram dozwolonego użytku osobistego wskazują częstokroć na rzekomo antykonsumenckie zachowania globalnie działających firm zajmujących się produkcją i dystrybucją treści chronionych prawem autorskim. Należy jednak zauważyć, że firmy te, choć również ponoszą straty, poradzą sobie lepiej lub gorzej na globalnym rynku, nawet jeżeli poziom ochrony i przestrzegania praw autorskich w Polsce pozostanie niewystarczający.
Prawidłowe wyznaczenie ram dozwolonego użytku jest o wiele ważniejsze dla tych twórców, dla których obszar naszego kraju jest jedynym lub podstawowym rynkiem. Twórcy i producenci utworów polskich nie mają bowiem z reguły możliwości powetowania sobie gdzie indziej strat poniesionych przez nielegalne i nieograniczone kopiowanie stworzonych przez nich treści. Dla nich niekorzystne przepisy prawa autorskiego oraz niewłaściwa ich interpretacja stanowią barierę nie do przezwyciężenia, hamując rozwój rodzimej kultury i przemysłu rozrywkowego opartego na rodzimych treściach.
Dlatego nie obawiajmy się twierdzić, że ściąganie filmów to piractwo, a piractwo to kradzież. A jeżeli pozostają w tym zakresie jakiekolwiek wątpliwości interpretacyjne, należy je jak najszybciej usunąć z polskiego prawa.
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE