Siedem cudów polskiej natury
Tajemnice Pucyfiku na Bałtyku
Bez Cypla Rewskiego i Ryfu Mew nie byłoby Zatoki Puckiej z jej bogactwem podwodnych traw i glonów, ryb i wszelkich innych morskich organizmów
Za wąską płycizną u brzegu cypla helskiego dno morza opada nagle stromą piaszczystą ścianą o wysokości prawie 60 metrów. To jedyne w Europie takie podwodne urwisko z piachu. Mało kto o nim wie poza rybakami, oceanografami i kapitanami okrętów podwodnych. Piaszczysta krawędź przy brzegu Helu to jedno z niewielu miejsc, w których dzięki silnym prądom woda z powierzchni morza, ciepła i mało zasolona, może mieszać się intensywnie z wodami z większych głębokości, zimnymi, bardziej słonymi i obfitującymi w życiodajny plankton. Na krawędzi podmorskiego urwiska morze podaje rybom drobinki planktonu – niczym na tacy.
– To największy fenomen naszego wybrzeża – podkreśla kierownik Stacji Morskiej Uniwersytetu Gdańskiego w Helu prof. Krzysztof Skóra. Niestety, tylko nieliczni mogą to docenić. Nawet nurek, w mało przejrzystych wodach Bałtyku, nie może objąć monumentalnego piaszczystego stoku jednym spojrzeniem. Jedynie animacje komputerowe oparte na szczegółowym sondowaniu i innych badaniach dna morskiego dają wyobrażenie o jego niezwykłości.
Inaczej zupełnie ma się sprawa z wybiegającym w głąb Zatoki Puckiej Cyplem Rewskim, zwanym przez Kaszubów Szpyrkiem, i stanowiącą jego przedłużenie mielizną Ryfem Mew. O ich istnieniu wiadomo nie tylko mieszkańcom rybackich wsi nad zatoką czy bałtyckim kaprom i morskim kupcom, ale i w głębi Rzeczypospolitej od niepamiętnych czasów. Dziś cypel to ulubiona plaża mieszkańców Trójmiasta i promenada, którą zapełniają w lecie tłumy spacerowiczów.
Suchą stopą przez morze
Piaszczysty wał o długości około ośmiu kilometrów, liczący w podstawie ponad sto metrów szerokości, łączy dwie stare rybackie wsie, Rewę na południowym brzegu zatoki z Kuźnicą na Mierzei Helskiej. Jego część widoczna od strony Rewy nad powierzchnią wody to Szpyrk. Ma on w zależności od poziomu morza 1 – 1,5 km długości i zwęża się stopniowo z ok. 30 m szerokości u podstawy do mniej niż 5 m w miejscu, gdzie ląd się kończy, a zaczyna mielizna. Ale są lata, gdy woda opada tak nisko, że niemal cały Ryf Mew można przebyć suchą stopą. Marsz wąską, zaledwie kilkunastocentymetrową w wielu miejscach ścieżką, przez marszczącą się drobną falą zatokę bardzo przypomina biblijną przeprawę przez morze.
Również gdy głębokość morza na mieliźnie wzrasta do 1 – 1,5 m, można ją pokonać. Kilka razy w roku organizowany jest Marsz Śledzia z Rewy do Kuźnicy. Uczestniczący w nim śmiałkowie muszą nie tylko przebyć ponad pięć kilometrów, brodząc po pas w wodzie, ale także przepłynąć liczącą prawie dwa kilometry szerokości głębinę, zwaną Depką. W ostatnich marszach brało udział po ponad 300 osób.
Ostatnio są one organizowane już od wiosny, w okresie ptasich lęgów. – Kiedy słyszę, jak uczestnicy marszu się zwierzają, że uciekały przed nimi setki ptaków, obawiam się, że przyroda zatoki nie wytrzyma takich pomysłów – mówi profesor Skóra.
Inna rzecz, że środowisko przyrodnicze Zatoki Puckiej zachowało się do naszych czasów w niezłym stosunkowo stanie, gdy wziąć pod uwagę, że zaczęto ją zasiedlać w neolicie, a już we wczesnym średniowieczu należała do najludniejszych okolic na naszym dzisiejszym wybrzeżu. W pobliżu Pucka odkryto pod wodą zajmujące 15 ha pozostałości drewnianych falochronów i pomostów jednego z najstarszych w tej części Europy morskich portów. Archeolodzy wydobyli też z morza liczące tysiąc lat dłubanki i kadłuby łodzi klepkowych.
W czasach nowożytnych sąsiedztwo Gdańska, okna Rzeczypospolitej na świat, czyniło zatokę celem strategicznych planów szwedzkich admirałów oraz polskich królów, którzy wznieśli u nasady Helu forty Władysławowo i Kazimierzowo. W okresie międzywojennym – z bazami okrętów wojennych i wodnopłatowców – stała się z kolei jednym z głównych bastionów w systemie obrony polskiego wybrzeża. Mimo to przez wieki, aż do ostatnich dziesięcioleci, obecność ludzi nie zagroziła poważniej przyrodzie.
Lokalna kaszubska kultura i gospodarka – tradycyjne rybołówstwo i rolnictwo – trwały w swego rodzaju symbiozie z morzem, ziemią i wszelkim żywym stworzeniem. I dziś jeszcze, o świcie, zanim na okolicznych drogach pojawią się samochody, a na plażach windsurferzy, na szarych wodach zatoki, między ciemną kreską Helu na północy a rozjaśnionymi pierwszymi promieniami słońca wieżami kościołów w Pucku i Swarzewie, panuje niezmącony spokój. Nad Szpyrkiem kołują mewy i rybitwy. I tylko fok, dla których cypel zwłaszcza wczesną wiosną, gdy do wysokości pięciu, sześciu metrów piętrzyły się na nim lodowe kry, był „tapczanem” służącym wygrzewaniu się w słońcu i chowaniu młodych, od dawna tu nie ma. Niewielkie ich stado żyje w fokarium Stacji Morskiej na Helu. Te z nich, które wypuszczono na wolność, rzadko odwiedzają Zatokę Pucką.















