Afera sopocka
Jacek K.: Po ludzku się cieszę
Gdański sąd zdecydował, że prezydent Sopotu Jacek K. pozostanie na wolności. Wracam do pracy, dzięki niej Sopot się rozwija - mówił K.
O areszt wnioskowała prokuratura, która zapowiedziała już, że odwoła się od tej decyzji.
Nic mu nie nakażę, ale nie powinien rządzić miastem - uważa premier.
- Cieszę się, że jestem na wolności, ponieważ muszę wrócić do pracy i dokończyć najważniejsze sprawy, m. in. budowę hali - powiedział Jacek K., przepraszając dziennikarzy za niedostępność po orzeczeniu sądu. - Musiałem zebrać myśli - tłumaczył.
Dziennikarze pytali go co czuł kiedy zobaczył listę osób, które za niego poręczyły - Łza mi się w oku zakręciła - wyjawił prezydent Sopotu.
- Słyszałem od prokuratora, że będą kolejne zarzuty i zatrzymania - mówił K.
Prezydent Sopotu mówił, że liczy na szybkie wyjaśnienie sprawy i podkreślał swoją niewinność. Nie chciał ujawnić treści zarzutów - Musi to zrobić prokuratura - tłumaczył.
- Formalnie niczego nie nakażę Jackowi K., ale wydaje się, że postawienie zarzutów, to jest ten moment, gdy (K.) powinien bardzo sobie przemyśleć, czy spełnia warunki umożliwiające rządzenie miastem i to takim miastem jak Sopot - skomentował sprawę premier Donald Tusk.
K. usłyszał wczoraj osiem zarzutów; siedem o charakterze korupcyjnym, ósmy dotyczący działań przeciwko wymiarowi sprawiedliwości. Gdańskie biuro Prokuratury Krajowej chce, by trafił do aresztu na 3 miesiące. Prezydent Sopotu nie przyznał się do zarzutów. Jackowi K. grozi do 10 lat więzienia.
Obrońca Jacka K., Joanna Grodzicka, złożyła w sądzie listę kilkunastu osób, które aby uchronić K. przed aresztem złożyły za niego osobiste poręczenia lub składają deklaracje, że gotowe są to uczynić. Są wśród nich m.in. arcybiskup Tadeusz Gocłowski, Lech Wałęsa, posłowie PO - Jarosław Gowin, bracia Arkadiusz i Sławomir Rybiccy; Władysław Bartoszewski, Aleksander Hall, Jacek Taylor, o. Maciej Zięba i prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.















