Polityka
Minister, który mówił za dużo
Jako kandydat na szefa resortu Andrzej Czuma podobał się nawet opozycji. Wkrótce miał go dość nawet premier
Minister sprawiedliwości w środę sam podał się do dymisji. Szef rządu ją przyjął. Donald Tusk tłumaczył powód – bezstronność ministra została podana w wątpliwość. A wątpliwości pojawiły się po konferencji prasowej, którą Czuma zorganizował tuż po wybuchu afery hazardowej. Zdecydowanie bronił polityków PO Mirosława Drzewieckiego i Zbigniewa Chlebowskiego, którzy – jak wynika ze stenogramów CBA – prowadzili z biznesmenami potajemne rozmowy o ustawie hazardowej. Po tej konferencji 66 proc. badanych w sondażu GfK Polonia dla "Rz" opowiadało się za zdymisjonowaniem ministra sprawiedliwości.
– Zachował się nie jak prokurator generalny, ale jak adwokat, i to nieudolny, swoich prywatnych kolegów – mówi Zbigniew Ziobro, europoseł PiS. Stefan Niesiołowski, wicemarszałek Sejmu (PO): – Przecież on nie powiedział, że oni są absolutnie niewinni, tylko, że nie widzi tej winy w przedstawionych mu przez CBA dokumentach.
Pierwsza wpadka
Jednak niefortunna wypowiedź na konferencji uruchomiła odliczanie do dymisji Czumy. Zresztą nie po raz pierwszy. Już kilka tygodni po nominacji dziennikarze pytali o jego dymisję.
A na początku wydawał się idealnym kandydatem na szeryfa PO. Ma piękną opozycyjną kartę.
– W skład rządu został powołany człowiek, który walczył z komunizmem od młodzieńczych lat. Świetnie pamiętam o wyroku, postawie, latach spędzonych w więzieniu – mówił prezydent Lech Kaczyński 23 stycznia 2009 r. podczas wręczania Czumie nominacji. Media obiegły sielankowe zdjęcia rodziny Czumów, która licznie przybyła na uroczystość do Kancelarii Prezydenta.
Siedem dni później minister zaliczył pierwszą wpadkę – zasugerował, że CBA i prokuratura mogły się pomylić, stawiając korupcyjne zarzuty prezydentowi Sopotu Jackowi Karnowskiemu. – Mimo że przeczytałem wszystkie osiem zarzutów, wiem, że bywa taka sytuacja, iż organy ścigania, działając w dobrej wierze, trafiają w próżnię – stwierdził Czuma.
Opozycja podniosła larum: minister sprawiedliwości naciska na prokuratorów!
Obrażony Pakistan
Jednak Czuma nie wyciągnął wniosków z tej lekcji. 9 lutego zabrał głos w sprawie zamordowanego w Pakistanie Polaka. Powiedział, że wywiad zna nazwiskach morderców, wie "gdzie oni są rozmieszczeni, zna ich przyjaciół w strukturach rządu Pakistanu. I to jest przyczyna tego stanu bezwładu władz pakistańskich. Bardzo wielu ludzi we władzach pakistańskich sprzyja tym bandytom".
Tusk podobno się wściekł. Oficjalny protest do polskiego rządu wystosowała ambasada Pakistanu.
Politycy PO dwoili się i troili w mediach, żeby załagodzić sytuację po wypowiedzi ministra. Ale nie zdążyli, bo wybuchła kolejna bomba.
10 lutego "Polityka" napisała o niespłaconych długach Czumy w USA.
Minister wszystkim zarzutom zaprzeczył. Od dymisji uchroniło go to, że Donald Tusk nie miał go za bardzo kim zastąpić. Nie chciał też zmieniać ministra jednego z kluczowych resortów po trzech tygodniach od nominacji. – Donald Tusk miał wtedy też dużo lepszy humor niż dziś. Sondaże były bardzo przychylne dla PO. Mógł sobie pozwolić na tolerowanie Czumy – ocenia Wojciech Jabłoński, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
Skojarzenia z nazistami
Czuma uratował skórę, ale znów nie uważał na to, co i kiedy mówi. Gdy Ziobro zaapelował o zaostrzenie kar za przestępstwa, Czuma odpowiedział: – Po wyroku sądu minister sprawiedliwości nie może dołożyć dwóch latek albo powiesić delikwenta.
– Zdziwiła mnie ta niefrasobliwa wypowiedź ministra, bo mój apel dotyczył m.in. sprawców gwałtów, którzy otrzymali kary w zawieszeniu – mówi Ziobro.
Media zajmowały się też w tym czasie synem Czumy, który miał pełnić nieformalną funkcję jego doradcy – m.in. decydował o jego spotkaniach medialnych i uczestniczył w naradach z pracownikami resortu. – To mój społeczny asystent poselski – tłumaczył minister.
– Premier miał dość. Czuma miał ograniczyć obecność w mediach – opowiada "Rz" osoba z otoczenia Tuska.
I rzeczywiście, w pewnym momencie na konferencjach w Ministerstwie Sprawiedliwości zaczął występować przede wszystkim wiceminister Krzysztof Kwiatkowski. Często używał zwrotów – "ja jestem w tej sprawie informowany", "przyglądam się tej sprawie". – To on de facto przejął rządy w resorcie – ocenia pracownik ministerstwa.















