Polityka
Ustawa zdrowotna zależna od głosów lewicy
- Nie do przyjęcia jest rozwiązanie, które prowadzi do prywatyzacji szpitali - oświadczył Wojciech Olejniczak podczas debaty w Sejmie. Wcześniej pojawiły się informacje, że Klub Lewicy może poprzeć pod pewnymi warunkami projekt ustawy o zoz-ach
Olejniczak dodał z trybuny sejmowej, że jego klub przygotował "szereg poprawek" do projektów ustaw zdrowotnych
- Te nasze poprawki zagwarantują, że szpital - owoc pracy wielu pokoleń Polaków, wielu pokoleń lekarzy, pielęgniarek (...) pozostanie ich niezbywalną własnością - powiedział Olejniczak.
Dodał, że Lewica proponuje także zmiany dotyczące personelu medycznego. "Trzeba wzmocnić pracownika, wzmocnić lekarzy, pielęgniarki, położne w stosunku do tych zapisów, które dzisiaj obowiązują w Polsce i do tych zapisów, które są proponowane w projekcie Platformy Obywatelskiej" - zaznaczył.
Olejniczak podkreślił, że po zapowiedziach PO dotyczących reformy, oczekiwano powszechnej i ogólnodostępnej służby zdrowia. W jego ocenie, "słowo o reformie nie zamieniło się w czyn".
Jak mówił, projekty ustaw zdrowotnych PO nie dotyczą pacjentów. Według niego, ustawy są ważne, ale "organizacyjne i niezasadnicze".
- Nie otrzymaliśmy rozwiązań, które mają zlikwidować te niechciane kolejki. Kolejki do specjalistów i kolejki do operacji - oświadczył Olejniczak.
Zdaniem szefa SLD, Grzegorza Napieralskiego, jeżeli poprawki klubu Lewicy będą przez PO uwzględnione, "nie będzie głównego zarzutu czyli prywatyzacji".
- Jeśli nie ma prywatyzacji, nie ma problemu - podkreślił polityk Sojuszu. "Jeśli PO będzie chciała dzikiej prywatyzacji, to nie widzę innej możliwości jak niepoparcie takich ustaw" - dodał.
- Dbamy o to, aby pacjent mógł iść do prawdziwego szpitala. Nie może być sytuacji, że pacjent musi mieć wykonaną usługę medyczną i go będą odsyłali od szpitala do szpitala - ocenił Napieralski.
Nieoficjalna umowa?
Klub Lewicy zgodzi się poprzeć najbardziej kontrowersyjny projekt ustawy o zoz-ach, zakładający obligatoryjne przekształcenie ich w spółki prawa handlowego, jednak pod warunkiem, że nie będzie możliwa prywatyzacja tych spółek - dowiedziała się nieoficjalnie PAP od władz klubu.
Wczesnym popołudniem odbyło się spotkanie szefów klubów: PO - Zbigniewa Chlebowskiego, PSL - Stanisława Żelichowskiego oraz Lewicy - Wojciecha Olejniczaka w sprawie projektów ustaw zdrowotnych. Wzięli w nim udział także posłowie tych klubów z komisji zdrowia.
Jak dowiedziała się PAP od osób uczestniczących w spotkaniu, ceną, jaką koalicja PO-PSL będzie musiała prawdopodobnie zapłacić Lewicy za pomoc w odrzuceniu ewentualnego weta prezydenta do ustaw zdrowotnych, będzie poprawka do projektu przewidująca, że majątek szpitali pozostanie własnością samorządu i będzie dzierżawiony nowopowstałym spółkom prawa handlowego.
Rozwiązanie ma obowiązywać przez cztery lata. "Później zmieni się prezydent i będzie można znów dokonać zmian" - tłumaczy jeden z uczestników spotkania.
Na spotkaniu omawiano też inne działania mogące utrudnić prywatyzację zoz-ów: gdyby samorząd chciał sprzedać więcej niż 50 proc. udziałów spółki, musiałoby się odbyć referendum lokalne i to właśnie społeczności decydowałyby o tym, czy szpital przejdzie w inne ręce. Jednak Lewica zgłosi tylko pierwszą propozycję - poprawkę dotycząca nieprzekazywania majątku szpitali spółkom.
Szef klubu PO przyznał na wtorkowej konferencji prasowej, że jego ugrupowanie rozmawia z Lewicą. "Rozmawiamy na temat tego, czy samorząd będzie mógł wnosić mienie i to trwałe, czyli nieruchomości w formie aportu, czy będzie mógł spółce, która powstanie, np. je wydzierżawić" - dodał Chlebowski.
Rozmowy dotyczą też decyzji dotyczących ewentualnych prywatyzacji, jakie będą mogły podejmować organy prowadzące przekształcone spółki.
- Wszystko na to wskazuje, że będziemy zgodni, że na wniosek prezydenta (miasta), starosty czy sejmiku samorządowego, marszałek, starosta bądź prezydent będzie musiał uzyskać kwalifikowaną większość głosów organów gminy - np. 3/5 - żeby podjąć taką decyzję - oświadczył Chlebowski.
Jak dodał, PO rozważa też możliwość wprowadzenia dwuletniego okresu karencji dotyczącej prywatyzacji. Jak tłumaczył, przez pierwsze dwa lata samorząd nie mógłby podejmować takich decyzji.














