Polityka
Związkowcy kontra policja w biurach PO
Kilkudziesięciu związkowców z Sierpnia'80 okupowało biura poselskie PO w sześciu miastach. Domagają się m.in. zaprzestania "antypracowniczej i antyspołecznej polityki". PO odpowiada: to chuligaństwo polityczne.
Okupację prowadzono w biurach PO w Katowicach, Warszawie, Łodzi, Gdańsku, Szczecinie i Radomiu. Wieczorem policja usunęła okupujących z pięciu biur PO. Nie interweniowała jedynie w Warszawie, gdzie związkowcy nie weszli do biura, gdyż było ono zamknięte.
Okupujący biura związkowcy przedstawili 21 postulatów, które dotyczą m.in. wprowadzenia europejskiej płacy minimalnej, zwolnienia emerytur i rent z podatku dochodowego, podwyżki płac dla nauczycieli i pielęgniarek, dostępu do bezpłatnej służby zdrowia i internetu, wprowadzenia zakazu eksmisji na bruk, oraz wsparcia przemysłu stoczniowego, zbrojeniowego, wydobywczego, energetycznego.
Natomiast w ubiegłą środę w stolicy kilkuset związkowców protestowało przed Pałacem Kultury i Nauki w obronie stoczni Gdańsk i swoich miejsc pracy. W tym czasie w Pałacu odbywał się kongres Europejskiej Partii Ludowej. Stoczniowcy rzucali petardy, palili opony, spalili również kukłę przedstawiającą premiera Donalda Tuska. Podczas manifestacji doszło do starć demonstrantów z policją. Funkcjonariusze użyli pałek i gazu pieprzowego. W wyniku starć poszkodowanych zostało ponad 25 osób, w tym pięciu policjantów.
Władza nie powinna być bezradna
- Władza nie powinna czuć się bezradna czy bezsilna, kiedy łamane jest prawo - powiedział w TVP premier Donald Tusk pytany o protest związkowców z Sierpnia'80 okupujących od rana biura poselskie Platformy Obywatelskiej.
Premier zaznaczył, że służby podległe rządowi "nie powinny tolerować takich rzeczy jak palenie opon, organizowanie nielegalnych protestów typu okupacja, przemoc, bicie policjantów". Jak dodał "w Polsce istnieje wielka swoboda organizacji manifestacji (...) ale demonstracje związkowe w Polsce nie znajdują nigdy odpowiedzi negatywnych".
- Kiedy jest łamane prawo staramy się reagować stanowczo, co nie znaczy, że brutalnie - podkreślił w programie "Tomasz Lis na żywo" w TVP2.
Interwencja policji
Przed godziną 23 policja siłą wyprowadziła 12 związkowców Sierpnia'80, którzy od przedpołudnia okupowali siedzibę PO w Szczecinie. Protestujących usunięto też z biur w Gdańsku, Łodzi, Radomiu i Katowicach.
W Szczecinie policja kilkakrotnie prosiła okupujących o opuszczenie lokalu, w którym mieszczą się biura poselskie Sławomira Nitrasa i Michała Marcinkiewicza. Związkowcy zdecydowanie odmówili wyjścia. Siedli na podłodze i złapali się pod ręce. Kilkunastu funkcjonariuszy siłą rozdzielało mężczyzn, którzy krzyczeli wówczas m.in.: "Precz z Tuskiem" i "Dziś biją nas, jutro - was".
Po wyprowadzeniu protestujących z budynku wsadzono ich do około dziesięciu radiowozów i odwieziono na komendę policji.
Związkowców usunięto także z gdańskiego biura poselskiego premiera Donalda Tuska, zostali z niego usunięci przez policję. Większość spośród dziewięciu związkowców wyszła z biura spokojnie, trzech stawiało opór i policja musiała ich wyprowadzić.
O usunięciu związkowców zdecydował wieczorem pracownik biura, Piotr Leszczyński. Policja poinformowała, że związkowcy zostaną przesłuchani, a następnie - po sprawdzeniu ich danych, w tym ustaleniu miejsc stałego pobytu, zostaną zwolnieni.
Na noc do domu
Z kolei związkowcy Sierpnia'80 usunięciz biura poselskiego Platformy Obywatelskiej w Katowicach po przesłuchaniu zostaną zwolnieni - poinformowała katowicka policja.
Związkowcy okupowali biuro regionalne PO w Katowicach - podobnie jak biura tej partii w pięciu innych miastach w Polsce - od poranka. Wieczorem, przed godz. 21, zostali usunięci przez policję. Zdaniem funkcjonariuszy, wyszli nie stawiając oporu - oni sami mówią, że było inaczej.
O usunięciu związkowców z katowickiego biura PO poinformował wieczorem lider związku Bogusław Ziętek. Informację potwierdził Krzysztof Łabądź - jeden z liderów 45-dniowego strajku w kopalni "Budryk" na przełomie 2007 i 2008 r.
- Zostałem już przesłuchany, czekam jeszcze tylko na podpisanie protokołu zatrzymania. Potem pewnie wrócę na noc do domu. Na razie nikt nie przedstawiał nam żadnych zarzutów - powiedział w telefonicznej rozmowie Łabądź.















