REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Wywiady

Wywiady

Kto się boi Unii Europejskiej

Piotr Zychowicz 16-06-2008, ostatnia aktualizacja 16-06-2008 01:26
autor: Justyna Cieślikowska
źródło: Fotorzepa

Rola elit w przeszłości wielokrotnie była decydująca. Dlatego właściwym rozwiązaniem byłaby ratyfikacja traktatu przez parlamenty – mówi Bronisław Geremek, europoseł Partii Demokratycznej.

RZ: Irlandia odrzuciła traktat lizboński. Co w tej sytuacji powinien zrobić prezydent Lech Kaczyński? Kontynuujemy ratyfikację czy można już na całą sprawę machnąć ręką?

Nie spodziewa się pan ode mnie chyba innej odpowiedzi niż taka, że w interesie Polski leży niezwłoczne podpisanie traktatu przez prezydenta. Przyłączenie się w ten sposób do 20 krajów, które ratyfikowały dokument, będzie dowodem na to, że chcemy dołączyć do europejskiej debaty. Debaty na temat tego, jak wyjść z kryzysowej sytuacji, w której Unia znalazła się po irlandzkim „nie”.

Czyli traktat lizboński nie jest jeszcze martwy?

Nie, nie jest. Oczywiście można go uznać za niebyły po tym, gdy odrzucił go jeden z unijnych krajów. Ale decyzję w tej sprawie i tak muszą podjąć wszystkie państwa członkowskie. Oczekuję więc na przyszłotygodniowe posiedzenie Rady Europejskiej, która zgodnie z zapisami traktatowymi zajmie w tej kwestii stanowisko. Mam nadzieję, że znajdzie jakieś rozwiązanie.

Czy istnieje jakiś plan B, za pomocą którego można przeforsować traktat wbrew woli Irlandczyków?

Żadnego planu B nie ma. Planem B był właśnie traktat lizboński, po tym, gdy fiaskiem zakończyła się próba wprowadzenia traktatu konstytucyjnego. Są jednak pewne rozwiązania, które mogą nas wyprowadzić z kryzysu. Jedna z opcji to powtórzenie referendum w Irlandii. Podobnie jak zostało to uczynione w tym samym kraju w przypadku traktatu nicejskiego. Jestem jednak bardzo mocnym przeciwnikiem takiego rozwiązania. Poważnie osłabiłoby ono bowiem kulturę demokratyczną wewnątrz Unii.

Jakie są inne opcje?

Drugim rozwiązaniem byłoby przygotowanie nowego traktatu reformującego Unię. Rezultatem mógłby być tekst prostszy, bardziej czytelny dla obywateli, ale zarazem skuteczny. Jestem jednak sceptyczny również wobec tego rozwiązania. Traktaty konstytucyjny i lizboński rodziły się bowiem w ciągu dziesięcioletniej debaty. Powtórzenie takiego procesu oznaczałoby odłożenie na bardzo długi czas reformy Unii. Jest jednak i trzecie rozwiązanie. Możemy podjąć pewne niezbędne decyzje, które byłyby w duchu traktatu lizbońskiego, a które nie wymagają traktatowych ustaleń. To znaczy, zróbmy to, co można zrobić bez traktatu, używając takich mechanizmów jak Rada Europejska czy konferencja międzyrządowa. Być może w ten sposób pchniemy Unię do przodu, nawet w sytuacji gdy obowiązuje traktat nicejski.

Pytanie obywateli, czy akceptują 450 stron druku dotyczących skomplikowanych problemów jurystycznych, to nonsens

Ale może Europejczycy po prostu nie chcą głębszej integracji. Traktaty odrzucili Francuzi, Holendrzy, a teraz Irlandczycy. Po co uszczęśliwiać ludzi na siłę?

Ze wszystkich analiz, jakie znam, wynika, że Francuzi i Holendrzy w referendach tak naprawdę nie odpowiadali na zadane im pytanie. Chcieli wyrazić swoją niechęć wobec rządów. W wypadku referendum irlandzkiego kluczowe było zaś zetknięcie się potężnej kampanii antyeuropejskiej, w którą zaangażowane były wielkie środki, z dosyć słabą kampanią pozytywną. Najważniejsze jest jednak to, że popełniony został poważny błąd. Europejczycy w żaden sposób nie zostali zaangażowani w procesy, jakie zachodzą w instytucjach europejskich. W efekcie ze strony obywateli mamy do czynienia z niewiedzą albo z obojętnością. A przecież decyzje podejmowane w Brukseli dotyczą życia codziennego pół miliarda ludzi.

Panie profesorze, ale po co Polsce ten traktat? Jego fiasko oznacza, że nadal będzie obowiązywała korzystna dla nas Nicea.

Nasz głos w sytuacji, gdy obowiązuje traktat nicejski, będzie silniejszy statystycznie, ale nie będzie silniejszy realnie. A co najważniejsze, w sytuacji gdy nic się nie zmieni, tracimy niemal wszystkie nadzieje, jakie wiążemy z Unią. Nasze najważniejsze propozycje i koncepcje bez traktatu lizbońskiego będą niemożliwe do zrealizowania. Tych kilka głosów więcej w przełożeniu na realną politykę nie ma żadnego znaczenia. W Unii głos jednego państwa, nawet Niemiec czy Francji, właściwie się nie liczy. Interesy realizuje się tam przez tworzenie doraźnych koalicji i pozyskiwanie innych krajów w zależności od potrzeb. To jest właściwa strategia działania wewnątrz Wspólnoty Europejskiej.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Zakonna kontrkultura

Bóg daje na każde czasy wystarczającą liczbę powołań. Problem w tym, żeby osoby, do których ta propozycja jest kierowana, usłyszały Jego głos - mówi s. Małgorzata Krupecka, urszulanka szara >>