Matematyka nie tylko dla twardzieli

aktualizacja: 21.05.2008, 07:51
Foto: Rzeczpospolita

Są dziedziny, w których Polska jest światową potęgą. Jedną z nich jest edukacja informatyczna. Tylko czy potrafimy
z tego fenomenu korzystać?
– zastanawiają się naukowcy

Podczas ostatniej międzynarodowej olimpiady informatycznej, która odbyła się w Chorwacji w 2007 roku, pierwsze miejsce zajął Tomasz Kulczyński z VI LO w Bydgoszczy. W poprzedniej – w Meksyku w 2006 r. – pierwszy był Filip Wolski z III LO w Gdyni. To tylko najbardziej spektakularne przykłady sukcesów polskich uczniów w międzynarodowych zawodach informatycznych.
A są przecież jeszcze studenci informatyki z polskich uniwersytetów, którzy od lat zdobywają laury w najważniejszych i najbardziej prestiżowych światowych konkursach. Dzięki nim Polska w rankingach zawodów informatycznych zajmuje drugie miejsce – za Rosją, ale przed Chinami, Ukrainą, Kanadą, USA i Japonią, która zamyka pierwszą siódemkę. Czy jest inna dziedzina, w której bylibyśmy w towarzystwie takich potęg?Jakie wnioski powinni zatem wyciągnąć polscy politycy, rząd i polskie państwo? Zanim pokusimy się o odpowiedź, zastanówmy się, skąd się bierze szczególna skłonność Polaków do tej tak ważnej dla współczesnego świata dziedziny wiedzy i praktyki biznesowej.
Pomysł zniesienia matury z matematyki można zaliczyć do rodzaju sabotażu interesu narodowego
Gdy chce się wskazać człowieka najbardziej zasłużonego dla powstania informatyki i technologii komputerowej, zwykle pada nazwisko angielskiego logika i matematyka Alana Turinga. Niewielu zdaje sobie jednak sprawę z tego, że jednym z fundamentów informatyki jest logika formalna; że to z niezwykłego rozwoju logiki matematycznej w ubiegłym stuleciu zrodziły się idee mechanicznego obliczania, maszyn Turinga i cyfrowej architektury komputera opartej na systemie binarnym.
Jeszcze mniej ludzi wie, jak wielki wkład w rozwój logiki formalnej wnieśli Polacy. W dwudziestoleciu międzywojennym lwowsko-warszawska szkoła logiki była powszechnie znana i respektowana. Podstawowy dla komputerów beznawiasowy zapis wyrażeń formalnych, którego uczą się studenci informatyki na całym świecie, nosi nazwę Polish notation. Wynalazł go profesor Uniwersytetu Lwowskiego Jan Łukasiewicz. Jego nazwisko japońscy specjaliści od komputerów znają na równi z nazwiskiem Fryderyka Chopina. „Polish L”, czyli litera „Ł”, jest jedynym znakiem polskiego alfabetu należącym do kanonu znaków obcych języków rozpoznawanych przez matematyków i informatyków na całym świecie.
Ostatni wielki logik złotego okresu logiki, W. V. O. Quine, który sprowadził do USA Alfreda Tarskiego, chciał się nawet uczyć języka polskiego, żeby móc czytać w oryginale dzieła Leśniewskiego czy Chwistka. Alfred Tarski w amerykańskiej „philosophy of science” znany jest jako autor naukowej definicji prawdy. W Polsce pamiętamy wkład polskich kryptologów: Mariana Rejewskiego, Henryka Zygalskiego i Jerzego Różyckiego, w złamanie szyfru Enigmy.
„Nie ma prawdopodobnie kraju, który, uwzględniając liczbę ludności, wniósłby tak wielki wkład do logiki matematycznej i teorii zbiorów jak Polska” – napisali Abraham Fraenkel, Yehoshua Bar-Hillel oraz Azriel Levy, profesorowie Hebrajskiego Uniwersytetu w Jerozolimie.To w takim klimacie wyrosło wielu polskich matematyków, logików i informatyków.
Stwierdzenie, że świat podlega zmianom, jest truizmem. Niezwykła jest jednak ich szybkość, która chyba nigdy w historii ludzkości nie była tak gwałtowna i radykalna. Ciągła pogoń za zmieniającą się rzeczywistością gospodarczą jest charakterystyczna również dla nauk o zarządzaniu. W ich ramach stosunkowo niedawno odkryto, że dla niektórych firm istnieje drastyczna różnica pomiędzy ich wartością rynkową a formalną wyceną przy użyciu klasycznej rachunkowości. Okazała się ona wyraźna m.in. w sektorze innowacyjnych firm nowych technologii. W efekcie zdefiniowano pojęcie aktywów niematerialnych i wśród nich jako kluczowy wyróżniono tzw. kapitał intelektualny.
Problem wyceny firmy odzwierciedla stan, w którym w innowacyjnym przedsiębiorstwie XXI wieku kluczowe nie są już budynki, maszyny itp., ale pracownicy i to, co niemierzalne, czyli ich wiedza, kompetencje, kreatywność. Ten wyraźny trend, nazywany czasem gospodarką opartą na wiedzy, jest związany z rozwojem technologii informatycznych.
To dzięki nim stało się możliwe kompleksowe zarządzanie informacją, automatyzacja wybranych procesów biznesowych, powstanie firm globalnych i sieci powiązanych podmiotów gospodarczych, przedsiębiorstw wirtualnych czy też systemów analitycznych umożliwiających wspieranie decyzji biznesowych na skalę wcześniej niespotykaną. Trend ten jest silny i wymaga odpowiedniego zaplecza intelektualnego w postaci m.in. odpowiednio wyszkolonych inżynierów oprogramowania. A skala potrzeb jest olbrzymia.
Na paradoks zakrawa zatem to, że w krajach najbardziej rozwiniętych spada zainteresowanie studiami politechnicznymi oraz naukami podstawowymi (ang. science). Niestety, tę tendencję dostrzegamy także w naszym kraju. Studiowanie informatyki wymaga pasji, ciężkiej pracy, logicznego myślenia i systematyczności; „bełkot” i nierzetelność są od razu bezwzględnie weryfikowane. To studia dla twardzieli, a nie dla lekkoduchów wychowanych w kulturze konsumpcjonizmu.
Olbrzymią lukę potrzeb w gospodarce światowej masowo wypełniają zatem studenci z Chin i Indii. Także w Indiach powstają wielkie firmy offshoringowe świadczące zdalnie usługi informatyczne zleceniodawcom z całego cywilizowanego świata. Ale również w Polsce w ostatnich latach zaczęły powstawać centra rozwoju oprogramowania takich potentatów, jak Motorola czy Google, rozwijają się też rodzime ośrodki, np. firmy ComArch.
Powraca zatem pytanie, jak ten fenomen przekuć w powtarzalny i sterowalny proces rozwoju profesjonalnych kadr?
Według najnowszego rankingu krajów europejskich pod względem całkowitego poziomu kapitału intelektualnego Polska zajęła ostatnie miejsce wśród 24 badanych państw. Nie jest tajemnicą, że tworzenie kapitału intelektualnego jest wynikiem odpowiednio ukierunkowanych inwestycji w badania i rozwój oraz szkolnictwo wyższe i oświatę. W komentarzu do przeprowadzonego niedawno przez „Rzeczpospolitą” rankingu polskich uczelni znalazła się słuszna uwaga, że w rankingach światowych nasze uniwersytety okupują miejsca w czwartej i piątej setce („Miejsce Polski w intelektualnym wyścigu w Europie”, „Rz” z 7 kwietnia 2008 r.). Są jednak dziedziny, w których jesteśmy (ciągle jeszcze) światową potęgą. Jedną z nich jest edukacja informatyczna.
Wróćmy zatem do pytania: jakie wnioski powinni wyciągnąć z tego faktu polscy politycy, rząd i państwo? Pierwszy jest taki, że jako naród mamy oczywisty skarb, talent, który należy objąć szczególną ochroną i zaliczyć do państwowych priorytetów. Potrzebny jest widoczny znak od rządu, a może i od parlamentu oraz prezydenta, że ludzie pracujący ochotniczo na tym właśnie polu mogą liczyć na realne wsparcie finansowe i organizacyjne.Należy powołać zespół odwołujący się do wiedzy i doświadczenia tych, którzy przyczynili się do wielkiego sukcesu polskiej informatyki. Opracowaliby oni program, odporny na polityczne zmiany i pomysły nowych urzędników przychodzących do ministerstw, którego celem byłoby nie tylko podtrzymanie znakomitej passy w tej dziedzinie, ale i wykorzystanie jej w rozwoju kraju.
Ogólny zarys programu można z łatwością wskazać. Pierwsza zasada: nie szkodzić. Na przykład pomysł zniesienia matury z matematyki można zaliczyć do rodzaju sabotażu interesu narodowego! Bez wątpienia można przecież wyrobić matematyce taką pozycję w polskim szkolnictwie, żeby z jednej strony nie zmuszać wszystkich uczniów do jej zdawania na wyśrubowanym (jeśli chodzi o standardy międzynarodowe) poziomie, a z drugiej – tych, którzy są w stanie taki wysoki poziom opanować, do tego zachęcać. Byłoby to z niewątpliwym pożytkiem nie tylko dla informatyki, ale także dla większości dziedzin gospodarki.
Wciąż mamy szansę zachować pozycję kraju, w którym matematyka jest uczona na najwyższym światowym poziomie. Nie możemy tej szansy stracić przez coraz bardziej widoczne zaniechania. Warto czerpać inspirację z kanonów klasycznego wykształcenia, które stało się kolebką szkoły lwowsko-warszawskiej, czyli tradycji łacińskiej związanej z arystotelesowskim przeświadczeniem o prawdzie istniejącej obiektywnie oraz szlachetności zachowań i uczciwości intelektualnej.
Nauczanie matematyki i informatyki to tylko pierwszy etap programu, a doskonale w tym zakresie wyszkolona polska młodzież to tylko pierwszy pożądany rezultat. Potrzebne jest jednak opracowanie dalszych etapów, które zdyskontowałyby edukacyjny sukces. Inwestycje w rozwój nauki i edukacji bez planu są zwyczajnym marnotrawstwem. Pozostaje mieć nadzieję, że w układach rządowo-parlamentarnych znajdzie się dostateczna liczba ludzi, którzy to dostrzegą i będą mieli dosyć woli i siły, żeby podjąć odpowiednie działania.
prof. Andrzej Kisielewicz wykłada na Wydziale Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Wrocławskiego
dr Jerzy Surma jest informatykiem. Wykładowca Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie w Szkole Głównej Handlowej

POLECAMY

KOMENTARZE