Felieton
Dieta MŻ dla Europy
W miniony czwartek uratowano Europę. Być może nawet od wojny – jak wieścił minister Jacek Rostowski. A na pewno od wielkiego kryzysu
Co prawda postawił się niejaki David Cameron, ale większość poparła Frau Merkel, męża Carli Bruni i oczywiście tatę Kasi Tusk. Media z radością donosiły, że w piątek "parkiety zabarwiły się na zielono". Ale już w poniedziałek znów przeważał kolor czerwony. Dlaczego?
Przywódcy unijni uzgodnili, że budżety poszczególnych krajów mają być "odchudzone", a deficyt zredukowany do 3 proc. PKB! Ale czy czasami traktat z Maastricht już tego nie przewiduje? Przewiduje! I co? I nic! Tym razem granica deficytu ma zostać zapisana w konstytucjach wszystkich państw. Ale w naszej są już zapisane progi ostrożnościowe. I co? A to ZUS zaciągnie jakiś kredycik na wypłatę emerytur, a to BGK sfinansuje budowę autostrad, żebyśmy nie musieli tego ujawniać w wydatkach publicznych, i jakoś się prześlizgujemy pod progiem.
Może więc pomóc mają "automatyczne sankcje", które mają być wprowadzone za nieprzestrzeganie dyscypliny podatkowej? Co prawda jeszcze nie wiadomo, jakie one będą, ale wiadomo, że będzie je można "zawiesić" większością 75 proc. głosów. Więc będą "automatyczne" z możliwością wyłączenia automatu.
Automatyczna będzie za to "zrzutka" w wysokości 200 mld euro na ratowanie strefy euro. Zważywszy że łączne zadłużenie państw strefy euro przekracza 7 bln euro, to tych 200 mld euro wystarczyć może co najwyżej na waciki. Za to automatycznie w przyszłości też się mamy zrzucać, nawet jak byśmy nie chcieli (albo nie mieli), a inni by nas przegłosowali, bo decyzje w tej sprawie mają zapadać większością głosów, na co nie chciał się zgodzić Cameron.
Żeby uratować "rynki finansowe", trzeba im pożyczyć. Ale jak można komuś pożyczyć, jeśli się samemu nie ma? Amerykański Fed na ten cel po prostu dodrukował dolary. EBC prowadził zaś "sterylizację" – kupował obligacje najbardziej zadłużonych państw, żeby miały one na spłacenie "rynkom finansowym" starych długów, a sprzedawał tymże "rynkom finansowym" swoje własne obligacje. Dług, który w państwach strefy euro oscylował w 2008 roku średnio wokół 60 proc. PKB, wzrósł do ponad 80 proc. A i tak to nic nie dało!
Pan minister Ludwik Kotecki, wiceszef resortu finansów, powiedział, że "my nie damy pieniędzy MFW, tylko je udostępnimy"! Więc ja "udostępnię" panu ministrowi radę. Możemy wydać kupę forsy na jakieś "kropelki" na "odchudzanie budżetów". Żeby było łatwo i przyjemnie. Ale wszyscy wiedzą, że najlepsza jest dieta "MŻ" – mniej żreć. Najwyższa pora, żeby rządy na nią przeszły.
Autor jest profesorem prawa, adwokatem i prezydentem Centrum im. Adama Smitha















