Unia Europejska
Nowy traktat podzieli Unię?
Wspólnota szykuje się do zmiany traktatu, która stworzy dwie grupy państw. Polska chce być w tej lepszej
– Postulujemy szybką zmianę traktatu. Mówiąc po ludzku, Polska, tak jak i inne kraje niebędące wewnątrz strefy euro, chce na mocy zmian traktatowych uczestniczyć we wszystkich spotkaniach, na których będzie się zarządzać strefą euro – powiedział Donald Tusk o swoich oczekiwaniach dotyczących szczytu UE mającego się odbyć 8 i 9 grudnia w Brukseli. Premier wcześniej przeprowadził rozmowę telefoniczną z Angelą Merkel. Być może usłyszał od niej obietnicę, że forsowane przez Niemcy zmiany traktatowe nie spowodują marginalizacji naszego kraju.
Nowe Schengen
– W poniedziałek w Brukseli niemiecki minister finansów Wolf-gang Schaeuble zapewniał, że nowa formuła wzmocnionej współpracy będzie otwarta dla Polski. Wczoraj dziennik "Bild" podał zaś, że duet niemiecko-francuski nie zamierza ograniczać Europy pierwszej prędkości do krajów strefy euro czy nawet – jak się spekuluje – węższego grona sześciorga jej uczestników o najwyższym ratingu AAA. Do współpracy mieliby zostać doproszeni inni – na przykład Polska czy Szwecja.
– To tylko doniesienie medialne, ale traktujemy je jako pozytywny sygnał – mówił w Brukseli minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz. Według niego preferowaną przez polski rząd opcją zmian traktatowych jest decyzja w gronie 27 państw modyfikująca funkcjonowanie całej Wspólnoty. W kwestii ewentualnej zawartości propozycji Polska nie ma obaw: forsowana strategia stabilizacji i ograniczeń fiskalnych jest nam bliska.
Gdyby nie udało się uzyskać zgody wszystkich 27 państw na zmiany w traktacie lizbońskim, Polska mogłaby się zgodzić na traktat międzyrządowy na wzór Schengen. – Taka wzmocniona współpraca musiałaby być otwarta dla wszystkich państw UE – powiedział minister Dow-gielewicz. Jak zauważył, w dyskusjach dotyczących Schengen na sali są wszyscy, również kraje, które do tej strefy nie należą. O tym mówił też premier Tusk w Warszawie, czyli o "obecności bez możliwości głosowania w sprawach strefy euro przez państwa członkowskie niebędące w strefie euro, ale będące członkami UE". Premier określił tę zasadę mianem "participate not vote". Polska prezydencja ma w poniedziałek przedstawić w Brukseli swoje pomysły na prawne uregulowanie relacji między eurogrupą a resztą UE dotyczące np. zakresu dyskutowanych tematów w gronie ministrów strefy euro.
Jednym z celów takiej konstrukcji miałoby być odizolowanie Wielkiej Brytanii. Jest ona najsilniejszym zwolennikiem integracji wyłącznie w ramach strefy euro: nie chce oddawać Brukseli dodatkowo żadnej cząstki swojej suwerenności. Opowiada się też za formułą międzyrządową, bo jeśli nawet zmiany dotyczyłyby tylko strefy euro, ale zostały dokonane w traktacie, to wymagana byłaby zgoda Londynu. Premier David Cameron musiałby iść z unijnym projektem do Izby Gmin, czego woli uniknąć.
Za formułą międzyrządową opowiedział się też prezydent Francji. – Integracja będzie się dokonywać tą drogą, bo Europa musi dokonać strategicznych politycznych wyborów – powiedział Nicolas Sarkozy w przemówieniu programowym wygłoszonym w Tulonie. Chce w ten sposób przekonać Francuzów, że ich kraj, rezygnując z części suwerenności budżetowej, nie odda się w ręce ponadnarodowej instytucji. Sarkozy w poniedziałek spotka się w Paryżu z Angelą Merkel i razem będą przygotowywać propozycje na szczyt UE.
Sikorski mędrcem?
Słabością formuły wzmocnionej współpracy jest osłabienie roli KE i PE. Dlatego obie te instytucje opowiadają się za klasycznymi zmianami traktatowymi. – Można to zrobić demokratycznie i wspólnotowo – mówi "Rz" Andrew Duff, brytyjski eurodeputowany, który był jednym z trzech przedstawicieli PE w pracach nad traktatem. – Wiele państw członkowskich nie zgodzi się na rozwiązanie międzyrządowe. Rozmawiałem z premierem Montim, Włochy będą przeciwne. Polska na pewno też. Przecież minister Sikorski w Berlinie wyraźnie mówił o roli unijnych instytucji – przekonuje Duff.















