"Rzeczpospolita" w Niedzielę
Policjanci na nartach pilnują porządku na stokach
Jeśli narciarz lub miłośnik deski snowboardowej stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa innych na stoku, może nie tylko trafić przed sąd, zapłacić mandat, ale i być zmuszony „dmuchać w balonik”.
To informacja, która z pewnością nie wszystkich ucieszy. Piszą do „Rz” zdezorientowani czytelnicy, którzy pytają: jak to jest z uprawnieniami policji wobec miłośników białego szaleństwa? Czy funkcjonariusz ma prawo poddać narciarza badaniu alkotesterem?
Otóż tak, ale nie zawsze. Policja nie pojawia się na stoku tylko i wyłącznie po to, by sprawdzać stan trzeźwości narciarzy (dzisiejsze prawo nie daje im takich możliwości). Kiedy jednak narciarz popełni przy okazji jakieś inne wykroczenie, funkcjonariusze mogą, zgodnie z prawem, poddać go takiemu badaniu.
Wystarczy brawurowa, niebezpieczna dla innych miłośników sportów zimowych sytuacja i właściciel stoku może wezwać funkcjonariuszy na pomoc. Jeśli stworzenie zagrożenia dla życia lub zdrowia jest poważne, jego sprawca może nie tylko zostać poddany badaniu na zawartość alkoholu, ale i narazić się na odpowiedzialność karną z kodeksu karnego – do trzech lat więzienia.
Jeśli wybryk będzie mniejszego kalibru, np. hałaśliwe zachowanie na stoku, zakłócanie porządku, grozi mu areszt, ograniczenie wolności albo grzywna (do 5 tys zł). Podobne dolegliwości czekają awanturników na tzw. podwójnym gazie.
Niebawem w tych sprawach będzie dużo surowiej. Grzaniec na stoku będzie nas sporo kosztować. W projekcie ustawy o bezpieczeństwie w górach pojawia się pomysł karania nietrzeźwych amatorów sportów zimowych. Inna z propozycji zakłada, że to właściciele stoków będą kontrolowali stan trzeźwości narciarzy i wyrzucali ze stoku osoby pijane.
Wszystkim, którzy niebawem wybierają się w góry, przypominamy, że od wielu lat obowiązuje kodeks narciarski. Zawiera on dziesięć podstawowych zasad – od właściwego, bezpiecznego zachowania, poprzez panowanie nad szybkością, aż do kontrolowanego zatrzymywania się. Każdy, kto pojawi się na stoku, ma też obowiązek stosować się do umieszczonych na nim znaków narciarskich.
Warto pamiętać, że coraz więcej komend tworzy specjalne patrole, które wyruszają na stoki. Szczególną uwagę zwracają one na dzieci, które jeżdżą na nartach bez kasków na głowach. Wprawdzie na razie istnieje luka w prawie i nie mogą wystawiać mandatów rodzicom i opiekunom, to na upomnienie zawsze mogą sobie pozwolić.















