"Rzeczpospolita" w Niedzielę
Wyrok bez oskarżonego wygląda niepoważnie
Przed kilkoma dniami cała Polska dowiedziała się o wyroku skazującym w tzw. seksaferze, tymczasem sami oskarżeni nie pofatygowali się na ogłoszenie wyroku. Nie posłuchali, co sąd ma im do powiedzenia.
– Sędzia mówiła właściwie do pustej sali, gdyż większość uzasadnienia odnosiło się do oskarżonych – powiedziała „Rz” jedna z uczestniczących przy ogłoszeniu wyroku.
Podsądny przychodzi, kiedy chce
Formalnie rzecz biorąc, wszystko było zgodne z prawem: kodeks postępowania karnego dopuszcza teraz nieobecność oskarżonych przy wyroku. Mogą więc przyjść, ale nie muszą, i w wielu procesach oskarżeni z tego prawa korzystają. Zachowanie Andrzeja Leppera i Stanisława Łyżwińskiego nie było więc wyjątkiem, tym bardziej że sama sprawa jest dla nich wyjątkowa nieprzyjemna.
Czy jednak polskich sądów nie pobawiono zbyt pochopnie tego widocznego dla wszystkich elementu respektu w stosunku do sądu, do wyroku, oraz narzędzia wychowawczego, jakim może być uzasadnienie?
– W ustnym uzasadnieniu jest wiele stwierdzeń, wskazań, uwag, których później w pisemnym (przeznaczonym raczej dla sądu wyższej instancji, i pisanym językiem prawniczym) nie ma – wskazuje Łukasz Bojarski, zajmujący się kondycją sądownictwa w Fundacji Helsińskiej. – Jest jednak druga strona medalu, ryzyko, że w przypadku wadliwego wyroku, niesłusznego oskarżenia, dla oskarżonego jest to dodatkowa dolegliwość.
– Sądzę, że nieobecność oskarżonego na wyroku, nie rokuje jego resocjalizacji, ale obecność pod przymusem, też jej nie gwarantuje – wskazuje prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny.
Wychowanie i respekt
– Zapomnijmy o wychowawczej roli wyroku. Wyrok nie ma wychowywać, ale wymierzać sprawiedliwość – nie ma wątpliwości prof. Bogusław Wolniewicz, filozof z Uniwersytetu Warszawskiego. – Obecności oskarżonego na wyroku wymaga natomiast respekt wobec sądu, dlatego powinna być przez sąd egzekwowana, a oskarżony doprowadzany.
– Wyrok przy pustej sali wygląda niepoważnie, wolałbym więc, aby oskarżony był obecny w czasie całego procesu i tym bardziej na ogłaszaniu wyroku. Kiedyś sądy polskie, tak samo zagraniczne, surowo to egzekwowały, ale trend jest raczej taki, że od tych rygorystycznych wymagań się odchodzi. Przyjmuje się, że obecność w sądzie jej prawem oskarżonego, z którego może skorzystać, ale nie musi – wskazuje prof. Stanisław Waltoś, znany karnista.
Pozwalając na nieobecność oskarżonego na ogłoszeniu wyroku, w Polsce kierowano się jednak bardziej prozaicznym argumentami: obowiązkowa obecność oskarżonego nie raz, nie dwa uniemożliwiała ogłoszenie go. Można jednak zostawić zasadę, że nieobecność oskarżonego nie wstrzymuje procesu (wyroku), ale karać za nieusprawiedliwioną absencję.
Co szwankuje
– To jest jakieś rozwiązanie – uważa adwokat Maciej Bednarkiewicz, były prezes Naczelnej Rady Adwokackiej. – Ale to element szerszego problemu: jeszcze 15, 20 lat lat temu na głośniejsze wyroki przychodziło dużo publiczności, by posłuchać, co sędzia ma do powiedzenia. Teraz sale świecą pustkami.
Zdaniem prof. Waltosia naprawę należałoby zacząć od twardego egzekwowania zasady, że sprawa toczy się dzień po dniu, i jeśli zaczyna się w poniedziałek i ma trwać cztery dni, w to w czwartek jest wyrok, a nie po miesiącach czy latach. Wtedy obecność na odczytaniu wyroku będzie niejako naturalna.















