W sieci opinii

Jednowymiarowa rzeczywistość

Rafał Tomański
Fotorzepa
Po kolejnej debacie przed drugą turą wyborów komentarzy o jej wygranych i przegranych jest wiele. Jednak rzeczywistość istnieje tylko w jednej postaci.

Fizyka na poziomie abstrakcji Einsteina uczy, że przestrzeń wokół nas może być n-wymiarowa. Długość, szerokość i wysokość w połączeniu z czasem to pestka. Przykładowe 27 kolejnych wymiarów, które byłyby trudne nawet do wyobrażenia sobie do celów teoretycznych, ma z powodzeniem istnieć wokół nas, przenikać nasz świat i oferować wrażenia, których istnienia nie jesteśmy świadomi. Na tej relatywistyczno-zaawansowanej fizyce kończą się równoległe wersje rzeczywistości, jakie istnieją na świecie.

Wiele wyników

Nie ma ich więcej niż jedna, ta, w której żyjemy. Po czwartkowej debacie kandydatów na prezydenta mamy do wyboru kolejne wersje wyniku ich zmagań. Remis ze wskazaniem na, wygrana w czasie doliczonym, przewaga pierwszego (znaczna/nieznaczna), pokonanie tremy drugiego (szybsze/późniejsze) – każdy może wybrać coś dla siebie. Jednak nic bardziej błędnego w takich opisach. Wersja rzeczywistości wydarzyła się i będzie się dziać tylko w jednym wymiarze.

Andrzej Duda nie był ani bardziej skupiony na merytorycznych argumentach odnośnie pomagania frankowiczom, ani mniej stremowany pod koniec starcia w TVN. Wciąż raził swoją sztucznością, plastikiem oraz powtarzaniem tych samych argumentów. Te same wyrazy wypowiadane w tej samej kolejności. W jego wykonaniu nie jest to pojedynek na merytoryczne hasła, ale na recytowanie wiersza z zaangażowaniem na poziomie pierwszoklasisty. Prezydent Bronisław Komorowski potrafił, jak zresztą za każdym razem udowadniał to przy okazji swoich wystąpień, odnosić się na bieżąco do tego, co słyszał od Dudy i do poziomu jego zarzutów. W odpowiedzi mógł usłyszeć jedynie naburmuszone dziecko, które sięga po hasła budzące jeszcze większą litość niż wcześniej wyuczone na pamięć wierszyki.

Z ocenianiem poziomu kandydatów w debatach jest jak z posiadaniem psów. Nie mając ich przyjmuje się, że każdy pies jest do głaskania, zaczepiania na ulicy i że można bezkarnie gwizdać sobie na te mijane po drodze. Jeżeli się sprawi sobie własnego, świat zmienia się diametralnie. Nagle okazuje się, że dla 99,99 proc. szczeniaczków zaczepianie na ulicy powoduje nastrój niezrozumiałej szczęśliwości, który potem skutkuje tym, że jako dorosłe, kilkunastokilogramowe psy nie dają się utrzymać na smyczy na widok ludzi. Każdego człowieka. Gwizdanie i zaczepianie naszego zwierzaka przez kompletnie przypadkowe osoby wyrywa psa ze stanu skupienia na nas i dezorganizuje mu chodzenie przy nodze. Sami gwiżdżący i zaczepiający robią to w większości przypadków ze zwykłej nudy, zazdrości, braku zastanowienia i mają takie zachowanie wbudowane jako coś, co robić się powinno (najbardziej absurdalny przypadek, gdy na nieswojego psa gwiżdże para młodych ludzi biegnąca jednocześnie na autobus).

Wersja świata z psem

Jeżeli nie dajemy się tak innym spoufalać z psem, wychodzimy automatycznie na dziwaka. Nie na osobę, która chce z psem ćwiczyć i konsekwentnie dbać o jego rozwój, ale na aspołecznego odludka czepiającego się wszystkiego i wszystkich. Na horyzoncie spacerów z własnym psem pojawia się wcześniej niewidziane zagrożenie – inni właściciele psów. Ci są najgorsi, ponieważ ponownie na 99,99 proc. przypadków żaden z nich nie chodzi z psem na kurs posłuszeństwa i ma do dyspozycji zwierzaka o nietłumionym instynkcie. W praktyce jest to pies ciągnący na smyczy do granic jej wytrzymałości, wyrywający się na widok innych (nie tylko psów, ale czasem także i ludzi) oraz chcący mieć ustawową możliwość bawienia się z każdym reprezentantem swojego gatunku. Bo tak. Kiedy schodzimy z drogi takiej parze, czasami po chwili okazuje się, że i tak idą za nami. Kiedy decydujemy się w końcu powiedzieć grzecznie, że nasz pies nie ma zamiaru bawić się z tym spotkanym, zostajemy ofuknięci i dodatkowo obgadani niezrozumiałym pomrukiem spod nosa.

Wracamy do domu ze szczeniakiem co prawda zadowolonym, bo mógł skupić się na zabawie z nami i dzięki temu buduje relację nadrzędną, ze swoim właścicielem, ale sami mamy humor w większości popsuty. Na klatce w domu albo w windzie psuje nam się jeszcze bardziej, bo większość osób mieszkających w tym samym domu (nawet niekoniecznie znanych nam sąsiadów) uzna, że może się bezkarnie z naszym psem przywitać. Sytuacja się powtarza.

Metody są jedne

Wystarczy jednak pójść na pierwszy lepszy kurs posłuszeństwa do psiej szkoły, by dowiedzieć się, że cały czas mieliśmy rację. Pies jest zwierzęciem kierującym się emocjami i dlatego trzeba pomagać mu je zrozumieć oraz opanować. Nie może mieć kontaktu z każdym, wtedy gdy chcą tego obcy, bo gdy dorośnie, nie będziemy mogli puścić go wolno bez smyczy. Zamiast wesoło bawiącego się pieska, który nie zaczepia ludzi i słucha tylko nas, dostaniemy nie radzącego sobie ze sobą i z otoczeniem zwierzaka, który poleci za przypadkowymi ludźmi i psami. Jak nie będzie niczego/nikogo w okolicy, wystarczy cień muchy oddalonej o kilometr od nas, żeby też ruszył w taką pogoń. Trenerzy psów przyznają rację, że pies nie będzie w żaden sposób cierpiał, jeżeli nie pozwolimy mu się bawić z innymi, przypadkowymi, bo wtedy bardziej skupi się na nas i ponownie będzie lepiej się słuchał. Nie chodzi o żadne ograniczanie świata zwierząt pod ludzkie normy, ale o większe zrozumienie rzeczywistości na poziomie człowiek-pies, między istotami, które nie mogą skorzystać z żadnego słownika. Nawet z Google Translate.

Tak samo jest z ocenianiem rzeczywistości politycznej. Nie ma różnych jej wersji, to, co dobre dla ludzi, istnieje w jednej formie. Jest nią doświadczenie, spokój i skuteczność argumentacji. Na nic rozdrabnianie się na te same hasła powtarzane do znudzenia, na nic zatrzymywanie się w rozwoju na krzywdach sprzed lat czy dekad. Rzeczywistość jest jedna i wciąż ulega postępowi. Nie można dać się omamić tym, którzy z pozoru chcą dla nas lepiej i wiedzą, co powinniśmy robić.

Jeżeli przekaz byłby zbyt zawiły, powtórzę: nie można głosować na polityczną miałkość i brak charakteru w postaci Andrzeja Dudy. To postać dwulicowa, koniunkturalna, pozbawiona chęci do stanowienia o sobie. Nie jest to ktoś, kto może stać na czele państwa. W tej sytuacji należy zagłosować na Bronisława Komorowskiego.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL