REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Sport

Tenis

Puchar Davisa wiecznie żywy

Krzysztof Rawa 09-02-2012, ostatnia aktualizacja 09-02-2012 23:43
Novak Djoković
źródło: AFP
Novak Djoković

Pogłoski o agonii najstarszych rozgrywek drużynowych są mocno przesadzone. Wbrew krytykom żyją i mają się nieźle

Stabilny system rozgrywek, obecność w 132 krajach, ponadstuletnia tradycja, niezapomniane emocje wielkich finałów, mecze przechodzące do legendy – to są zalety Pucharu, który od lat bywa atakowany przez niektórych tenisistów za archaiczną formułę i nadmierne zwiększanie obowiązków w gęstym kalendarzu startów.

Gry pod narodową flagą odmawiali nawet Jimmy Connors, Pete Sampras i Andre Agassi. Dzisiejsze propozycje reform wysuwane przez Rafaela Nadala i Andy'ego Murraya: zastępstwo w postaci jednego turnieju o Puchar Świata lub przejście do rozgrywek rozłożonych na dwa lata, to też echa przeszłości.

Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) – organizator Pucharu – broniąc tradycji, wciąż twardo broni wyjątkowości pomysłu Dwighta Davisa. Ustępuje krytykom niewiele, raczej zachęca nieprzekonanych, podpisując z ATP Tour porozumienia o przyznawaniu za grę dla drużyny punktów rankingowych (od 2009 roku), uzgadniając terminy gier z wyprzedzeniem (dziś znane są do 2013 roku) i zezwalając na skasowanie piątego meczu, gdy po czterech wynik spotkania jest przesądzony.

Wygląda na to, że ITF walki nie przegrywa, choć Pat Rafter twierdzi, jak wielu innych, że bez gwiazd Puchar Davisa umrze. Zmęczeni gwiazdorzy oczywiście kapryszą, ale nawet jeśli jak Nadal, David Ferrer czy Novak Djoković ograniczają niekiedy starty daviscupowe (w tym roku dochodzi wymówka olimpijska), to po latach wracają. Dobry przykład w ten weekend da Roger Federer w meczu Szwajcarii z USA w pierwszej rundzie Grupy Światowej, nie będzie się lenić Tomas Berdych w spotkaniu Czech z Włochami ani najlepsi Francuzi walczący z Kanadą.

Jeśli nawet kogoś brakuje, to Puchar Davisa i tak w odbiorze publicznym pozostanie świętem tenisa, nierzadko, jak podczas finału Serbia – Francja w 2010 roku w Belgradzie, demonstracją uczuć patriotycznych. Novak Djoković mówił nieraz, że tamto zwycięstwo dało mu także siłę do ekspresowego pokonania drogi na szczyt rankingu ATP. Z każdego finału pozostają na długo w pamięci męskie łzy szczęścia lub rozpaczy, szampan na głowach mistrzów, triumfalne pochody, odznaczenia państwowe i wizyty u prezydentów.

Zostają opowieści o kibicach, zwłaszcza z trybun południowoamerykańskich, gdzie oślepianie tenisistów gości blaskiem słońca z lusterek to bardziej uprzejma forma przeszkadzania. Niezmienne emocje budziły i budzą afery z gospodarskim przygotowaniem nawierzchni. Najbardziej znany przykład dali Rosjanie w 1995 roku, polewając hektolitrami wody kort ziemny na Łużnikach przed meczem z USA (ale mecz przegrali). Bywało, że napięcie tworzyli nieuczciwi sędziowie, jak w finale Rumunia – USA w 1972, gdy Stan Smith wygrał z Ionem Tiriakiem decydujący mecz, który nazwano "najgorzej sędziowanym w historii tenisa".

Puchar Davisa bywa czasem jedyną okazją obejrzenia dobrych tenisistów w krajach, gdzie rzadko albo nigdy nie goszczą turnieje ATP. W Polsce, która walczy w Pucharze od 1925 roku, dzięki słynnym rozgrywkom widzieliśmy Bjoerna Borga, Karla Meilera, Adriano Panattę i Corrado Barazzuttiego w czasach Wojciecha Fibaka albo Luisa Ayalę, Francisco Contrerasa lub Mario Llamasa w czasach Władysława Skoneckiego. Nie można zapomnieć o sławach przedwojnia, takich jak Henner Henkel, Roderich Menzl czy Georg Von Metaxa, które też bywały w Warszawie.

Mamy także swoje małe i wielkie legendy daviscupowe: o meczach z Iranem w hali Gwardii, w których grał Mansour Bahrami, wciąż znany jako tenisowy komik. O pierwszym spotkaniu z Brytyjczykami w Warszawie, gdy 41-letni Gordon Lowe pokazał Polakom, że nie liczy się wiek, lecz umiejętności. O niezwykłym zakończeniu meczu Wojciecha Fibaka z Balazsem Taroczym na kortach Legii w 1974 roku, gdy grę przerwano z powodu zmierzchu przy stanie 2-1 w setach i 5:4 dla Węgra, a następnego dnia Polak obronił trzy piłki meczowe przy serwisie rywala i wygrał w pięciu setach. O meczu Fibaka z Borgiem, który Szwed miał ponoć poddać, gdyby przegrał trzeci set (wygrał 8: 6), bo spieszył się na samolot.

Zaczynający się dziś w Warszawie mecz z Madagaskarem chyba nie będzie kolejną cegiełką w tych opowieściach, bo rywale są za słabi.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

Komentarze

Dodaj komentarz

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany Załóż konto|Zaloguj się

Pozostało znaków: 2500

Zamknij

Przeczytaj też: >>

David Villa nie jedzie na Euro

David Villa, król strzelców poprzednich mistrzostw Europy w 2008 roku, nie zagra na Euro 2012 - ogłosiła wieczorem Hiszpańska Federacja Piłkarska >>
reklama