Narciarstwo
Kamil będzie jeszcze lepszy
Rozmowa "Rz" Łukasz Kruczek, trener kadry skoczków, o Kamilu Stochu, krytykach i problemach ze szkoleniem
"Rz": Trudno być trenerem Kamila Stocha?
Łukasz Kruczek: A czy są jacyś zawodnicy, których trenować łatwo?
Kamil się jednak wydaje wyjątkowy. Jak mało kto ciągle analizuje siebie, sam szuka pomocy psychologa, itd.
Myślę, że każdy skoczek analizuje siebie, po prostu nie każdy o tym mówi. Mamy zawodników jeszcze mocniej skupionych na każdym szczególe, tylko że im to akurat nie wychodzi na dobre. Czasem trzeba przyjąć najprostsze rozwiązanie. I pod tym względem Kamil jest skoczkiem bardzo karnym. Ufnym. Robi wszystko na sto procent. A jeśli czasami nie jest do czegoś przekonany, mówi o tym.
Obecny sezon ma niesamowity, już zdobył więcej punktów niż w całym poprzednim, a zostało jeszcze osiem konkursów. W Predazzo w niedzielę wygrał pięknie, nawet noty za styl miał lepsze od Gregora Schlierenzauera.
Kamil po prostu skacze ładnie. Jeśli mu się nie zdarzy zachwianie przy lądowaniu, albo jednej nogi nie trzyma nieco wyżej, to nie ma za co odejmować mu punktów: ani nartami nie wachluje, ani ich nie krzyżuje. W czołówce się już rozgościł i również dzięki temu jest przez sędziów inaczej postrzegany. Skacze jak od niechcenia, po tym się rozpoznaje zawodnika w formie.
W Predazzo kolejny raz w tym sezonie po słabych treningach przyszedł lepszy pierwszy konkurs i rewelacyjny drugi. To jakiś plan?
Tak już wychodzi, podobnie było w Sapporo. Kamil jest bardzo delikatny, jeśli chodzi o motorykę. Reaguje na wszelkie zmiany: na dłuższe podróże, mocniejsze treningi. Pierwsze dni w Japonii były dla niego trudne, po powrocie z Sapporo też potrzebował więcej czasu niż inni, by dojść do siebie. A poza tym trochę więcej eksperymentujemy podczas treningów i kwalifikacji.
Jest problem, gdy Kamil prowadzi po pierwszej serii? W Innsbrucku i Sapporo nie utrzymał w serii finałowej pierwszego miejsca.
Wygrywania naprawdę trzeba się nauczyć. Dla Kamila przełomowe były zwycięstwa w letnich Pucharach Kontynentalnych dwa lata temu. Posmakował, jak to jest prowadzić po pierwszym skoku. Umówmy się, niewielu zawodników ma szansę tego doświadczyć. Teraz Kamil się oswaja z tą sytuacją na wyższym poziomie. Znów się uczy. On jeszcze nie pokazał wszystkiego.
W Predazzo zachował się nietypowo jak na siebie, powiedział otwarcie: za rok, gdy będą tu mistrzostwa świata, pierwsze i siódme miejsce, jak w ten weekend, mi nie wystarczy.
On ma ambitne cele, słyszałem kiedyś przed letnimi zawodami w Niemczech, jak mówił na konferencji prasowej: "Chcę być najlepszy na świecie. Nie wiem, jak długo mi to zajmie, gwarancji żadnych dać nie mogę, ale to jest mój cel".
Zwykle jednak woli się chować za deklaracjami o dobrych skokach, o tym, że konkursy mają go cieszyć, itd. To dobrze, że mówi odważniej?
Dla mnie jest najważniejsze, co Kamil pokazuje na skoczni. On wie, że jest w stanie wygrać z każdym.
Gregor Schlierenzauer mówi, że ten sezon traktuje jako eksperyment, bo właśnie się tworzą skoki przyszłości: kto się nie przestawi na nowy styl, ten nie będzie miał szans na wygrywanie. Co ma na myśli?
To się nie zaczęło teraz, tylko rok temu, choć wtedy jeszcze może nie było tak zauważalne. Zmianę wymusiły przepisy o skróceniu nart i rzeczywiście, kto nie zmienił techniki, ten ma problemy. Chodzi o inny kąt odbicia, bo narty już nie mają tak dużej powierzchni nośnej. Krótko mówiąc, nie da się już na nich tak polatać. Trzeba znów skakać. Niektórzy zawodnicy musieli w kilka lat skrócić deski o kilkanaście centymetrów. To jest ogromna zmiana. Najbardziej ucierpieli starsi, im trudniej się przestawić. Okazało się, że te nowe sposoby mimo skrócenia nart działają tak dobrze, że jury zaczęło skracać też rozbieg, żeby nie kończyło się przeskakiwaniem skoczni.
Mimo zwycięstw Kamila, przeciwników panu nie brakuje. Krytyka Wojciecha Fortuny to coś osobistego? Fortuna mówi, że Stoch powinien jak najszybciej poszukać nowego trenera, zażyczyć sobie Miki Kojonkoskiego, albo Hannu Lepistoe, że przez pana inni skoczkowie się gubią.








