W sieci opinii

I am Polański

Anna Kozicka–Kołaczkowska
archiwum prywatne
Niczego nie brak nam dziś w Polandii bardziej rozpaczliwie, niż godności.

- Obywatelstwo?- Polskie, niestety...- słyszę westchnienie. W urzędzie, przy sąsiedzkim stoliku dwaj młodzi wypełniają papiery paszportowe. Spływają stąd nurtem strasznego, polskiego krwotoku na te azbesty, zmywaki i autobusy. Tutaj nic ani nikt im nie mówi, że fajnie być Polakiem. Tutaj nie ma już dla nich kopalń, stoczni, hut, cukrowni, tkalni, ani fabryk. Wkrótce nie będzie dla nich lasu, ni ziemi. Wszystko to mogliby mieć i jeszcze dużo więcej, ale zostali zdradzeni. Spylają ku euforii partaczy, gdyż poprawią wskaźniki gniewnej nędzy. Ojczyzna nie jest dla nich kochającą matką, tylko sprzedajną latawicą. Polandia wypycha swoje piękne, zdrowe, mądre dzieci na służbę do białego pana.

W zgniłych, polandyjskich okolicznościach więc, sprawa ekstradycji Romana Polańskiego do USA, której rozstrzygnięcia można się wkrótce spodziewać, jest paradoksalnym ewenementem. Dla reżysera – obywatela światowej kultury - polskie obywatelstwo może okazać się szansą. Ludzie, ludzie, cuda w tej budzie! Myślę, że pod żadnym pozorem nie możemy pozwolić, by stało się inaczej. Polak powinien dziś być Polańskim. Obrona Polańskiego jest także dla każdego stłamszonego Polaka szansą na doświadczenie chwili godności. Niczego nie brak nam dziś w Polandii bardziej rozpaczliwie, niż godności.

Polandia to niedojda, od której najłatwiej wyłudza się absurdalne haracze pod byle pretekstem. To dla Grecji na zadatek dla miłej, brukselskiej atmosfery pracy. To dziś dla Herr Junckera - na ochotnika i tylko sześć razy więcej niż Hiszpania, choć filantropia jego planu przyczyni się do likwidacji polskiego górnictwa. Coraz drożej kosztują nas brukselskie posadki. Niejedno zmarnowane życie. Jak wytłumaczyć zaś te niesłychane przetargi na śmigłowce, perwersyjną „uczciwość" komisji nie pozwalającą na kroplówkę dla polskich fabryk w dziele zasilenia francuskiego przemysłu? Maksymalny wypęk na byle europejskie pstryknięcie sprawia, że z suwerenności i autorytetu Polandii drwi sobie nawet Ukraina w rozsypce.

Za granicą natomiast Polandia to kraj likwidowanych pośpiesznie i z lekceważeniem potrzeb emigrantów polskich placówek. Bezpowrotna utrata, w karygodnych jakichś intencjach, prestiżowych nieruchomości fundowanych Polakom przez wielkich patriotycznych przodków jest zagładą historii i kultury materialnej polskiej emigracji. Typowy dla stosunku Polandii do tego dziedzictwa jest skandal z paryskim hotelem Lambert. W toku jest zaprzepaszczanie rozkradanego i trzykroć od nowa zaopatrywanego przez Polonię budynku Muzeum w Rapperswilu. Z cudownego, górującego nad miasteczkiem i jeziorem zamku wypiera je obrotny Szwajcar, szkaluje w prasie, a wnętrza przeobraża w pomieszczenia bankietowe. Polacy w swoim rapperswilskim zameczku są traktowani jak intruzi. Sztorcowani, że przemykając się w na piętro do sal muzeum rażą turystycznymi strojami szwajcarskich wykwintnisiów. Już widzę, jak ci, znający w sumie mores, tubylcy panoszyliby się w zamku ruskim, białoruskim, niemieckim, rumuńskim, ba, w normalnym klubie LGBTQ. Tylko, że my siedzimy z przerażoną mamusią w kiblu, no bo kuchnia to przecież już dawno nie jest.

Polandia jest krajem, któremu nie zaufa nawet białoruski dysydent. O czym tu gadać, gdy Łukaszenko waży się właśnie uniezależniać od ruskiej energetyki. Nie to, co ogłupiała Polandia już z kasą dla Junckera w zębach. Na horyzoncie pańszczyźnianych fornali genetycznie zaślepionych widokiem chleba z omastą i kranu z ciepłą wodą Bóg, Honor, Ojczyzna, Wolność, Historia są niczym.

Szef FBI oświadcza zatem bez ryzyka, że za potwarz nazwania Polaków winnymi Holocaustu nie będzie się kajał. Nie ma szans, że słówko o Niemcach, jako faktycznych agresorach i mordercach Polaków, Żydów i innych nacji przypadkiem mu się wypsnie. Polandii ta bezczelna mowa nie przeraża, ani nie obraża. Trzęsie się przecież w kiblu, a mamusia trzyma drzwi. „Oskar" dla nudnej, niezbornej, kłamliwej „Idy" zadanej światu do obowiązkowego zachwytu, haniebne „Pokłosie", triumfy „Naszych matek" to nieprzypadkowe, mocne argumenty. Liczy się satysfakcja Niemców – metodycznych fałszerzy historii. Amerykańskiego kłamcy, jak dotąd, nie zamierzają więc ścigać ani polandyjski rząd, ani sądy, tak zasadnicze wobec łamania prawa najlepszych obywateli do korupcji. Amerykanina należałoby osądzić, zażądać jego ekstradycji, zakuć w kajdanki, posadzić za krzywdę uczynioną pokoleniom Polaków. Wrzasnąć – basta!- a przypadkowe przejęzyczenia dla niemieckiej przyjemności na naszą szkodę od razu by zrzadziały. Jesteśmy jednak, wiadomo gdzie. „Kanalizacja, to nie rzeka" – jak mówi poeta Jonasz Kofta.

A sojusznicy nasi pokrętni są. Wymiar sprawiedliwości USA od 30 lat gnębi Romana Polańskiego za niewylegitymowanie w porę nieletniej imprezowiczki. Na nic skrucha ściganego, lata udręczeń, ugoda sądowa, przebaczenie kombatantki celebrytyzmu. Czy to nie pyszne, że rzecz kotłuje się w kraju, który od lat promuje dziecięcy seksapil Lolity wynosząc ją na piedestał współczesnej ikony? Powieść ruskiego emigranta Nabokova jest perwersyjną spowiedzią wyrafinowanego pedofila. Opisem manipulacji, oszustwa i długotrwałej przemocy wobec porwanej i otumanionej dziewczynki. Jest głównie rekapitulacją wielomiesięcznej podróży przez Stany, której jedynym celem jest bezwzględne wykorzystanie seksualne dziecka. Z pełną, zwyrodniałą świadomością, jakim koszmarem jest dla małej chora skłonność dorosłego uwodziciela. Wokół tematu Lolity powstało wiele filmów różnego gatunku, a każdy jest reklamą pedofilii, dorabianiem romantycznej otoczki i kontekstu filozoficznych i kulturowych usprawiedliwień. Żaden z twórców i promotorów książek i filmów tego nurtu dotąd nie siedzi, a niemal wszyscy są winni zachęty do pedofilii i społecznej jej inicjacji.

Jednocześnie i farmacja Polandii wywalczyła sobie prawo do sprzedaży tabletek wczesnoporonnych dla nieletnich, dziwnie nie bacząc na potencjalną nierentowność tego interesu, bowiem tylko Kościół uchodzi tu za ośrodek pedofilii. I dziecięce lolitki sprzedawane w medialnym biznesie dorosłych, zaludniły już także głowy polandyjskich ofiar TVP. Skądeś się bierze ten pokoleniowy, zblazowany, nienaturalnie smutny i obojętny wyraz twarzy nimfetek na wybiegach i zdjęciach kreatorów mody, który jest dziś ich firmową miną na całym świecie. Logistycy pedofilskiego biznesu „modellingu", łącznie z rodzicami „modelek" i młodocianych celebrytek, także nie zapełniają, niestety, więziennych cel, a powinni.

Jest w historii nękania Polańskiego jakaś tajemnica. Jak w fakcie, że niemieccy mordercy milionów polskich i żydowskich ofiar - hitlerowscy degeneraci II Wojny Światowej dożywają swych dni w spokoju i komforcie pod okiem i ochroną sprawiedliwości USA. A ta pomoc ludobójcom wojennym wygląda na afirmację zbrodni przeciwko Polakom i Żydom i wielu innym nacjom. Takie to sobie polsko - amerykańskie zagadki. I AM POLAŃSKI.

Źródło: W Sieci Opinii

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL