"Rzeczpospolita" ustaliła
W lubelskim radiu zwalniają na żywo
Dwóch dziennikarzy Radia Lublin straciło pracę, gdy prowadzili audycję
– To zdumiewające, jak nas potraktowano – mówi Wojciech Pokora, radiowiec specjalizujący się w tematyce międzynarodowej, który z Pawłem Bobołowiczem prowadził autorski program Orient Express.
We wtorek wieczorem podczas audycji na żywo w studiu pojawiły się główna księgowa i kadrowa rozgłośni. Wręczyły im decyzję p.o. prezesa stacji o zakończeniu współpracy.
Szefem Radia Lublin jest z rekomendacji Partii Regionów Lech Szymańczyk. Bobołowicz i Pokora nie ukrywali krytycznej o nim opinii. – To aparatczyk, który nie nadaje się do pracy w radiu – mówią.
W poniedziałek nastąpiło apogeum konfliktu. Dziennikarze się dowiedzieli, że treść Orient Expressu muszą uzgadniać z kierownictwem stacji. – Nie mogliśmy przyjąć takich warunków, więc uznaliśmy, że czas zakończyć współpracę – mówi Bobołowicz.
Na początku wtorkowej audycji pożegnali się ze słuchaczami. – Oficjalne rezygnacje chcieliśmy złożyć następnego dnia, ale widać prezesowi bardzo się spieszyło – opowiada Pokora.
Oficjalnym powodem wypowiedzenia było nierozliczenie się z delegacji i telefonów służbowych. – Nie odpowiadali na korespondencję księgowej wzywającą do uregulowania tych spraw – tłumaczy Szymańczyk.
Dlaczego stało się to w programie na żywo? – To niefortunny, ludzki błąd – przyznaje Ryszard Montusiewicz, naczelny stacji. Zapewnia, że kierownictwo nie zamierzało ingerować w treść programu, tylko przypomniało o obowiązkach dziennikarzy. – Jedną z zasad pracy w Radiu Lublin jest przedstawianie scenariuszy audycji. Panowie Bobołowicz i Pokora tego obowiązku nie wypełniali – mówi.
– To wymyślony pretekst, który nie ma nic wspólnego z prawdą – ripostuje Bobołowicz.
Jan Łopata, poseł PSL i członek Rady Programowej Radia Lublin, jest zaskoczony. – To nie ma nic wspólnego z dobrymi obyczajami i kulturą – uważa.














