Moskwa daleko od Brukseli

Anna Słojewska 19-11-2009, ostatnia aktualizacja 19-11-2009 01:23

Szczyt UE – Rosja: Miedwiediew usłyszał, że w jego kraju jest źle z demokracją. Jednak nawet tego nie skomentował

Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew i przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barosso
źródło: AFP
Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew i przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barosso

Dmitrij Miedwiediew chciał przenieść szczyt ze Sztokholmu, który stoi obecnie na czele UE i zwyczajowo przez pół roku gości takie spotkania, do Brukseli. Rosyjski prezydent nie chciał przyjeżdżać do szwedzkiej stolicy po tym, jak w sierpniu 2008 roku szef MSZ Szwecji Carl Bildt porównał rosyjską operację w Gruzji do postępowania nazistów w czasie II wojny światowej.

Ostatecznie jednak zmienił zdanie i przyjechał do Sztokholmu. Pytany wczoraj o tę pamiętną wypowiedź uśmiechnął się tylko i nazwał ją przesadną. Darował sobie wykłady o moralności, którymi zwykł raczyć unijnych polityków i dziennikarzy Władimir Putin. Ale to, że jego miejsce zajął bardziej umiarkowany w słowach Miedwiediew, nie oznacza, że stosunki między Unią i Rosją uległy poprawie.

Szwedzki premier Fredrik Reinfeldt nie wahał się mówić o „pogorszeniu” sytuacji w Rosji w zakresie praw człowieka, demokracji i państwa prawa. Miedwiediew milczał. Na stwierdzenie Reinfeldta, że Rosja powinna wypełnić postanowienia pokojowe dotyczące wycofania swoich wojsk z Osetii Południowej i Abchazji, zareagował pojednawczo, przyznając, że są różnice zdań. –Ale nie powinniśmy dramatyzować, tylko rozmawiać i zbliżać nasze stanowiska – stwierdził.

I tak UE i Rosja oddalają się od siebie w najważniejszych sprawach, ale prowadzą negocjacje na temat bieżącej współpracy. UE podkreśliła, że będzie popierać starania Rosji o członkostwo w Światowej Organizacji Handlu (WTO), a rosyjski prezydent przekonywał, że proponowana unia celna między jego krajem a Białorusią i Kazachstanem nie będzie miała negatywnych skutków dla UE.

W sprawach współpracy energetycznej, najgorętszym temacie biznesowym, ale też politycznym, w obliczu nadchodzącej zimy, ustalono niewiele. Już w przeddzień szczytu obie strony podpisały porozumienie o stworzeniu mechanizmu wczesnego ostrzegania. W myśl tej umowy zakręcenie kurka z gazem płynącym do UE, jak miało to miejsce choćby ostatniej zimy z powodu sporu z Ukrainą, będzie poprzedzone ostrzeżeniem. Rosja nie zobowiązuje się jednak do nieprzerwanych dostaw surowca swoim europejskim partnerom.

Ciągle nie chce też przyjąć Karty energetycznej, która zapewniałaby równe traktowanie zagranicznych firm inwestujących w rosyjskim sektorze energetycznym.

Głównym tematem szczytu stało się ocieplenie klimatu. Na początku grudnia w Kopenhadze odbędzie się światowa konferencja, która ma ustalić, jak szybko i za czyje pieniądze państwa będą ograniczać emisję CO2. – Dokonaliśmy dziś ogromnego postępu – powiedział José Barroso, szef Komisji Europejskiej. Miedwiediew obiecał, że Rosja zobowiąże się do obniżenia emisji o 20 – 25 proc.

Opinie dla „Rzeczpospolitej”

Tomas Valasek

Centre for European Reform w Londynie

Nie ma zbyt wielu tematów, o których Unia Europejska i Rosja mogłyby dyskutować. Ambicje sprzed kilku lat, że uda się Rosję przybliżyć do europejskich wartości, wciągnąć ją do europejskiej polityki w różnych dziedzinach, spełzły na niczym. Pokazał to dobitnie ubiegłoroczny konflikt Rosji z Gruzją. Dziś wręcz widać rosnące rozczarowanie państw członkowskich Unii Europejskiej sytuacją w Rosji.

Stosunki między Unią Europejską i Rosją, podobnie zresztą jak między NATO i Rosją, koncentrują się dziś na kilku dosłownie praktycznych zagadnieniach – przy całym szacunku dla problemu zmian klimatycznych. Jeśli Unia Europejska podaje ustalenia w tej sprawie jako główny sukces szczytu, to znaczy dobitnie, że obie strony nie bardzo mają o czym rozmawiać. Na takim szczeblu, między wielkimi partnerami, zmiany klimatyczne nie mogą być jedynym ważnym tematem. —not. a.sł.

Siergiej Michiejew

Centrum Technologii Politycznych w Moskwie

W ostatnim czasie wszystkie kolejne szczyty UE – Rosja stały się do siebie podobne. Łączy je to, że są pełne pozytywnych deklaracji, a nie widać żadnych efektów konkretnych decyzji. Myślę, że to kwestia pewnego okresu przejściowego, tymczasowego status quo, którego po prostu z obiektywnych powodów nie można na razie przełamać. Europa nie może nie uznać Rosji za ważnego gracza, tak w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego, jak i w sprawach bezpieczeństwa w ogóle.

Z drugiej jednak strony konkretne kroki w kierunku zbliżenia są hamowane przez wewnętrzne problemy samej UE. To kryzys decyzyjny, który w bardzo poważnym stopniu dotyczy także polityki zagranicznej. Przede wszystkim istnieje w UE całe spektrum opinii na temat stosunków z Rosją. Konsensus jest wykluczony, m.in. z tych samych powodów, które hamowały podpisanie traktatu liz-bońskiego. Do wspólnych decyzji dotyczących polityki zagranicznej konieczne jest pewne ponadnarodowe zarządzanie, a na to państwa UE nie chcą się zdecydować. I dlatego mamy z jednej strony deklaracje, z drugiej – przestój. —not. prus

Rzeczpospolita