Publicystyka

Rosyjski wkład w polską zbrojeniówkę

materiały prasowe
Za uczciwe podejście do biznesu Rosji przyszło zapłacić wysoką cenę. Nie jest wykluczone, że w czasie operacji przymuszenia Gruzji do pokoju w sierpniu 2008 roku właśnie rakietą Grom został zestrzelony rosyjski bombowiec Su-24 – piszą rosyjscy eksperci.

Krytyczna analiza stanu i perspektyw rozwoju polskiego przemysłu obronnego opublikowana niedawno w „Rzeczpospolitej” przez byłego wiceministra obrony Polski Andrzeja Karkoszkę wywołała dużezainteresowanie ekspertów rosyjskich, do których należą także autorzy niniejszego tekstu. Problemy współpracy wojskowo-technicznej poruszone przez autora są ważne zarówno dla Rosji, jak i jej partnerów.

Oceniając wyniki rozwoju przemysłu obronnego postkomunistycznej Polski, Karkoszka ubolewa, że rezultaty ostatnich 25 lat wyglądają bardziej niżskromnie, a na tle osiągnięć Dwudziestolecia Międzywojennego - po prostu przygnębiająco.

Zacznijmy od konstatacji, że z pokolenia na pokolenie nakłady na projektowanie, produkcję i eksploatację systemów uzbrojenia, szczególnie tych bardziej skomplikowanych, wielokrotnie rosną. Zwiększają się teżnakłady na organizację oraz finansowanie współpracy naukowo-produkcyjnej. Całkiem naturalne jest więc to, że osiągnięcie ostatecznego, pożądanego rezultatu jest coraz trudniejsze, trwa  coraz dłużej, a proces wymaga wykorzystania coraz większych środków finansowych, materialnych oraz nakładów pracy. Jednocześnie więc wartość osiągniętego rezultatu za każdym razem okazuje się o wiele większa. Przy tym rozwiązanie klasycznego dla przemysłu obronnego każdego kraju zadania osiągnięcia optymalnej relacji nakładów i parametrów technicznych (cost-performance trade-offs), tego czy innego programu uzbrojenia często komplikuje jeszcze kontekst historyczny. I w tym przypadku Polska nie jest wyjątkiem.

Przykład Brazylii

Kto na przykład poza wąskim kręgiem specjalistów pamięta o tym, że w swoim czasie Brazylia zatrzymała się na krok od uruchomienia seryjnej produkcji podstawowej wersji czołgu Osório, należącego do trzeciego pokolenia maszyn bojowych tej klasy. A przecież, kiedy kończyła się „zimna wojna”, Brazylijczycy mieli bardzo rozwinięty kompleks obronno-przemysłowy stworzony w czasie, kiedy krajem rządzili wojskowi (1964-85). Dzięki nim w latach 70. Brazylia weszła do piątki największychświatowych producentów broni i techniki wojskowej, stała się regionalnym liderem w sferze produkcji podstawowych systemów broni, które eksportowała do krajów Ameryki Łacińskiej, Afryki i Bliskiego Wschodu. W produkcję broni zaangażowanych było 120 wiodących przedsiębiorstw przemysłowych oraz instytutów naukowych, w których pracowało 30 tys. ludzi. Z wytwórniami broni współpracowało 350 firm dających pracę 100 tys. ludzi.

Jednak w połowie lat 90., kiedy w kraju zaczęły przybierać na sile procesy demokratyzacyjne, a szczególnie gdy zmieniła się globalna sytuacja wojenno-polityczna, zainteresowanie problemami obrony i armii zmalało, polityka państwa zaś skoncentrowała się na rozwiązywaniu problemów związanych ze wzrostem gospodarczym i rozwojem społecznym. Znaczenie firm brazylijskich na światowych rynkach broni, zmniejszyło się, a eksport wielu rodzajów broni praktycznie się skończył.

Taka sytuacja trwała do połowy pierwszej dekady obecnego wieku, kiedy w kraju pojawiły się materialne i finansowe możliwości dla istotnego wzmocnienia kompleksu obronno-przemysłowego, a z drugiej strony sytuacja międzynarodowa stała się mniej stabilna, co skłoniło Brazylijczyków do podjęcia kroków skierowanych na umocnienia narodowego potencjału obronnego.

Nowa polityka wojskowo-ekonomiczna ma na celu wzmocnienie krajowego kompleksu obronno-przemysłowego, rozszerzenie oferty produkowanych na wewnętrzny i zagraniczny rynek rodzajów broni. Członkowie rządu podkreślają, że bardzo niewielki (około 0,1 proc.) udział Brazylii wświatowym eksporcie broni, będący wynikiem załamania z lat 90., nie odpowiada ani potencjałowi, ani możliwościom kraju zajmującego siódme wświecie miejsce pod względem wielkości PKB. Przy tym Brazylijczycy stawiają na włączenie swego kompleksu obronno-przemysłowego do globalnego systemu podziału pracy.

Klon Igły

Wróćmy jednak do spraw polskich i postarajmy się obiektywnie spojrzeć na osiągnięty w ostatnich 25 latach rezultat. Jakkolwiek paradoksalne by się to wydawało, mimo że zakres współpracy wojskowo-technicznej Polski z Rosjąstopniowo się zmniejszał, a po  wstąpieniu waszego kraju do NATO w 1999 roku została ona zredukowana do minimum, polski przemysł obronny był w stanie utrzymać na zadowalającym poziomie remont i modernizacjęmyśliwców MiG-29 oraz myśliwców bombardujących Su-22, śmigłowców transportowo-bojowych Mi-24, desantowo-transportowych helikopterów Mi-8/Mi-17, podstawowej wersji czołgów T-72M1, bojowych maszyn piechoty BMP-1, zenitowo-rakietowych kompleksów S-125 „Newa”, S-200 „Wega”, 2K11 „Krug”, kutrów rakietowych projektu 1241 i łodzi podwodnej projektu 877E, przeciwczołgowych kompleksów rakietowych 9K115 „Metis” i 9K111 „Fagot”, a także szeregu innych systemów uzbrojenia i części do nich. Polacy remontują  i modernizują rosyjską broń nie tylko dla swoich siłzbrojnych, lecz również na zlecenie kontrahentów zagranicznych.

Według nas jest to rezultat nie mniej ważny, a może nawet z punktu widzenia zagwarantowania potencjału obronnego Polski ważniejszy niżstworzenie nowych typów broni i nowych mocy produkcyjnych. Przy tym i w dziedzinie odnowienia oferty polskiego przemysłu obronnego Rosja wniosła swój wkład. Przekazanie firmom polskim technologii przez Konstruktorskie Biuro Budowy Maszyn w Kołomnie (KBM) i Zjednoczenie Optyczno-Mechaniczne w Sankt-Petersburgu (LOMO) za bardzo skromnąsumę, pozwoliło Polakom zakończyć prace nad skonstruowaniem i wdrożeniem do produkcji, a potem i modernizacją przenośnej rakietowej wyrzutni „Grom”, która w istocie rzeczy jest klonem rosyjskiej „Igły”. Przy tym Rosjanie nie okazali się małostkowi i nie ograniczyli reeksportu produkcji polskiej, co pozwoliło sprzedawać ją Litwinom i Gruzinom. Za to uczciwe podejście do biznesu Rosji przyszło zapłacić cenę. Nie jest wykluczone, że w czasie operacji przymuszenia Gruzji do pokoju w sierpniu 2008 roku właśnie Gromem został zestrzelony rosyjski bombowiec Su-24 i uszkodzone zostały dwa-trzy samoloty szturmowe Su-25.

Własnymi siłami

Na tle biznesowej uczciwości demonstrowanej przez Rosję w stosunkach z tak niełatwym partnerem jak Polska, zaskakujące jest to, że Polacy potrzebowali aż 25 lat, by zrozumieć, iż niemożliwa jest ich jakakolwiek poważna współpraca w dziedzinie wojskowo-technicznej z USA na poziomie wyższym niż podstawowy. Nie chcemy oceniać, czy to dobrze czyźle, ale nie możemy nie skonstatować tego faktu. Tak samo, jak nie możemy nie zadać pytania: czy polski przemysł obronny może własnymi siłami zapewnić gotowość techniczną, remont i modernizację zachodnich rodzajów broni wprowadzonych do uzbrojenia polskich sił zbrojnych przez ostatnią dekadę tak, jak to się udało zrobić w przypadku broni rosyjskiej?

Wydaje się nam, że wszystkie trzy przedstawione przez pana Karkoszkęscenariusze rozwoju polskiego kompleksu przemysłowo-obronnego, a nawet ich możliwe kombinacje nie w pełni oddają realia globalnych procesów w sferze tworzenia oraz produkcji współczesnych i perspektywicznych systemów uzbrojenia. Można oczywiście wiązać nadzieje ze szczodrościąojczystego klienta czy uczciwością zamiarów konkurentów-partnerów, czyli europejskich przedsiębiorstw obronnych, ale duma z własnych narodowych sukcesów i ambicje w stawianiu sobie zadań nie powinny zaćmiewaćrozumu.

O tym, że USA nie są gotowe dzielić się technologiami, napisał już Andrzej Karkoszka. Według niego można żywić nadzieję na integrację polskiego kompleksu obronnego, na warunkach pełnego partnerstwa, ze skonsolidowanym kompleksem naukowo-produkcyjnym europejskiego przemysłu obronnego (EDTIB) i z ogólnoeuropejskim rynkiem broni.

Według nas, proces konsolidacji europejskiej sfery obronno-przemysłowej zwalnia. W kwestii ogólnoeuropejskich kolektywnych zakupów broni eurocentrycznemu stanowisku Brukseli sprzeciwia się czwórka największych (w sensie ekonomicznym i wojenno-technologicznym) – państw - Wielka Brytania, Francja, Włochy i Niemcy - demonstrujących zdecydowany„nacjonalizm”. Podobne stanowisko zajmuje Polska, która potrafiła zrestrukturyzować swoje relacje ze państwami wojskowo-przemysłowej„czwórki”.

Bardzo trudno powiedzieć, jak w warunkach małej pojemności rynku europejskiego, niezwykle skromnych (w porównaniu z USA) budżetów obronnych i także skromnego finansowania bazy naukowo-doświadczalnej w tej sferze będą się dogadywać zainteresowane strony. Protekcjonizm jużdoprowadził do regionalizacji programów zakupów – kraje skandynawskie, kraje Grupy Wyszehradzkiej, alians anglo-francuski w ramach porozumieńlancasterskich, a w konsekwencji rozdrobnienia i tak niewielkiego rynku europejskiego, który może w przyszłości stać się jeszcze ofiarątransatlantyckiej strefy wolnego handlu (TAFTA/TTIP).

Jak Norwegia albo Izrael

Teoretycznie możliwymi modelami stałego rozwoju przemysłu obronnego Polski w sytuacji zaostrzającej się walki konkurencyjnej mogłyby się staćprzykłady Norwegii i Izraela.

W pierwszym przypadku chodzi o świadome ograniczenie swej obecności na międzynarodowym rynku zbrojeń do nielicznych segmentów (najważniejsze podsystemy skomplikowanych systemów broni) celem skupienia się na współpracy z integratorami obsługującymi największe w świecie obronne zamówienie USA i ich najbliższych sojuszników. Sprzyja temu wieloletnia w ramach NATO specjalizacja norweskiego kompleksu obronno-przemysłowego  skoncentrowanego na tworzeniu broni rakietowej i systemów kierowania ich ogniem.

W drugim przypadku mamy do czynienia z przejściem od gospodarki masowej produkcji do gospodarki know-how i specjalizacji w perspektywicznych kierunkach badań i podwójnych technologiach. Jednakowoż to wymaga przeznaczenia dużej części PKB na sferę naukowo-badawczą w dziedzinie obronności i także wysokiego (30 proc. w Izraelu przeciw 2 proc. w Niemczech) udziału obronnych programów w ogólnej sferze badań. Do tego dochodzi jeszcze gotowość USA do przeznaczania dodatkowych funduszy na finansowanie izraelskich badań w dziedzinie obronności.

Dla osiągnięcia bardziej ambitnych celów takich, jakie stawiają przed sobąkompleksy obronno-przemysłowe Turcji, Korei, Brazylii, Indii i szeregu innych państw niezbędny jest po pierwsze odpowiedni - czyli większy - PKB, a po drugie, choć może to jest ważniejsze – bohaterem społeczeństwa powinien zostać inżynier, a do elity powinni wrócić technokraci, których w ostatnich latach wyparli z niej ekonomiści, prawnicy i humaniści. A to niestety nie dzieje się ani w Polsce, ani w Rosji.

Autorzy są ekspertami Centrum Analiz Strategii i Technologii w Moskwie

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL