Remont i budowa na obszarze wpisanym do rejestru zabytków

aktualizacja: 12.02.2015, 17:27
Ul. Morszyńska na warszawskiej Sadybie
Ul. Morszyńska na warszawskiej Sadybie
Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Budowanie na obszarach wpisanych do rejestru to prawdziwe utrapienie. Wkrótce formalności będzie jeszcze więcej. Stracą na tym zabytki.

REDAKCJA POLECA

Osiedle Sadyba w Warszawie, Nowa Huta w Krakowie czy Konstancin-Jeziorna i Żyrardów to tereny wpisane do rejestru zabytków jako układ urbanistyczny. Oznacza to, że reżimowi konserwatorskiemu są poddane na nich również współczesne budynki. Bez zgody konserwatora nie da się tam nic wyremontować ani wybudować. Dla mieszkańców bywa to prawdziwym przekleństwem.

A po wejściu w życie noweli prawa budowlanego będzie jeszcze gorzej. Konserwator będzie wydawał zgodę nawet na poprowadzenie kabli telefonicznych w domu.

Zmiana zdania

O trudnościach przekonał się m.in. właściciel działki w warszawskiej dzielnicy Włochy, który chciał postawić dom jednorodzinny. Bez przeszkód dostał warunki zabudowy uzgodnione z konserwatorem zabytków. Kiedy wystąpił o pozwolenie na budowę, ten sam konserwator zgody nie wyraził.

980 układów urbanistycznych jest obecnie wpisanych do rejestru zabytków

Nie dziwi to Bogdana Dąbrowskiego, radcy prawnego z Urzędu Miasta w Poznaniu. – To się zdarza wcale nierzadko, choć tak nie powinno być – mówi. – Zgoda konserwatora ma charakter czysto uznaniowy, inaczej więc niż przy warunkach zabudowy czy pozwolenia na budowę. W tych dwóch wypadkach decyzje mają charakter związany. Oznacza to, że jeżeli inwestycja spełnia warunki z przepisów, to urzędnik musi wydać zgodę.

Podobny problem jest z zaleceniami konserwatorskimi.

– O ich wydanie może wystąpić inwestor, który przed podjęciem decyzji chce wiedzieć, co wolno na danej nieruchomości, a czego nie – mówi adwokat Rafał Dębowski. – Mój klient uzyskał zalecenia. Na ich podstawie został przygotowany projekt budowy. I konserwator zmienił zdanie. Odwołaliśmy się do sądu, a ten przyznał rację mojemu klientowi. Remont mógł przeprowadzić zgodne z zaleceniami, ale czasu i pieniędzy nikt mu nie zwróci – opowiada.

Ogarnąć tysiące spraw

Konserwatorzy bronią się nadmiarem spraw. Rocznie wpływa do nich tysiące wniosków.

– To bardzo dużo. Często nie są to proste sprawy – tłumaczy Antoni Oleksicki zastępca mazowieckiego wojewódzkiego konserwatora zabytków. – Najtrudniej jest w wypadku decyzji o warunkach zabudowy. Prezydent miasta (wójt, burmistrz) występuje do konserwatora zabytków, a ten ma 14 dni na zaakceptowanie danej inwestycji lub nie. Jeśli tego terminu nie dotrzyma, uznaje się, że wyraził milczącą zgodę. Dwa tygodnie to bardzo mało – podkreśla.

640 fragmentów miast uznano za zabytek, najczęściej w dużych aglomeracjach

Dodaje, że dużo zależy od jakości dostarczonych dokumentów. Bywa, że są mało precyzyjne i konserwator wydaje na ich podstawie zgodę, a kiedy trafia do niego projekt budowlany i się z nim zapozna wnikliwie, zmienia zdanie. Nie ma tu znaczenia, że obiekt jest nowy. Jeśli układ urbanistyczny jest wpisany do rejestru, to ochronie podlega układ przestrzenny.

Więcej formalności

Formalności jednak przybędzie. – Nowela prawa budowlanego przewiduje, że wszelkie roboty budowlane w obiektach i na obszarach wpisanych do rejestru zabytków będą wymagały pozwolenia na budowę i zgody konserwatora. Dotyczy to także tych robót, które obecnie nie wymagają żadnych formalności, jak postawienie pergoli czy ogrodzenia niższego niż 2,20 m, baraku na czas budowy czy rozprowadzenie instalacji telefonicznej w budynku – tłumaczy Mariola Berdysz, dyrektor fundacji Wszechnica Budowlana.

– Będzie jeszcze więcej niepotrzebnej biurokracji. Konserwatorzy zamiast ochroną zabytków, będą się zajmować drobnymi robotami. Napsuje to krwi i konserwatorom, i mieszkańcom – uważa mec. Dąbrowski.

W przyszłym tygodniu Sejm kończy pracę nad nowelą.

POLECAMY

KOMENTARZE