Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Historia

Wanda Marokini - nieznana twarz Rzeczpospolitej podziemnej '39

rp.pl
Państwo podziemne, które powstało 27 wrzeœnia 1939 roku, miało wielu niezwykłych bohaterów. I bohaterek. Niektórzy do dziœ pozostajš anonimowi. Tak stało się z Wandš Marokini, fascynujšcš pięknoœciš, przed wojnš brylujšcš na europejskich salonach i wiodšcš prym wœród polskich elit intelektualnych, w czasie wojny kierujšcš krakowskim sekretariatem komendy podziemnej walki zbrojnej.
Elegancka dama w sięgajšcych ponad łokcie wieczorowych rękawiczkach, z papierosem w długiej cygarniczce, pisarka, teozofka, wolnomularka, komendantka hufca tarnowskich harcerzy, krakowska konspiratorka, pomagajšca w organizowaniu ruchu oporu po 1939 roku, więŸniarka Ravensbruck... Trudno uwierzyć, że mowa o jednej osobie. Obracała się w najwyższych sferach rzšdowych, przyjaŸniła z ludŸmi na œwieczniku. A jednak historia zapomniała o niej, czy może raczej nigdy jej dokładnie nie zarejestrowała. A zasługi tej kobiety nie były banalne, tak jak i ona sama nie była tuzinkowa. Była bliskš współpracownicš generała Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego, działajšcego w sprawie tworzenia pierwszej podziemnej organizacji wojskowej po klęsce wrzeœniowej, Służbie Zwycięstwu Polski, będšcej zalšżkiem póŸniejszego Zwišzku Walki Zbrojnej. Coœ się jeszcze zacznie Zanim 28 wrzeœnia skapitulowała Warszawa, co stało się definitywnym dowodem na przegranš wojnę, każdy kolejny dzień szturmu nazistów na Polskę przekonywał o tym, że w tej wojnie mierzš się nierówne siły. Oczywiste było, że w tym starciu Polska przegrała i jeœli jeszcze ktoœ ma siłę walczyć o kraj, to formuła wojny musi się zmienić. Wœród wielu inicjatyw budowania w podziemiu „parapaństwowej" struktury i stworzenia tajnych oddziałów nieregularnego, nieumundurowanego wojska, które miałoby podjšć działania dywersyjne, jako jednš z pierwszych wymienia się tę podjętš pod koniec wrzeœnia przez generała brygady Tokarzewskiego-Karaszkiewicza, dowódcę grupy operacyjnej w Armii Pomorze. Zaprojektowana przez niego Służba Zwycięstwa Polski nawišzywała kontakty w całym kraju, tworzšc sieć komisarzy, budujšc konspiracyjnš armię. Dla krakowsko-œlšskiej siatki pracowała Wanda Marokini, wczeœniej towarzyszšc młodemu, przystojnemu generałowi, z którym łšczyła jš „wspólnota ideologiczna" - oboje uznawali się za wyznawców teozofii i wolnomularstwa.
Marokini zaangażowana była w podziemne państwo aż do 28 maja 1941 roku, gdy Niemcy aresztowali jš po „wsypie" w krakowskiej komórce. Trafiła do więzienia na Montelupich. Tak bardzo bała się, że nie wytrzyma tortur i wyda swoich, że zdecydowała się na zażycie œmiertelnej trucizny. Dostarczony jej cyjanek okazał się jednak dawkš strychniny, niewystarczajšcš do zabicia. Wpółœlepa, po kilku miesišcach na Montelupich, a potem w zakładzie Helclów, zamienionego w więzienie, trafia 13 wrzeœnia do kobiecego obozu w Ravensbruck. Wraz z niš z Krakowa jedzie transport 64 więŸniarek. Oznaczone zostajš w obozie numerami od 7391 do 7454. O tym zamienionym cyjanku pamiętał Jerzy Nowak, który jako mały chłopiec przychodził do domu Wandy Marokini na ulicy Pomorskiej w Krakowie. - Była mamy przyjaciółkš, często biegłem do niej, żeby przekazać jakšœ wiadomoœć albo poprosić o zatelefonowanie do kogoœ. U pani Wandy był w domu telefon, u nas nie było. Ale najcieplej wspominam jš z tego powodu, że obdarowywała mnie znaczkami pocztowymi z całego œwiata. Prowadziła rozległš korespondencję, a ja mogłem imponować kolegom. Więcej o znajomej rodziców może opowiedzieć starszy brat Jerzego, Jan Urbańczyk: Była pięknš kobietš. Imponowała obyciem, kulturš, elegancjš – opowiada. I dodaje ze œmiechem: „Może siedemnastolatkowi podobało się to, z jakim szykiem paliła papierosa w długiej cygarniczce. Była zagadkowa, nieprzenikniona, a jednoczeœnie otwarta i życzliwa. Miała przenikliwie patrzšce, ogromne niebieskie oczy, była szykowna, mówiła interesujšcym, lekko zachrypniętym głosem". Podobała mu się. To do Wandy Marokini przyszedł siedemnastoletni Jan tuż po klęsce wrzeœniowej. Chciał w tajemnicy przed wszystkimi, wraz dwoma kolegami przedostać się do Francji, by wstšpić do wojska i walczyć z Niemcami. - Zwierzyłem się tylko mojej mamie, a ona poradziła mi, by porozmawiać z paniš Wandš. Miała rozległe kontakty w wielu miejscach w Europie, to mogło nas poratować w naszej drodze. Jednak pierwsze, co od niej usłyszałem, to słowa: „Nie wybieraj się nigdzie, lada chwila będziecie tutaj potrzebni, bo tworzy się coœ nowego" – opowiada. Nie przekonała mnie. Woleliœmy już teraz awanturę i karabiny do ršk. Jeden z naszej trójki odpadł już na poczštku drogi z Krakowa. Nie wsiadł do pocišgu na swojej stacji i tak wyruszyliœmy w tę drogę we dwóch, ja i Władek. Opowieœć o przygodach i niebezpieczeństwach, o które się otarli nieœwiadomi zagrożeń młodzi bohaterowie, to niemal gotowy scenariusz na film o młodzieńczej dezynwolturze i prawdziwym patriotyzmie.

Zanim przyszła wojna

Obaj bracia wspominajš z rozrzewnieniem spędzane z rodzicami i ich wieloma przyjaciółmi, w tym i paniš Wandę, wakacje w majštku w Mężyninie. Ale pewnie bawišce we dworze dzieciaki nie wiedziały, że biegajš wœród intelektualnej polskiej elity. Mężyniński dwór wraz z parkiem kupuje w 1925 roku od Banku Ziemskiego Polskie Towarzystwo Teozoficzne (zwane też Wszechœwiatowym Zjednoczonym Wolnomularstwem Polskim). Wolnomularze zakładajš „Spółdzielnię Przyjaciół Uroczyska Mężenin". Wieœ staje się tajemniczym miejscem: to tu odbywajš się spotkania członków lóż wolnomularskich na „koloniach umiejętnego wypoczynku". Bywajš: generał Michał Tokarzewski – Karaszewicz, doktor Janusz Korczak, pisarka Wanda Wasilewska, Władysław Sokorski. Na wczasy przyjeżdża w sezonie do 200 osób. Park nadbużańskiego dworu zabudowany jest chatkami chińskimi z trzciny i gliny, krytymi słomš. Propaguje się kulturę rolniczš, spotkania z fachowcami w dziedzinie rolnictwa i ogrodnictwa, występy teatralne, opiekę nad wiejskimi dziećmi. Dla autora „Kariery Nikodema Dyzmy" to magiczne miejsce staje się inspiracjš do opisania epizodu mistycznych obrzędów, w których Nikoœ uczestniczy. Ale nie wiadomo dziœ, czy uczestnicy tych zlotów teozoficznych wiedzš, że sš pod lupš władz. Lupa to Władysław Łukasiuk, póŸniejszy „Młot". Zanim po 1945 stał się czołowš postaciš polskiego podziemia niepodległoœciowego nad Bugiem i symbolem oporu przeciw narzuconej Polakom komunistycznej władzy, był do wybuchu wojny zastępcš wójta gminy Sarnaki. Utrzymywał się z prowadzenia wiejskiego sklepiku z wyszynkiem. Starostwo siedleckie wydzierżawiło mu dwa odcinki rzeki Bug. Każdy, kto chciał tu łowić ryby lub uprawiać sporty wodne, musiał uzyskać jego zgodę. Jednak dziœ wiadomo, że te profity urzędowe wišzały się z jego tajnš misjš: pracował na rzecz wywiadu policyjnego. Przedwojenny rzšd powierzył mu zadanie rozpracowania komunizujšcych œrodowisk, do których zaliczono Zakon Wszechœwiatowego Zjednoczonego Wolnomularstwa "Le Droit Humain" oraz Polskie Towarzystwo Teozoficzne, występujšce pod oficjalnym szyldem "Spółdzielni dla prowadzenia kolonii letnich". I choć kontrowersyjny „Młot" ma szczególne udziały w historii powojennej Polski (jako inwalida nie brał udziału w wojnie obronnej w 1939 roku, ale zostaje żołnierzem ZWZ i potem AK, rozpracowuje cudownš broń Hitlera V-2, stawia się komunistycznym powojennym władzom, a wieœ podlaska widzi w nim jedynego obrońcę przed terrorem i bezprawiem komunizmu oraz przed kolektywizacjš), to w owym czasie był kimœ, kto podglšdał z ukrycia wolnomularski festiwal, w którym uczestniczyła Wanda Marokini. „Młot", za którego głowę bezpieka wyznaczyła 100 tys. złotych nagrody i nasłała na niego setki agentów i informatorów, zginšł z ręki jednego ze swych podkomendnych. Dwa strzały z broni krótkiej oddane przez jednego z jego „leœnych" zakończyły ten żywot. Dwór w Mężyninie w 1975 – o ironio! – przejęła Komenda Wojewódzka MO w Siedlcach.

Teozofka, wolnomularka

Wolnomularze to zło dla obozu narodowego. I znów na scenie politycznej pojawia się Wanda Marokini. Wraz z generałem Michałem Karaszewiczem – Tokarzewskim, z którym buduje pierwsze struktury podziemnej walki zbrojnej po klęsce w 1939 roku, toczy rozmowy ze Stronnictwem Narodowym. Próba nawišzania współpracy spełza na niczym, bo działacze SN „nie podporzšdkujš się nigdy nikomu, kto ma stycznoœć z [...] masonami" (opisał to Edward Kumor w ksišżce Wycinek z historii jednego życia, Warszawa 1967, s. 62.).Tokarzewski nawet dziœ nie miałby szans na zaszczepienie społeczeństwu swoich poglšdów. To nosiciel etyki, mistrz wycišgania narodu z religijnej i poglšdowej nietolerancji, wróg nałogów, ezoteryk, człowiek o wyjštkowych horyzontach, pierwszy na linii tworzenia armii wojska podziemnego po kapitulacji we Wrzeœniu. „Do wyboru jest niewola, albo dalsza walka. Nikogo nie zmuszam ani nie namawiam. Zostawiam panom pół godziny do namysłu"- powiedział, po odczytaniu rozkazu tworzšcego zalšżek Służby Zwycięstwu Polski, fundamentu Zwišzku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej. To oryginał jakich mało. Nominację generalskš otrzymał w 1924 roku, w wieku 31 lat. Miał urodę amanta filmowego. W garnizonach, w których służył, stał się postrachem oficerów majšcych ładne żony. Jego ekscentryczne zainteresowania budziły zgorszenie, ale „baby leciały na niego jak szafy na trzech nogach", jak wówczas mawiano. Po wojnie pracował jako nocny stróż. Potem w jednym z rzšdów emigracyjnych obejmuje w 1954 tekę ministra obrony narodowej. Kiedy umiera w 1964 roku, w kieszeniach jego ubrań bliscy znajdujš starannie opisane saszetki: z ziarnem pszenicy z Lubelszczyzny, ŸdŸbłem trawy z Mężenina, kamykiem z królewskich grobów na Wawelu, kadzidłem z Jerozolimy. Jego korespondencja z Wandš Marokini, odkryta przypadkiem w 1992 roku za oprawš lustra przez Barbarę Roer, wnuczkę naszej bohaterki, to dokument mistycznych rozmyœlań obojga. Wnuczka Basia Wanda miała dwie córki: Lidkę i Janinkę. Janinka zachorowała na dyfteryt i zmarła, majšc 13 lat – pochowana jest w Tarnowie. Lidka żyła do 1982 roku, miała dwoje dzieci – Basię i Jana Kantego. Babusia była silna osobš, pamiętam jš jako pięknš kobietę. Wiem z rodzinnych opowieœci, że gdy stado epuzerów kręciło się przy mojej mamie, komentowali babcię Wandę: „ Ty jesteœ ładna, ale twoja mama jest piękniejsza" – opowiada Barbara Roer. Z opowieœci rodzinnych Basia zna historię o patynowaniu fałszywych pieniędzy w konspiracyjnym mieszkaniu przy Inwalidów. Babcia i jej towarzyszki konspiratorki rzucały o sufit paczkami banknotów, które trzeba było wprowadzić do obiegu, by przekazać œrodki na zasilenie struktur podziemnej walki. Deptały i „zużywały" te pienišdze. Depczš ze œmiechem te banknoty, by wyglšdały na używane, nominały fruwajš po pokoju. W œrodku tej akcji staję ja w nocnej koszulce, kilkuletnie dziecko wyrwane ze snu. Ciche piekło Ravensbruck Gdy trafia do niemieckiego obozu, staje się numerem 7399 z czerwonš, zarezerwowanš dla politycznych, naszywkš na pasiaku. „Tylko niesłychany hart ducha pozwolił jej, kruchej i delikatnej, przetrwać, aby pomóc innym. Przeszła w obozie trzy ciężkie zapalenia płuc, dwa razy była przeznaczona „do pieca", ale uratowały jš przyjaciółki. Wraca do Krakowa 7 czerwca 1945 roku przez Niemcy piechotš, od Szczecina pocišgami. Fizycznie jest zrujnowana, ale psychicznie niezmieniona. (...) opiekuje się młodš dziewczynš z Ravensbruck, cierpišcš na chorobę zwišzanš z systemem nerwowym i rozsianš sklerozš. Prowadzi jej gospodarstwo i pielęgnuje" – zarejestrowała doktor Maria Żychlińska, dokumentalistka historii tarnowskiego harcerstwa, autorka pracy o komendantach tamtejszego hufca. Wanda Marokini kierowała nim od 1921 do 1923 roku. - Tylko jeden raz podsłuchałam rozmowę o tym, co babusia przeżyła w obozie – przypomina sobie wnuczka Barbara Roer. – Potem już nigdy do tego nie wracała, nie było tego, jakby zamknęła ten rozdział i nie chciała już o tym mówić. Jedni mieli tak, że musieli opowiadać o swojej traumie, inni „zaimpregnowali" te przeżycia.

Miłoœć szesnastolatki

Poznali się we Lwowie. Stšd wzięło się to egzotyczne nazwisko Marokini. Wczeœniej nazywała się Gšsiorowska i była siostrš generała brygady Janusza Gšsiorowskiego. Austriacki kapitan, Chorwat z pochodzenia, zamieszał w głowie lwowiance, gdy spotkali się pierwszy raz na œlizgawce. Pobrali się w 1905 roku. Mama Barbary, Lidia, urodziła się w Sarajewie. Potem Wanda mieszkała w Zagrzebiu. To tam doszło do rodzinnych kontrowersji - według archiwów, na tle koncepcji wychowania córek (w polskoœci czy niemieckoœci), według wnuczki na tle konfliktu z zaborczš chorwackš teœciowš. Rodzina Marokini, silnie zwišzana z dworem cesarskim, od poczštku nie była zadowolona ze zwišzku syna z pięknš, lecz niezamożnš Polkš. Po pięciu latach odważna Wanda zabiera córeczki i wraca do mamy, do Brzuchowic pod Lwowem.

Pomagać

Wcišga jš polityka. Wišże się ze Stronnictwem Narodowej Demokracji. Pracuje społecznie, po wybuchu I wojny œwiatowej ewakuowana zostaje do Kijowa. Pracuje w szwalni zorganizowanej przez Komitet Pomocy dla UchodŸców z Kraju, jak relacjonuje Maria Żychowska. – Sama biedna, organizuje pomoc dla najbiedniejszych. Taka pozostanie na każdym etapie swojego życia. W opracowaniu doktor Żychowskiej znaleŸć można relację zmarłej córki Lidii Chojeckiej: „Potrafi stworzyć niezapomniany dom pełen ludzi, życia, dyskusji. Zawsze był ktoœ, kim trzeba było się opiekować, kto potrzebował pomocy moralnej, pociechy, rady. Zawsze gotowa była wysłuchać cudzych zwierzeń i trosk. Zawsze bardziej czuła na cudzy, niż na własny los." Wanda Marokini spoczęła na Powšzkach. Zmarła 7 marca 1962 roku, w wieku 75 lat. Pamięć o niej przetrwała w kilku nieznaczšcych, drobnych informacjach, które trzeba było mozolnie spišć w całoœć: na trop tej postaci naprowadził mnie portret Witkacego (dziœ w posiadaniu rodziny Turowiczów) i ... pomyłka redaktorów „Przekroju". W latach 70. „Przekrój" opublikował tekst o firmie portretowej Stanisława Ignacego Witkiewicza, zamieszczajšc kilka reprodukcji. Portret Wandy Marokini opatrzono pomyłkowym podpisem, na co zareagował inżynier z Krakowa, Jerzy Nowak, wysyłajšc do redakcji list. Zapewnił w nim, że na własne oczy widział ten obraz w domu sportretowanej damy, znajomej rodziny i napisał kilka słów o losach Wandy. Pozostałe œlady jej życia, które trzeba było wytropić, to napis na tablicy pamištkowej poœwięconej komendantom ZHP w Tarnowie, powojenne (1954) wydanie „Bajek murzyńskich", napisanych przez niš wraz z Janem Jerzym Szczepańskim oraz atłasowe balowe rękawiczki za łokieć, które należały do Marokini, a w niewiadomy sposób trafiły jako dar od rodziny Zawiszów do Muzeum Narodowego we Wrocławiu oraz grupowe zdjęcie z Piłsudskim, zachowane w państwowych archiwach.
ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL