Polityka

Ryszard Czarnecki dla Rz. Zrobimy audyt rządów Tuska

Fotorzepa, Danuta Matloch Danuta Matloch
Naprzeciw polityka Komorowskiego powinien stanąć w wyborach inny polityk – mówi Jackowi Nizinkiewiczowi europoseł Ryszard Czarnecki.
Rz: Czy PiS ma kandydata, który będzie w stanie pokonać Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich?
Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, członek Komitetu Politycznego PiS: Tak, wystawimy takiego kandydata, który nie tylko powalczy z obecnym prezydentem, ale będzie miał realną szansę z nim wygrać. Niech głowa państwa nie otwiera za wcześnie szampana, bo może się stać żywą ilustracją bajki Mickiewicza: „Już był w ogródku, już witał się z gąską". Jest pan gotów kandydować na prezydenta z ramienia PiS?
Proces wyłonienia kandydata jeszcze przed nami. A ja mam swoje obowiązki na arenie międzynarodowej jako wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. Dopuszcza pan myśl, że kandydatem będzie prof. Piotr Gliński? Mógłby zagrozić Komorowskiemu? Pożyjemy, zobaczymy. Bardzo cenię pana profesora, miałem okazję wiele razy słuchać go podczas różnych wewnętrznych, zamkniętych spotkań eksperckich i uważam go za człowieka dużego formatu. Myślę, że mógłby być świetnym ministrem w rządzie premiera Kaczyńskiego. Ma, niestety, pewien minus, bo nigdy nie startował w żadnych wyborach. Ale przede wszystkim nie wiem, czy on sam chciałby kandydować. Prawybory prezydenckie to pański autorski pomysł, niekonsultowany z prezesem PiS? Mam wrażenie, że prezes Jarosław Kaczyński myśli o prawyborach od dawna. Ja dopiero od dwóch miesięcy. Oczywiście, to w pierwszym rzędzie od naszego lidera zależy, czy ten bardzo dobry, jak mniemam, pomysł doczeka się realizacji. Przez prezydenckie prawybory promuje pan własną kandydaturę? Prawybory w Prawie i Sprawiedliwości to świetna promocja PiS. Tak samo, jak w USA prawybory są znakomitą promocją Republikanów z jednej strony i Demokratów z drugiej. A co do mnie – nie sądzę, bym w nich wystartował. Ale na pewno mocno będę wspierał ich zwycięzcę – oficjalnego kandydata PiS na prezydenta. Czy Antoni Macierewicz może zaszkodzić swoją wiedzą prezydentowi Komorowskiemu? Tygodnik „Wprost" opublikował dokumenty z tajnego aneksu do raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Wynika z nich, że Macierewicz mógł zbierać haki na Komorowskiego. Minister Macierewicz może nie tyle zaszkodzić, co pomóc swoją wiedzą Polsce. Mówienie o założycielu KOR i dzielnym działaczu antykomunistycznej opozycji, że był „hakowym" to rzecz nieprawdziwa i nieelegancka. Jednak najważniejsze, że dotąd prezydent Komorowski nie odniósł się ani słowem do kontrowersyjnych faktów ze swojej przeszłości. Kto może obawiać się ewentualnej komisji śledczej w sprawie WSI? Resort obrony po raz kolejny ma przeprosić byłego oficera WSI za raport Macierewicza. Koszty z tego tytułu przekraczają już 1,2 mln zł. Dobrze, że WSI zostały rozwiązane. Tego PO dzisiaj również nie neguje. Wszyscy wiemy, że sejmowa komisja w sprawie WSI to polityczne pałkarstwo i próba odgrzewania starych, antypisowskich kotletów. Jej inicjatorzy nie mają widać innego pomysłu na siebie i politykę. PO uważa, że należy ostrzegać Polaków przed rządami ludzi przypadkowych i niekompetentnych. Czy Polacy boją się potencjalnego rządu PiS przedstawionego na plakatach, gdzie Jarosław Kaczyński przedstawiany jest jako ministr zemsty narodowej, Antoni Macierewicz – szef resortu wojny z Rosją, a wśród ministrów rządu PiS umieszczono prof. Krystynę Pawłowicz i Janusza Korwin-Mikkego? Platforma tonie i plakatowej brzytwy się chwyta. Charakterystyczne, że czołowi politycy PO, jak Andrzej Halicki, krytykują ten plakat. Nic dziwnego, bo jest poniżej poziomu kreta na Żuławach. Polacy mają już dość antypisowskiej propagandy, którą karmi nas rząd zamiast przedstawiać pomysły na gospodarkę, zwiększenie liczby miejsc pracy czy ofertę dla młodych Polaków, by nie musieli wyjeżdżać z ojczyzny. Czy PiS jednoznacznie wyklucza jakąkolwiek współpracę w przyszłości z Korwin–Mikkem? To „political fiction". Jestem przekonany, że będziemy rządzić samodzielnie i nie będziemy potrzebowali koalicjantów ani realnych, ani egzotycznych jak partia Korwin-Mikkego. Zresztą jest dość prawdopodobne, że w wyborach do Sejmu, przy znacznie większej frekwencji niż w europejskich, nie przekroczy on w ogóle wyborczego progu. A czy PiS mógłby współpracować z Kongresem Nowej Prawicy bez Korwin–Mikkego? Myślę, że ta formacja może być „melodią jednej kadencji" w europarlamencie, czyli tak jak kiedyś UPR w polskim Sejmie w latach 1991-1993. A czy prof. Bogdan Chazan mógłby zasilić przyszły rząd PiS? Mamy świetnych kandydatów na ministra zdrowia: europosła i byłego zastępcę śp. profesora Religi Bolesława Piechę oraz posłów - doświadczonych lekarzy: dr. Czesława Hoca i dr. Tomasza Latosa. A może prof. Chazan mógłby być kandydatem PiS na prezydenta, jak chciałby Tomasz Terlikowski? Naprzeciwko polityka Komorowskiego powinien stanąć inny polityk. Wybory głowy państwa to najbardziej polityczne wybory w Polsce. Czy kampania tak teraz będzie wyglądała, że partie będą publikowały plakaty, które będą miały zaszkodzić konkurencji? Mało to merytoryczne. Zgadzam się, że plakaty PO nie są merytoryczne. Nasze natomiast opisują rzeczywistość. Chciałbym, aby rząd Tuska nie dostarczał nam okazji, by w ten sposób nazywać rzeczy po imieniu. A swoją drogą, jakby pan pojechał na parę dni w czasie kampanii wyborczej do USA, Anglii czy Francji, to by pan zobaczył, że tam kampania jest dużo ostrzejsza niż w Polsce. Co PiS zrobiłby w sprawie Ukrainy, gdyby teraz był u władzy na miejscu rządy Tuska? Premier Tusk ze swoją pierwszą wizytą na Wschód pojechał do Moskwy, a nie – jak jego poprzednicy z lewicy czy prawicy – do Wilna czy Kijowa. Tego błędu premier Kaczyński by uniknął. Tuska nie było na Ukrainie od trzech lat – tego błędu nasz premier też by nie popełnił. Prezydent Komorowski spotykał się z prorosyjskim prezydentem Janukowyczem aż 29 razy. Po co go uwiarygadniał? Tego błędu nie popełniłby też ś.p. prezydent Lech Kaczyński. Rząd PO-PSL najpierw stawiał na Moskwę, a potem, gdy zaczął stawiać na Kijów był już mało wiarygodny dla Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Dlaczego nowe sankcje ekonomiczne przeciwko Kremlowi byłyby w interesie Polski? Dotychczasowe sankcje były reaktywne: były jedynie odpowiedzią na działania Kremla. Czas na sankcje wyprzedzające: niech Putin wie, co straci. Ograniczenie wymienialności rubla czy uzgodniona międzynarodowa obniżka cen ropy i gazu – to na pewno ekonomicznie osłabi Federację Rosyjską. Słabsza gospodarczo Moskwa to zaś dla Polski i innych krajów naszego regionu większa szansa na przerwanie neoimperialnych ciągotek Kremla, które dla mojej ojczyzny i naszych sąsiadów są oczywistym zagrożeniem. W mediach opowiada pan, że Putin musi wiedzieć, czego ma się bać. Co pan ma na myśli? Elita rosyjska musi mieć świadomość, że nakręcenie spirali sankcji będzie zabójcze dla słabszego ekonomicznie przeciwnika – a jest nim Moskwa, a nie Unia. Tak jak kiedyś ZSRR nie wytrzymał wyścigu gospodarczego oraz wyścigu zbrojeń z USA i Zachodem, tak dzisiaj na dłuższą metę Rosa nie wytrzyma nowej, ekonomicznej „zimnej wojny". Do kogo były skierowane te słowa? Zapewniam pana, że ambasada rosyjska w Warszawie uważnie monitoruje wypowiedzi polskich polityków. Co PiS zrobi, jeśli zdobędzie władzę – oprócz odejścia od reformy podnoszącej wiek emerytalny? Przede wszystkim zrobimy audyt i ocenimy, w jakim stanie jest polska „stajnia Augiasza" po rządach PO-PSL. Po drugie, premier Kaczyński już samym składem Rady Ministrów zademonstruje, jak mniemam, że będzie to rząd stawiający na rozwój gospodarczy, inwestycje i miejsca pracy. Czy jak PiS dojdzie do władzy, to wróci kwestia rozliczenia za Smoleńsk? Tylko rządy PiS gwarantują wyjaśnienie tej tragedii. Będziecie chcieli się przyjrzeć ponownie również aferze Amber Gold, hazardowej czy taśmowej? Chciałbym wierzyć, że do tego czasu zrobi to za nas prokuratura, przynajmniej przy tej ostatniej aferze. Ale zobaczyć, co koalicja PO-PSL zamiotła pod aferalny dywan – to doprawdy kusząca perspektywa. We Wrocławiu trwa spór o interpretację decyzji niemieckiej prokuratury w sprawie incydentu na lotnisku we Frankfurcie. Skończyło się na tym, że jeśli Jacek Protasiewicz zapłaci 5 tys. euro na cele społeczne, nie usłyszy zarzutów. Oznacza to, że jest niewinny, czy wręcz przeciwnie? Skoro zrezygnował z funkcji szefa sztabu PO w kampanii wyborczej oraz już nie kandydował do europarlamentu, to chyba poczuł się winny? Albo Platforma go do tego zmusiła. Niemieccy urzędnicy nie zawsze są mili – o czym wie wielu Polaków – ale jeśli już z nimi dyskutować, to lepiej na trzeźwo. Kogo PiS wystawi na prezydenta Wrocławia? To pytanie do posła Przemysława Czarneckiego (jest synem Ryszarda Czarneckiego – red.). To on ma zaszczyt reprezentować okręg wrocławski w Sejmie RP. Ja jestem skromnym europosłem z Wielkopolski i przy okazji następnego wywiadu chętnie porozmawiam o wyborach samorządowych w Poznaniu...
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL